Rządowy test przedsiębiorcy to pomyłka

Żaden test przedsiębiorcy nie jest potrzebny, bo wystarczy przestrzeganie już obowiązującego prawa. Przepisy Kodeksu Pracy są wystarczające do tego by uznać czy ktoś został wypchnięty z etatu na samozatrudnienie czy nie.

Rządowi powinny wystarczyć obecne przepisy!

Rządowy pomysł wprowadzenia testu przedsiębiorcy, po pierwszej fali krytyki, ewoluuje w kierunku zastosowania narzędzi, które miałyby odsiać rzeczywistych przedsiębiorców od tych, którzy zostali wypchnięci z etatów na tzw. samozatrudnienie.

Od początku przeciwniczką testu, który zaproponowało Ministerstwo Finansów, była minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz. Z ostatnich wypowiedzi przedstawicieli resortu finansów wynika, że celem propozycji dotyczących przychodów z działalności gospodarczej ma być ucywilizowanie rynku pracy, a nie cel fiskalny.

Reklama

Kształt rozwiązań dotyczących możliwości rozpoznawania przychodów z działalności gospodarczej będzie przedmiotem dalszych ustaleń Ministra Finansów z Ministrem Przedsiębiorczości i Technologii, Ministrem Inwestycji i Rozwoju oraz Radą Dialogu Społecznego - poinformował we wtorek rzecznik prasowy ministra finansów Paweł Jurek.

Tymczasem zarówno przedstawiciele związków zawodowych jak i przedsiębiorców uważają, że do tego żadne nowe przepisy nie są potrzebne, bo wystarczy, żeby był przestrzegany Kodeks Pracy, w którym są określone warunki, które decydują o tym czy istnieje rzeczywisty stosunek pracy czy nie.

- Jeśli pracownik został zmuszony przez dotychczasowego pracodawcę do przejścia na jednoosobową działalność gospodarczą, ale nadal robi to samo, to mamy do czynienia z omijaniem prawa i z tym trzeba walczyć - mówi Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność".

- Przykładowo w przemyśle stoczniowym mamy sytuację, w której całe spółki funkcjonują w taki sposób, że nie ma w nich pracowników, ale są jednoosobowe działalności gospodarcze.

Przecież jeśli ktoś pracuje na sprzęcie kontrahenta, dla tego samego kontrahenta, a jego praca odbywa się pod nadzorem, to mamy do czynienia z fałszywym samozatrudnieniem - tłumaczy Lewandowski.

Jak dodaje, te sytuacje są szczególnie problematycznie w sytuacji takich branż jak budowlanka gdzie częściej niż w innych dochodzi do wypadków, bo nie ma wówczas ochrony wynikającej z Kodeksu Pracy.

- Od lat toczymy kampanie przeciw śmieciowym formom zatrudnienia, przy czym nie chodzi generalnie o stosowanie umów zlecenie, umów o dzieło czy samozatrudnienie, ale o przypadki, kiedy te legalne umowy stosuje się w sposób niezgodny ze swoim przeznaczeniem - mówi rzecznik prasowy Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność".

Podkreśla jednocześnie, że co do zasady każdy człowiek w wolnej gospodarce może swoją aktywność zawodową prowadzić w taki sposób jaki mu pasuje.

Przeciwnikiem dodatkowych kryteriów czy testów, które decydowałyby o tym czy ktoś jest przedsiębiorcą czy nie jest Federacja Przedsiębiorców Polskich.

- Nie trzeba do tego testu przedsiębiorcy, bo mamy do tego art. 22 Kodeksu Pracy, który jasno mówi, że jeżeli są spełnione trzy przesłanki czyli miejsce, czas i nadzór, to mamy do czynienia z umową o pracę. Chodzi więc o potwierdzanie, że kodeks jest kodeksem? Każde rozwiązanie, które przekazuje kompetencje urzędnikom, którzy mogą różnie interpretować te same sytuacje jest złe - podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący FPP.

- Wprowadzanie jakichkolwiek dodatkowych kryteriów czy testów na stwierdzanie czy ktoś jest przedsiębiorcom czy nie to pomyłka i rząd powinien się z tego wycofać - dodaje. Jego zdaniem subiektywna ocena urzędnika jest najgorszym z możliwych rozwiązań.

Jak dodaje szef FPP, takie pomysły jak wykorzystywanie do tego JPK (jednolity plik kontrolny) to pomyłka, bo przecież JPK służą do zupełnie innych celów, a do badania czy ktoś powinien być zatrudniony na umowie o pracę czy nie służy Kodek Pracy.

- Jako Federacja chcemy uporządkować rynek pracy i stoimy na stanowisku, że jeśli podstawowe kryteria wynikające z tego kodeksu są spełnione, to powinna być stosowana umowa o pracę - zaznacza.- Prawo ma być jasne i czytelne i wprost określać czy ktoś działa zgodnie z prawem czy nie, a nie może o tym decydować urzędnik - mówi Marek Kowalski.

Jak dodaje, dużo większy problem do rozwiązania dotyczy uporządkowania umów zlecenia i zrównania ich z umowami o pracę jeśli chodzi o oskładkowanie emerytalne. Deklaruje, że to akurat byłby słuszny krok i Federacja Przedsiębiorców Polskich by go poparła.

Monika Krześniak-Sajewicz

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Konstytucja dla biznesu | test przedsiębiorcy | kodeks pracy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »