Czy święta wymyślili spece od marketingu?

Gdyby nie było świąt Bożego Narodzenia, z pewnością wymyśliliby je spece od marketingu. Nic tak nie napędza sprzedaży jak święty Mikołaj, gwiazdkowe prezenty i świąteczne zakupy. Pod koniec roku obroty handlowców rosną dwukrotnie, a wpływy osiągane w listopadzie i grudniu stanowią jedną trzecią rocznych obrotów.

Boże Narodzenie to jedna z najsilniejszych i najlepiej rozpoznawalnych marek cywilizacji zachodniej - żartował abp John Foley, prezydent Papieskiej Rady ds. Mediów podczas konferencji "Boska reklama", która odbyła się w Polsce przed sześciu laty. Sukces brandu - tłumaczył - bierze się stąd, że stoją za nim "wiara w wielką wartość tego produktu oraz okres gwarancji daleko wykraczający poza czas trwania naszego życia".

Szczęśliwego sezonu

W ostatnich latach siła marki "Boże Narodzenie" jakby nieco osłabła. Handlowcy nadal chętnie odwołują się do skojarzeń związanych z tymi świętami, lecz coraz bardziej dystansują się od ich religijnego wymiaru. Dotyczy to głównie laickich krajów Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, gdzie ze względu na poprawność polityczną i troskę o uczucia religijne innowierców unika się odniesień do chrześcijańskich korzeni świąt.

Reklama

Zamiast bożonarodzeniowej choinki jest więc świąteczne drzewko, nie ma już Bożego Narodzenia jest tylko świąteczny weekend. 70 proc. brytyjskich firm w ogóle nie życzy sobie ustawiania świątecznych drzewek w swoich siedzibach, ponieważ przeważa pogląd, że eksponowanie motywów chrześcijańskich w miejscu pracy jest niestosowne i może powodować dyskomfort u pracowników innych wyznań.

Ze względu na uczucia religijne reprezentantów innych niż chrześcijańskie religii prezydent George Bush zamiast tradycyjnych kartek z życzeniami świątecznymi wysłał w tym roku po prostu życzenia "szczęśliwego sezonu wypoczynkowego".

Sprowadzaniu świąt tylko do zakupów i prezentów sprzeciwiają się radykalne organizacje katolików i protestantów. W tym roku w USA prowadzona jest kampania "Jezus jest powodem świąt", która ma uzmysłowić i handlowcom i konsumentom jaka jest prawdziwa natura Bożego Narodzenia. Liga Katolicka na rzecz Praw Obywatelskich i Religijnych zapowiedziała bojkot sklepów, w których zamiast choinek sprzedawane są świąteczne drzewka, a zamiast Santa Clausów prezenty rozdają ubrane w kuse czerwone kubraczki hostessy.

Czy te obawy są zasadne? Przykłady innych krajów pokazują, że z powodzeniem można posługiwać się całym świątecznym sztafażem w zupełnym oderwaniu od religijnego kontekstu. W Japonii, mimo braku związków z chrześcijańską tradycją, Boże Narodzenie "sprzedaje się" bardzo dobrze, a japońskie dzieci są przekonane, że święta to kolejny produkt wymyślony przez przedsiębiorczych Amerykanów.

Mocno podgrzana atmosfera

Także Polacy skapitulowali przed naporem komercji zawłaszczającej symbole związane z Bożym Narodzeniem. Wprawdzie święta mają u nas nadal bardzo religijny charakter, ale coraz mniej Polaków razi, że w sklepach kolędy grane są już od połowy listopada. W tym roku okres świąteczny zaczął się zresztą jeszcze wcześniej. Ledwie z półek sklepowych zniknęły znicze, a już na fasadach zabłysły świetlne napisy "Wesołych Świąt".

Atmosferę ostrej rywalizacji podkręcił Carefour swoją kampanią zdrapkową "Magia kodów". Pozostałe sieci nie chcąc zostać w tyle również wystartowały z promocjami. Wcześniej niż zwykle.

Ostatnie miesiące roku mają dla handlowców zasadnicze znaczenie, ponieważ w tym czasie do ich kasy trafia jedna trzecia rocznych wpływów. Pod koniec grudnia dzienne obroty rosną nawet dwukrotnie. Z naszych informacji wynika, że w jednym z krakowskich hipermarketów dzienny utarg w dzień powszedni w ciągu roku wynosi średnio 600 tys. zł. W weekend wpływy rosną o ok. 200 tys. zł, do 800 tys. zł. W tygodniach bezpośrednio poprzedzających święta przez ręce kasjerek przechodzą niemal dwukrotnie wyższe sumy. W czwartek klienci zostawili w tym hipermarkecie 1,5 mln zł. W piątek kierownictwo sklepu spodziewało się nawet 1,8-2 mln zł utargu.

Z ręką na portfelu

Mimo, że handlowcy i specjaliści od marketingu stają na głowie, żeby wyciągnąć od nas jak najwięcej pieniędzy, to jednak w gruncie rzeczy efekty ich działań nie są zbyt wielkie. Chociaż w gorączce zakupów łatwo stracić kontrolę nad wydatkami, staramy się trzymać rękę na portfelu i nie pozwalać sobie na zbyt wielką rozrzutność. Z badań przeprowadzonym niedawno przez Pentor wynika, że dobrze przyglądamy się każdej złotówce, zanim zdecydujemy się ją wydać. Połowa osób biorących udział w badaniu zadeklarowała, że na zakupy przedświąteczne wyda tyle samo pieniędzy, co przed rokiem. Niemal jedna trzecia badanych planowała powściągnąć apetyty i ograniczyć wydatki na ten cel, a tylko 12 proc. ankietowanych była gotowa przekroczyć ubiegłoroczny budżet.

INTERIA.PL/inf. własna
Dowiedz się więcej na temat: zakupy | prezenty | Boże Narodzenie | święta | świąteczne | narodzenie
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »