Karpackie lasy trafią pod unijny topór?

Po kilku latach sporu arbitraż rozstrzygnął, że ukraińskie moratorium na eksport nieprzetworzonego drewna narusza umowę o stowarzyszeniu z Unią Europejską. Bruksela chciałaby natychmiastowego zielonego światła dla pracujących na rzecz unijnych firm drwali, m.in. w ukraińskiej części Karpat, w Kijowie jednak studzą ten zapał.

Ukraina wprowadziła w 2015 r. na 10 lat zakaz eksportu nieprzetworzonego drewna (oprócz sosny), od 1 stycznia 2017 r. objął on także ten gatunek drewna. Komisja Europejska uznała, że decyzja Kijowa narusza umowę o stowarzyszeniu Ukrainy z UE i zwróciła się o rozstrzygnięcie sporu przez Panel Arbitrażowy przewidziany w tej umowie.

Eksperci analitycznego portalu Słowo i Diło przeanalizowali, jak wyglądał obrót drewnem po wprowadzeniu moratorium.

Według danych Państwowej Służby Fiskalnej, której podlegają urzędy celne, w 2014 r. z Ukrainy wyeksportowano 2,9 mln ton nieprzetworzonego drewna o wartości prawie 255 mln dolarów. W 2015 r. do momentu wejścia w życie moratorium wywieziono za granicę oficjalnie 2,5 mln ton wartości 250 mln dolarów. W 2016 r. legalnie wyjechało 1,7 mln ton drewna o wartości 106 mln dolarów. Potem legalny eksport był już śladowy - w 2017 r. było to 10,7 tys. ton o wartości 880 tys. Dolarów, a rok później 2,8 tys. ton wartych 197 tys. dolarów.

Reklama

Jednak w rzeczywistości było całkiem inaczej. "Moratorium faktycznie nie działało. Wyręby lasów były kontynuowane, a nieprzetworzone drewno wywożone było za granicę jako kontrabanda" - opisywali autorzy analizy.

Moratorium nie obowiązuje tylko na drewno opałowe, więc całe transporty kontrabandy wyjeżdżają dziś za granicę teoretycznie do pieców, a w praktyce do unijnych zakładów branży drzewnej.

Nielegalny obrót drewnem to dziś, jak szacuje ministerstwo ochrony środowiska i zasobów naturalnych, w sumie 5 mld hrywien. "To wielkie pieniądze, które można wykorzystać na działania porządkujące, przeciwpożarowe w lasach, w tym na zmianę struktury drzewostanu lasów" - komentował minister Roman Abramowskyj.

Darmowy program - rozlicz PIT 2020

Decyzja po myśli Brukseli

Pod koniec zeszłego roku arbitrzy orzekli, że o ile wprowadzony jeszcze w 2005 r. przez Ukrainę zakaz wywozu cennych gatunków drewna jest uzasadniony jako środek niezbędny do ochrony lasów, o tyle moratorium wprowadzone w latach 2015-2017 nie jest związane z zachowaniem wyczerpujących się zasobów leśnych, wobec czego narusza umowę o stowarzyszeniu Ukrainy z UE. 

Arbitrzy wydali zalecenie, by Ukraina "podjęła wszelkie środki niezbędne do wykonania w dobrej wierze powyższego orzeczenia organu arbitrażowego (...) z należytym uwzględnieniem wszystkich odpowiednich postanowień umowy o stowarzyszeniu, w tym przepisów rozdziału 13 "Handel i zrównoważony rozwój", w szczególności art. 293 umowy o stowarzyszeniu "Handel produktami leśnymi", który zobowiązuje Strony do "poprawy egzekwowania prawa leśnego i zarządzania oraz promowania handlu legalnymi i zrównoważonymi produktami leśnymi".

"Ostateczna decyzja panelu arbitrażowego powołanego na podstawie umowy o stowarzyszeniu między Ukrainą i UE wykazała, że ukraiński zakaz eksportu całego nieprzetworzonego drewna jest sprzeczny z umową o stowarzyszeniu. W konsekwencji oczekuje się, że Ukraina wstrzyma zakaz eksportu tak szybko, jak to możliwe" - ogłosiła Komisja Europejska w komunikacie wydanym po opublikowaniu decyzji arbitrażu.

Kijów gasi radość

W ocenie przedstawiciela handlowego Ukrainy przy Unii Europejskiej Tarasa Kaczki UE teoretycznie dobiła swojego celu - uznania za niedopuszczalny wprowadzonego przez Ukrainę w 2015 r. zakazu eksportu nieprzetworzonego drewna. Jednak to wcale nie oznacza, że zakaz eksportu trzeba skasować i to niezwłocznie.

"Po pierwsze arbitrzy uznali, że ograniczać eksport drewna można. Jeśli jest należyte uzasadnienie, to ograniczenia mają prawo istnieć. To w szczególności dotyczy zakazu eksportu określonych rodzajów drewna, jaki był wprowadzony w 2005 r. Arbitrzy uznali, że jest uzasadniony" - podkreślał przedstawiciel Ukrainy. 

"Po drugie arbitrzy rozumieją, że temat drewna jest bardzo delikatny i rozwiązanie problemu nie może polegać tylko na skasowaniu zakazu eksportu. (...) Panel arbitrów podkreśla, że jego wniosku nie można formułować tak, by stwarzać Ukrainie przeszkody w zarządzaniu gospodarką leśną w celu rozwoju gospodarczego. To ma być kompleksowe rozwiązanie, a nie proste skasowanie zakazu eksportu".

Zdaniem przedstawiciela ukraińskiego rządu dojście do kompromisu może zająć wiele lat. Za przykład podaje on przegrany przez UE w 1998 r. arbitraż z USA i trwające potem aż 20 lat pertraktacje, jak wykonać jego postanowienia: "We wszystkich podręcznikach międzynarodowego prawa handlowego jest napisane, że sama decyzja to tylko ramy wyznaczające dalsze działania, a strony powinny znaleźć wzajemne zrozumienie (...) UE mówi, że powinniśmy wszystko szybko przyjąć. Jest bardzo stara rzymska maksyma - Festina lente, czyli "śpiesz się powoli". I tak tutaj jest, bo na szali ukraiński las, to jest cały region karpacki wchodzący w skład kilku europejskich krajów."

Natychmiastowe zniesienie moratorium zdaniem Tarasa Kaczki byłoby niemożliwe politycznie, wyrządziłoby także wielkie szkody nie tylko ukraińskim lasom, ale i samej umowie o stowarzyszeniu. "To byłby straszny rezultat dla samej UE, która na Ukrainie wyglądałaby jak drapieżny imperialista" - przestrzegał.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Karpacki węzeł gordyjski

Atutem dla Kijowa jest niewątpliwie ocena sytuacji ekologicznej w Karpatach, głównym regionie wyrębu drzew, przedstawiona przez ONZ.

Pod koniec czerwca zeszłego roku ukraińskie Karpaty w obwodach iwano-frankowskim i czerniowieckim nawiedziła powódź, która wyrządziła potężne straty gospodarce regionu. Zalanych zostało ponad 10 tys. budynków mieszkalnych, zniszczonych i uszkodzonych przeszło 700 km dróg, prawie 200 mostów. W reakcji na katastrofę sprawą zajęła się Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, która zwróciła uwagę na możliwy związek pomiędzy skutkami powodzi a masowymi nelegalnymi wycinkami karpackich lasów.

"Funkcjonariusze służby odnotowali masowe zniszczenie szaty roślinnej, co prawdopodobnie mogło doprowadzić do katastrofy ekologicznej. Służba przekazała organom prokuratury materiały dotyczące nielegalnego wyrębu lasów, nienależnego prowadzenia gospodarki leśnej (...) Przyczyny i warunki, jakie doprowadziły do ofiar wśród ludzi, zatopienia i podtopienia infrastruktury, budowli, pól, gospodarstw domowych, uszkodzenia i zniszczenia obiektów wskutek opadów ponadnormatywnej ilości deszczu są badane. Według jednej z wersji mogą one być spowodowane nielegalnym prowadzeniem gospodarki leśnej" - informowała SBU.

Odpowiedzialna za stan lasów Państwowa Agencja Zasobów Leśnych (DALR) przekonywała, że między wycinką lasów a powodziami nie ma związku. "Las może zatrzymać pewną ilość opadów, ale nie z takimi wielkościami, jakie obserwujemy teraz w Karpatach. Weźmy liczby - średnio wielkość opadów w obwodzie iwano-frankowskim wyniosła 2,8 mld m sześc., a las maksymalnie mógł zatrzymać 200-250 mln m sześc. To tylko 10 proc. wszystkich opadów. Otóż las nie może powstrzymać katastrofy górskich rzek. Las to nie tama dla zapobiegania powodziom i zatrzymania takiej ilości i siły wody. Dlatego twierdzenia, że przyczyną powodzi są wycinki to manipulacja i populizm" - komentował jej ówczesny szef Andrij Zabłockyj.

Według DALR w ostatnich latach wycinek było też znacznie mniej niż wcześniej. W 2019 r. w regionie karpackim pozyskano 3,3 mln m sześc. drewna w porównaniu z 4,2 mln m sześc. w 2015 r. Według Agencji w ostatnich latach poziom pozyskiwania drewna sięgał 60-75 proc. rocznego przyrostu i nie przekraczał normy. Tyle tylko, że oficjalne dane nie uwzględniają masowych nielegalnych wycinek lasów, których pełno w policyjnych statystykach.

Dyrektor wykonawcza programów ochrony środowiska ONZ Inger Andersen ocenia, że region karpacki znajduje się w stanie realnego i bezpośredniego zagrożenia z powodu wycinek lasów i zmian klimatu, a Ukraina już doświadczyła tych skutków właśnie w postaci powodzi. Wpływ ulew i wywoływanych przez nie powodzi będzie narastał i odbije się nie tylko na ekosystemie, ale także na gospodarce naszego sąsiada. Dla porównania, według wyliczeń ONZ Rumunia z powodu  nielegalnych wycinek lasów w swojej części Karpat poniosła w ciągu 20 lat łączne straty rzędu 5 mld dolarów.

"W ostatnich latach Ukraina przeżyła kilka rujnujących powodzi. Wsie i drogi zatopione. Zniszczone mosty. Zabici ludzie. Częściowo to jest związane ze zmianami klimatu, ale nielegalne wycinki prowadzone pod przykrywką trudności, z którymi zetknęła się Ukraina usunęły duże obszary lasu, które wchłaniają nadwyżki wody i służą ochroną przed powodzią" - opisywała sytuację Inger Andersen jesienią zeszłego roku podczas konferencji przedstawicieli państw-sygnatariuszy Konwencji Karpackiej. Jak zauważała przedstawicielka ONZ stare lasy Karpat i ich unikatowa bioróżnorodność znikają w niebezpiecznym tempie, bo lasy są nielegalnie wycinane, a drewno wywożone za granicę.

Można przypuszczać, że ze względu na bliskość zagrożonego regionu negatywne skutki wycinki ukraińskich lasów prędzej czy później odczuje także Polska.

Michał Kozak

Dziennikarz ekonomiczny, korespondent Obserwatora Finansowego na Ukrainie

Obserwator Finansowy
Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | lasy | drewno
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »