Kinowe multipleksy. "Regulujemy swoje zobowiązania. Czujemy żal, że zostajemy wyłączeni z pomocy"

Kryzys związany z pandemią mocno dotknął branżę kinową. W tym trudnym czasie potrzebuje ona wsparcia. W bieżącym roku sprzedaż biletów do kin będzie stanowić zaledwie 30 proc. sprzedaży ubiegłorocznej - szacuje w rozmowie z Interią Joanna Kotłowska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Nowe Kina.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Monika Borkowska, Interia: Polskie Stowarzyszenie Nowe Kina poinformowało, że Polski Instytut Sztuki Filmowej szykuje wsparcie dla branży kinowej, ale nie przewiduje ono pomocy dla kin wielosalowych. Czy to oficjalna informacja?

Joanna Kotłowska: - Taką informację otrzymaliśmy od dyrektora PISF. W rozmowie z nami potwierdził on, że nie jest przewidziane objęcie pomocą kin wielosalowych. Tymczasem wiązaliśmy z tym wsparciem duże nadzieje. Instytut otrzymał od rządu kwotę 157 mln zł, środki te miały wspomóc dystrybutorów, producentów filmów polskich i kina. Okazuje się jednak, że nie wszystkie.

Reklama

Kogo reprezentuje Polskie Stowarzyszenie Nowe Kina?

- Zrzeszamy sieci multipleksów. Mowa o 127 multipleksach i 950 ekranach. Jesteśmy stowarzyszeniem dużych przedsiębiorców prywatnych.

I te podmioty nie otrzymają wsparcia branżowego?

- Na to wychodzi. Nie znamy uzasadnienia tej decyzji. Duże sieci od kilkunastu lat płacą przecież na rzecz PISF ustawową opłatę 1,5 proc. od przychodów ze sprzedanych biletów i reklam. Z tych funduszy były m.in. wspierane kina studyjne i polska produkcja filmowa. Również w bieżącym trudnym roku regulujemy swoje zobowiązania. Czujemy żal, że zostajemy wyłączeni z pomocy. Mamy też poważne obawy, że ten rynek pozostanie zamrożony nawet gdy zdjęte zostaną ograniczenia. Kina w pewnym momencie staną w obliczu decyzji, czy się otwierać, czy nie. I wtedy będą decydowały kwestie czysto biznesowe.

- Chciałabym podkreślić, że członkowie Rady PISF, szczególnie ci, którzy związani są z filmem kinowym, głosując za programem wsparcia kin i kinematografii przygotowanym przez PISF, który nie uwzględnia całego rynku kinowego, głosują nie fair. Będąc ludźmi kina zgadzają się na sytuację, że filmy będą grane na 20 proc. rynku. To działanie na szkodę całego ekosystemu kinematograficznego. Trudno nam to zrozumieć. Wszyscy współtworzymy polską kulturę.

Korzystacie z rządowej tarczy antykryzysowej?

- Korzystaliśmy z tej pomocy wcześniej, również teraz mamy nadzieję, że kina będą nią objęte. Jesteśmy jedną z branż, która została pandemią najbardziej dotknięta.

Jaki jest udział multipleksów w rynku kinowym w Polsce?

- Mamy 950 ekranów na 1500 ekranów w Polsce. To oznacza, że nasz udział w rynku wynosi ponad 63 proc. Około 80 proc. seansów polskich filmów jest sprzedawane w multipleksach. Jesteśmy ważni dla polskich filmów. Brak wsparcia dla dużych kin, oznacza w praktyce brak wsparcia dla dystrybucji polskich filmów w okresie kryzysu.

Branża filmowa to system naczyń połączonych. Zamknięcie kin przez dłuższy czas oznacza poważne konsekwencje dla producentów czy dystrybutorów.

- Jeśli część kin się nie otworzy, producenci nie będą udostępniać filmów w obawie, że nie pozyskają one odpowiednio dużej widowni. Tym bardziej, że dodatkowo w ostatnim czasie zaczęło obowiązywać ograniczenie sprzedaży 25 proc. miejsc. Tymczasem producent inwestuje pieniądze prywatne, licząc na przyszły zysk. Budżet średniego polskiego filmu zamyka się w kwocie między 6 a 8 mln zł. Większe produkcje są oczywiście droższe - kosztują kilkanaście czy kilkadziesiąt milionów złotych. O wprowadzeniu na rynek kolejnego tytułu decyduje zimna kalkulacja ekonomiczna. Otwarcie 20 proc. rynku w postaci kin studyjnych przy założeniu sprzedaży 25 proc. miejsc nie przekona producentów. Wsparcie całej branży mogłoby poprawić sytuację w przypadku części producentów.

Z drugiej strony bez odpowiedniej podaży filmów również kina nie będą miały argumentów, by otwierać swoje podwoje dla widzów.

- Tak, jest takie ryzyko. Ale pojawia się jeszcze inna ważna kwestia, o której warto pamiętać - kina potrzebują czasu przed ponownym uruchomieniem. W czerwcu, gdy otwarto je po przerwie, nie było filmów przygotowanych do wejścia na ekrany, odpowiednio rozreklamowanych. Każda produkcja potrzebuje promocji. Kampania reklamowa trwa 6-8 tygodni w przypadku filmu średniej wielkości, z kolei największe produkcje są zapowiadane już kilka miesięcy wcześniej. Trzeba to wszystko uwzględnić w harmonogramach. Doświadczenie z poprzedniego lockdownu pokazuje, że proces otwierania branży kinowej trwa około dwóch miesięcy. Dziś przejście jeszcze raz tej drogi bez wsparcia wszystkich kin jest niemożliwe.

Obserwujecie problemy z podażą filmów?

- Jest około 25 filmów polskich, które będą gotowe do wejścia na ekrany w perspektywie 4-5 miesięcy. Dostępne są też mniejsze tytuły zagraniczne. Graliśmy je przed zamknięciem. Część premier jest przeniesiona na kolejny rok. Nie ma się co dziwić - producenci inwestują swoje pieniądze mając na celu zwrot z zyskiem. Można więc zakładać, że będą czekać na lepsze czasy. Płatne platformy telewizyjne nie dają takich możliwości zwrotu jak kina. Kina zawsze zapewniały najwyższy zwrot z inwestycji w produkcję filmów. Sukces kinowy definiuje także warunki dla filmów w następnych kanałach dystrybucji.

Zeszły rok przyniósł kolejny rekord w sprzedaży biletów.

- Tak, to był dobry, rekordowy rok. Wszystkie kina w Polsce sprzedały 61 mln biletów. Na ekranach pojawiło się 40 filmów polskich na około 350 filmów ogółem. To bardzo dobry wynik.

Jaka może być sprzedaż biletów w bieżącym roku?

- Kina do 12 marca, czyli do momentu pierwszego zamknięcia, działały całkiem przyzwoicie. Latem dochodziły w niektórych momentach do 40 proc. sprzedaży ubiegłorocznej. Szacujemy, że w całym 2020 roku rynek raczej nie przekroczy jednak 30 proc. sprzedaży z 2019 r.

A jak rysują się perspektywy na 2021 rok?

- Oczekujemy, że w którymś momencie liczba zachorowań zacznie spadać. Pytanie ile będzie fal pandemii, czy szczepionka będzie skuteczna, czy pojawią się lekarstwa. Pamiętajmy też, że kina są bezpieczne dla widzów i pracowników, szczególnie w takim reżimie sanitarnym. Musimy też obserwować to, co będzie się działo na świecie. Jeśli zaczną się otwierać kina, z pewnością ruszy oferta tytułów ogólnoświatowych. Ludzie będą chodzić do kina, jeśli tylko będzie to możliwe. To część naszej kultury, stylu bycia. Na pewno kino czeka renesans, szkoda tylko, że dziś mamy przed sobą tak trudne miesiące.

Monika Borkowska

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: kino | multipleks
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »