Komisarz de Gucht: Polskie jabłka mogą w końcu trafić do USA

Umowa o wolnym handlu między UE a USA to najtańszy sposób, by walczyć z kryzysem. Jeśli negocjacje się powiodą, skorzystają np. polscy producenci jabłek, bo dziś eksport owoców do USA jest niemożliwy - powiedział PAP unijny komisarz ds. handlu Karel de Gucht.

Komisarz de Gucht uczestniczył w konferencji europejskiej, jaka odbyła się w ostatni weekend na Uniwersytecie Harvarda w Cambridge. W rozmowie z PAP zapowiedział, że Komisja Europejska za dwa tygodnie przedstawi rządom UE projekt mandatu negocjacyjnego umowy o wolnym handlu i inwestycjach z USA. Komisarz de Gucht wierzy, że negocjacje uda się zakończyć do końca obecnej kadencji KE, czyli w 2014 r. Dla UE porozumienie ma przynieść dochód między 0,5 do 1 proc. PKB, co oznacza setki tysięcy nowych miejsc pracy.

Mówi pan, że umowa o wolnym handlu z USA to odpowiedź na kryzys gospodarczy. Ale czy ten projekt nie jest też próbą wspólnej obrony UE i USA wobec rosnącej potęgi Chin?

Reklama

Komisarz de Gucht: - Nie chodzi tylko o Chiny. Od dekady widzimy zdecydowanie szybszą globalizację, której nie da się już zatrzymać. Przynosi wiele dobrych efektów, ale niepokoi nasze społeczeństwa i zmusza nas do zmian. Tradycyjna rola Europy w globalnej gospodarce jest właśnie testowana. Oczywistym wydaje się, że powinniśmy sprostać tym nowym wyzwaniom globalizacji razem z USA.

- Nie ma sensu, byśmy postrzegali Chiny jako wroga, ale z drugiej strony, by pozostać dobrymi przyjaciółmi, potrzebne jest wprowadzenie większej równowagi w międzynarodowym handlu. Powinniśmy kontynuować naszą kluczową rolę w wyznaczaniu standardów, norm, regulacji, bo jeśli my tego nie zrobimy, to mało prawdopodobne, że zrobią to Chiny i inne kraje. Jeśli chcemy ochronić nasz dobrobyt dla przyszłych pokoleń, nie powinniśmy stracić naszej wiodącej roli we własnościach intelektualnych. Jak to stracimy, będziemy poza wyścigiem. Dlatego powinniśmy podjąć ten ważny krok, jakim jest umowa o walnym handlu z USA. Uda się, jeśli będzie wystarczająco dużo woli politycznej. Techniczne negocjacje są drugorzędne. Fakt, że negocjacje zostały zapowiedziane na najwyższym szczeblu politycznym przez prezydenta USA Baracka Obamę oraz przewodniczących KE Jose Barroso i Rady Europejskiej (Hermana) Van Rompuy'a sprawia, że porażka nie jest opcją w tych negocjacjach. Wzięli osobistą odpowiedzialność za ich wynik.

Do przyjęcia porozumienia potrzebna będzie zgoda Kongresu. Tymczasem system polityczny w USA jest spolaryzowany, a podzielony Kongres nie jest w stanie porozumieć się w wielu sprawach. Czemu miałby poprzeć negocjowaną przez rząd Obamy umowę handlową z UE?

- Prezydent Obama wystąpił właśnie o mandat negocjacyjny w tzw. przyspieszonej ścieżce. To oznacza, że tak jak Parlament Europejski, Kongres będzie na koniec musiał powiedzieć w procesie ratyfikacji "tak" lub "nie", ale nie będzie zgłaszał poprawek do traktatu. To bardzo ważne, bo ułatwi rządowi osiągnięcie porozumienia. Natomiast nie chce komentować systemu politycznego w USA i podziału sił w Kongresie.

To zapytam o PE. Nie tak dawno europosłowie odrzucili wynegocjowany przez KE traktat ACTA. Czemu tym razem mieliby pana poprzeć?

- Przedstawiłem raport z zarysem umowy i został on bardzo dobrze przyjęty w PE, za wyjątkiem lewicy. Nigdy nie będzie jednomyślności, ale ogólnie w PE jest poparcie dla tego typu porozumień. Rzeczywiście w przypadku ACTA wpadliśmy w kłopoty, ale to było porozumienie innego typu. Tam były wyraźne linie podziału miedzy tymi, co chcą wolnego dostępu do internetu, a tymi, co chcą chronić informacje w internecie. W przypadku umowy handlowej z USA na tym etapie nie ma jeszcze jasnych linii podziałów.

Ale są kwestie konfliktowe, zwłaszcza w rolnictwie. Kongres, jak już ostrzegli prominentni senatorowie, nie zgodzi się na umowę z wyłączeniem rolnictwa, bo USA chcą sprzedawać więcej produktów rolnych w UE. Tymczasem Europejczycy nie mają zaufania do amerykańskiej żywności, a zwłaszcza amerykańskich produktów genetycznie modyfikowanych czy wołowiny zawierającej hormony.

- Ależ Europejczycy też chcą eksportować więcej towarów na amerykański rynek. Podam choćby przykład jabłek i gruszek. Czy wiecie, że nie możemy ich eksportować do USA, choć mamy w Europie i także w Polsce doskonałe jabłka i owoce? To samo dotyczy europejskiej wołowiny, której eksport jest zablokowany od czasów choroby wściekłych krów. Mamy ofensywne i defensywne interesy po obu stronach Atlantyku. Pamiętajmy, że europejskie rolnictwo ma się całkiem nieźle. Nadwyżka w handlu produktami rolnymi wynosi 7 mld euro.

Czy rozwiązaniem sporów wokół GMO między UE a USA może być po prostu wyraźne oznakowanie takich produktów, tak by konsumenci mogli świadomie ich nie kupować, jeśli nie chcą?

- Nie ujawnię naszego stanowiska negocjacyjnego, to byłoby niemądre. Chcę natomiast podkreślić, że mamy już w UE system regulacji GMO. Ok. 50 produktów GMO, w tym ogromna większość do konsumpcji dla zwierząt, uzyskało zgodę na sprzedaż. Można stawiać pytanie, czy należy przyspieszać procedury wydawania zezwoleń, ale one już istnieją. Mamy też nową propozycję KE ws. uprawy GMO, która daje państwu możliwość wyłączenia, ale tylko na jego terytorium. Więc nie jest tak, że nie mamy w UE ram prawnych w tej sprawie. I to one powinny być podstawą dalszych rozmów. Nie da się zmienić bowiem legislacji traktatami międzynarodowymi.

Czy Francja, która zgłaszała dotychczas najwięcej zastrzeżeń do otwarcia na produkty rolne z USA, zgodzi się na negocjacje umowy o wolnym handlu?

- Trudno mi sobie wyobrazić, by Francja zablokowała przyjęcie mandatu. To oczywiste, że pewni politycy lewicowi są przeciwni, tego nie uniknę. We Francji rozpoczęto właśnie konsultacje publiczne na ten temat. Z rozmów z organizacjami pracodawców wiemy, że są bardzo entuzjastyczni.

- Szybko przygotujemy projekt mandatu, najpewniej już za da tygodnie i będzie on następnie przedmiotem debat w Radzie UE. Mamy nadzieję rozpocząć negocjacje w połowie czerwca. Wiem, że to będzie trudna dyskusja, ale trudno mi sobie wyobrazić, by jakikolwiek kraj zablokował negocjacje już na starcie. KE powinna dostać jak najszerszy mandat. Po zakończeniu negocjacji i Rada (rządy), i PE będą mieć swoje słowo do powiedzenia, ale nie chcę mieć od samego początku związanych rąk jakimiś ograniczeniami.

Ale już słyszymy, że w końcowej umowie będą pewne okresy przejściowe lub kwoty. Ta umowa nie stworzy więc prawdziwie wolnego handlu ponad Atlantykiem.

- Nie istnieje coś takiego jak porozumienie handlowe, które realizuje 100 proc. wolnego handlu. Nawet na unijnym wewnętrznym rynku wciąż istnieją różne pozataryfowe bariery. Wolny handel to techniczne określenie; Światowa Organizacja Handlu określa wymóg, by przynajmniej 80 proc. handlu zostało uwolnione. W tej umowie z USA chcemy osiągnąć 99 proc. wolnego handlu. Ale wciąż będą ograniczenia w jakichś wrażliwych kwestiach, które będą wymagać np. okresów przejściowych, które ewentualnie z czasem zostaną zniesione. Jednak to będzie najgłębsze porozumienie handlowe, jakie sobie można wyobrazić.

Czy umowę o wolnym handlu z USA można osiągnąć bez rozwiązania trwającego od lat konfliktu Boeinga z Airbusem o to, kto dostawał większe dotacje rządowe?

- Ten konflikt nie blokuje negocjacji. Moim zdaniem powinniśmy go jednak rozwiązać. To konflikt bardzo stary, ale staje się oczywiste, że obie strony są winne. I to w tym samym wymiarze. Więc rozwiązanie konfliktu powinno być osiągalne. Wtedy obie wielkie firmy mogą istnieć i razem możemy sprostać konkurencji z Chin. Nie miejmy złudzeń: chiński producent samolotów będzie dostawał od rządu znacznie większe dotacje niż te, które dostawały Boeing i Airbus. Mamy pozycję lidera w produkcji dużych samolotów pasażerskich i sensowna byłaby współpraca w wielu obszarach, jak badania, tak byśmy razem mogli utrzymać tę pozycję w przyszłości. Lepiej byłoby w to zainwestować niż w tę kłótnię.

PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »