Koronawirus. Z rynku znikną legalne firmy pożyczkowe?

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zaproponował, żeby obniżyć koszty pozaodsetkowe kredytu do 20 proc. rocznie z obecnie obowiązującego pułapu 55 proc. To wielu Polaków wepchnie w łapy mafii pożyczkowej - przestrzegają ekonomiści. Bo z rynku znikną legalnie działające i mocno regulowane firmy pożyczkowe.

Rząd przyjął w tym tygodniu pakiet rozwiązań zwanych "tarczą antykryzysową", a niebawem uchwali go Sejm. W pakiecie znalazła się propozycja UOKiK. Przewiduje ona obniżenie limitu maksymalnych kosztów pozaodsetkowych kredytu konsumenckiego do 20 proc. rocznie.

Taką samą propozycję rząd przyjął w czerwcu zeszłego roku, ale nie została potem uchwalona. Branża firm pożyczkowych w Polsce była gotowa na dialog i proponowała obniżenie limitu do poziomu, który gwarantowałby jej przetrwanie. Ale dialogu nikt nie chciał podjąć. Co propozycja UOKiK oznacza dla rynku pożyczek pozabankowych i dla klientów?

Reklama

Czy klienci na pewno zyskają

Z pozoru sprawa wygląda super - niższe będą koszty pozaodsetkowe kredytu, a koszty odsetkowe też są przecież ograniczone. Na całkowity koszt kredytu składają się odsetki, których maksymalnej wysokości nie wolno pożyczającemu przekroczyć, oraz właśnie koszty pozaodsetkowe. To np. marże, prowizje czy opłaty za rozpatrzenie wniosku. Idea jest taka, żebyśmy w sumie mniej płacili za pożyczone pieniądze. Ale jeśli się temu przyjrzeć bardziej szczegółowo, nie jest już tak różowo. Więc się przyjrzyjmy.

Chodzi tu głównie nie o kredyty w bankach (choć pod nowe reguły podpadłyby także niektóre karty kredytowe), ale głównie o sektor firm pożyczkowych. Jest ich w Polsce ok. 400, a w I połowie zeszłego roku obsługiwały nieco ponad 800 tys. klientów. Byli oni zadłużeni w sumie na ok. 2,3 mld zł. Porównajmy, że na koniec stycznia banki miały w swoich portfelach ponad 180 mld zł kredytów konsumpcyjnych.

Kto jest klientem firm pożyczkowych? Wbrew pozorom to nie staruszki, których nie stać na leki, choć tak kiedyś sprawę próbowało przedstawiać Ministerstwo Sprawiedliwości. To przed wszystkim młodzi, do 35. roku życia, z których wielu nie ma jeszcze "wyrobionej" zdolności kredytowej w bankach. To także ludzie pracujący na śmieciówkach, którym żaden bank nie da kredytu, lub też "samozatrudnieni". Mają często wysokie, ale nieregularne dochody i biorą pożyczki najczęściej wtedy, kiedy ich płatnicy zwlekają z uregulowaniem należności.    

Firmy pożyczkowe działają inaczej niż banki i trzeba zrozumieć ten model biznesu, żeby wiedzieć, o co chodzi. Te ostatnie zamieniają składane przez nas depozyty na kredyty. Ponieważ za depozyt starają się płacić jak najmniej, a większość z nich dostają "za darmo" na ROR-ach - kredytu mogą udzielać taniej. W firmach pożyczkowych tanio nie jest. Przede wszystkim dlatego, że udzielają pożyczek z własnych, zebranych kapitałów. Z wyemitowanych obligacji lub pożyczonych od banków pieniędzy. Średnie koszty pozyskania tych pieniędzy to 8-12 proc. rocznie.

Ale to nie wszystko, bo badają zdolność kredytową klientów, utrzymują biura, sieć sprzedaży, płacą pracownikom, wydają na reklamę, marketing, usługi prawne, infrastrukturę IT, a wszystko to kosztuje. To nawet kilkadziesiąt procent kwoty udzielonej pożyczki. Poza tym spora część klientów nie oddaje pieniędzy. Przy pożyczce spłacanej jednorazowo zaciągniętej średnio na 900 zł te koszty wynoszą  ok. 11 proc. udzielonej kwoty, a przy pożyczce spłacanej w ratach np. na 6 tys zł - aż 22-25 proc.

Decyzje bez analiz?

Badania organizacji branżowej tych firm, Związku Przedsiębiorstw Finansowych, pokazują, że zeszły rok był dla firm pożyczkowych słaby. Udzieliły one pożyczek o 836,5 mln zł, czyli mniej o 17,6 proc. niż w I połowie 2018 roku. Inne badania pokazują, że rentowność sektora pożyczkowego przed kryzysem wynosiła 3,2 proc., podczas gdy rentowność banków - ok. 7 proc. Żadna z firm, która weszła na rynek od 2016 roku, nie osiągnęła do tej pory rentowności.

To powody, dla których w firmach pożyczkowych tanio być nie może. Ale UOKiK nie przeprowadził analizy sytuacji w tym sektorze. Po prostu wymyślił lekarstwo, które może być groźniejsze od choroby. Bo to, że tanio w firmach pożyczkowych nie jest, powoduje, że niektórzy mówią o nich - to lichwa. Ale prawdziwa lichwa ma zupełnie inną twarz.

Gdy wybuchła epidemia firmy pożyczkowe - podobnie jak banki - zaoferowały swoim klientom "wakacje pożyczkowe". Związek Przedsiębiorstw Finansowych zarekomendował swoim firmom członkowskim, aby klientom, którzy w związku z sytuacją nie będą w stanie terminowo spłacać swoich zobowiązań, zawiesiły czasowo spłaty rat, obniżyły ich wysokości, przesunęły terminy spłaty oraz nie pobierały odsetek karnych za zwłokę w płatności.

Ale UOKiK chce administracyjnie ograniczyć limit kosztów pozaodsetkowych pożyczek. To spowodowałoby, że żadna z firm działająca w Polsce nie byłaby rentowna. Ich działalność stałaby się nieopłacalna, tym bardziej, że w czasach kryzysu można się spodziewać, iż wzrośnie liczba osób, które nie będą mogły spłacić zadłużenia. Ale ponieważ koszty firm będą wyższe niż limity dochodów z pożyczki, oznacza to po prostu likwidację całego sektora gospodarki.

Na marginesie trzeba dodać, że likwidacja sektora spowodowałaby też koszty dla państwa. Bo oto zniknęłoby ok. 40 tys. miejsc pracy. Wpływy z podatków zmniejszyłyby się o ok. 2 mld zł rocznie. Znaczna część tych firm płaci również podatek bankowy.

Wepchnięci w szarą strefę

Jeśli propozycja UOKiK zostanie uchwalona, wielu ludzi zostanie pozbawianych możliwości legalnego finansowania. A teraz i tak ok. 20 proc. naszego społeczeństwa jest "wykluczona finansowo". Ilu przybędzie tych wykluczonych? Szacunki mówią, że może być to 3-4 mln Polaków mających nieregularne dochody. Najbardziej ucierpi oczywiście grupa "śmieciówkarzy" i samozatrudnionych, bo banki w czasie kryzysu tym bardziej nie będą pożyczać osobom mniej wiarygodnym.

Badania prowadzone przez Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH i ZPF pokazują, że co najmniej 13,2 proc. klientów firm pożyczkowych, które nie będą miały gdzie pożyczyć pieniędzy, a w banku spotkają się z odmową kredytu, pójdzie po finansowanie do podziemia pożyczkowego, które dzięki likwidacji firm pożyczkowych natychmiast wyrośnie.

Tymczasem sektor firm pożyczkowych powstał kilkanaście lat temu i wiele z nich postawiło sprawę tak: owszem, będziemy pożyczać drogo, bo też koszty pieniądza mamy znacznie wyższe niż banki, ale na przejrzystych zasadach. Od tego czasu działalność tego rodzaju firm była wciąż coraz mocniej regulowana. Chodzi o wysokie standardy informowanie klientów o kosztach zaciągniętego, badanie ryzyka, przeciwdziałanie praniu brudnych pieniędzy, standardy odzyskiwania długów.

Dlatego propozycja UOKiK jest bardzo niebezpieczna. Bo skoro legalnie działające firmy znikną z rynku, możemy wrócić do czasów ogłoszeń o chwilówkach rozwieszanych na słupach. Szara, a nawet czarna lichwiarska strefa będzie miała szansę znowu rozkwitnąć. Standardy windykacji znów się zmienią. I nie ma co się łudzić, że pożyczać będzie można taniej.

Według IRG SGH wykluczenie połowy klientów sektora pożyczkowego spowoduje, że ponad 100 tys. Polaków wpadnie w szpony mafii pożyczkowej. Ta zaś powstanie jak grzyby po deszczu, podobnie jak było to na początku tego stulecia. Już teraz nawet w Warszawie na słupach i przystankach pojawiają się przyklejone ogłoszenia o pożyczkach. I - nie łudźmy się - ogłoszeń tych nie rozwieszają harcerze.

Do podobnej sytuacji doszło zresztą na Słowacji, gdzie przed ponad rokiem wprowadzono tak drastyczne reguły dotyczące kosztów pożyczek, iż cały sektor zniknął z rynku. Pod bankami na klientów, którym odmówiono kredytu, czyhają typy spod ciemnej gwiazdy i mówią - a my panu pożyczymy. Tylko jaki jest tego koszt dla pożyczkobiorcy. I jaki koszt społeczny.

p.d.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: koronawirus | COVID-19 | firmy pożyczkowe | lichwa | UOKiK
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »