Mamy mają kłopot

Ciężkie jest życie młodej matki. Często radość z wychowywania pociechy jest zakłócana bezsensownymi przepisami ograniczającymi aktywność mam czy brakiem dostatecznego zabezpieczenia socjalnego dla rodzin.

W opublikowanym niedawno rankingu 160 państw ułożonych według stopnia przyjazności w stosunku do matek i małych dzieci (Mother's Index Rankings 2010) Polska zajmuje 29. miejsce, za większością państw europejskich. Autorzy rankingu brali pod uwagę opiekę zdrowotną, dostęp do edukacji oraz sytuację ekonomiczną. Same matki skarżą się, że w Polsce opieka państwa jest niewystarczająca.

Nie ma kto leczyć

- Państwo bardziej mi przeszkadza niż wspiera - mówi Kaja Godek, matka półtorarocznego Wojtka.

O słabej kondycji opieki zdrowotnej wiedzą chyba wszyscy, którzy leczą się w państwowych placówkach. A matkom małych dzieci szczególnie zależy, aby w pierwszych latach życia dziecko było dokładnie przebadane i dobrze leczone. Niestety, idąc do lekarza, napotykają problemy.

Reklama

- Ciężko jest się dostać do dobrego pediatry - mówi Kaja Godek. - Zwykle do tych najlepszych ustawiają się długie kolejki.

Już pod koniec 2008 roku według danych GUS opieką pediatryczną objętych było 7 mln Polaków (osoby do 17. roku życia). A coraz bardziej widoczny jest wyż demograficzny. Tymczasem jak podaje Naczelna Izba Lekarska, pediatrów jest niespełna 7,5 tys. Dwa tysiące z nich przekroczyło 65. rok życia. Średnia wieku pediatrów to prawie 60 lat. Młodych nie przybywa. Lekarze mówią, że nie ma mody na pediatrię.

- Często lekarze rodzinni przejmują obowiązki lekarza pediatry. Trafiają do nas dzieci skierowane przez nich i okazuje się, że dziecko nie wymaga naszej pomocy. Lekarz nawet z kilkuletnim stażem pediatrycznym na pewno dobrze by dziecko zdiagnozował, lekarz rodzinny - nie zawsze - mówi lek. med. Stanisław Tokarz, dyrektor Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej. Polskie Towarzystwo Pediatryczne szacuje, że w Polsce brakuje co najmniej 4 tys. lekarzy pediatrów. Brak ich też w szkołach. 50 proc. uczniów nie jest badanych profilaktycznie. Nie bada się też jednej trzeciej dzieci w wieku 2-3 lat. Z młodszymi także są problemy.

Kontrola stawów biodrowych powinna być wykonana u dziecka 6 tygodni po urodzeniu. - Kiedy chcieliśmy ją wykonać, okazało się, że nie ma numerków do specjalisty i w efekcie badanie wykonano z kilkumiesięcznym opóźnieniem - żali się Kaja Godek.

Takie opóźnienia są groźne. Można bowiem przeoczyć wady rozwojowe dzieci. Co więcej, według lekarzy budżet na szczepienia ochronne w Polsce jest niewystarczający. - Musimy pamiętać, że zbyt późne rozpoznawanie chorób zwiększa koszty leczenia i jest bardziej czasochłonne; w wielu przypadkach nie pozwala na wyleczenie dziecka, przez co wkracza ono z chorobą przewlekłą w wiek dojrzały i musi korzystać z rent inwalidzkich - uważa prof. Mieczysław Walczak z Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. W Polsce umiera siedmioro na tysiąc dzieci poniżej piątego roku. To prawie o połowę więcej niż w Norwegii.

2 proc. szczęśliwców

Problemem jest także zdobycie dla dziecka miejsca w żłobku lub przedszkolu. W Polsce do przedszkola chodzi 60 proc. dzieci. Statystyki podnoszą jednak starsze przedszkolaki. Tylko ok. 30 proc. trzylatków znajduje miejsce w przedszkolu. Według danych Ministerstwa Edukacji miejsc w żłobkach wystarcza tylko dla 2 proc. dzieci.

- Rozumiem, że państwo nie może nas utrzymywać, ale powinno umożliwić każdemu dziecku pójście do żłobka - mówi Magdalena Chudkiewicz. Jej roczny synek Franek jest 18. na liście rezerwowej w przedszkolu publicznym. - Jeżeli nie uda nam się tam dostać, będziemy skazani na prywatną placówkę. A to koszt ok. 1 tys. zł miesięcznie - martwi się.

Kobiety denerwują się, bo aby mieć pewność, że dziecko dostanie się do przedszkola, trzeba je zapisać jeszcze przed narodzinami. Ponadto według nich są równi i równiejsi. - W przedszkolach dzieci samotnych matek mają pierwszeństwo. To zrozumiałe. Ale jednocześnie faworyzuje się też kobiety żyjące w związkach konkubenckich. Dlaczego mojemu dziecku ciężej jest się dostać do przedszkola niż innemu tylko dlatego, że urodził się w małżeństwie, a nie w wolnym związku? - bulwersuje się Kaja Godek.

Magdalena Chudkiewicz przekonuje, że trzyletnie dziecko potrzebuje kontaktu z innymi dziećmi, aby prawidłowo się rozwijać. Potwierdzają to badania psychologów. I nie tylko. Laureat ekonomicznej Nagrody Nobla James Heckmann dowodzi, że inwestycje w kapitał ludzki najmłodszych są najbardziej opłacalne nie tylko dla samych dzieci, ale także dla całego społeczeństwa. Przekładają się m.in. na wyższy poziom życia i lepsze zdrowie.

To, że dziecko nie idzie do przedszkola, powoduje także straty ekonomiczne. Z maluchem musi zostać matka (a to powoduje jeszcze dłuższą przerwę w pracy i brak pieniędzy) albo opłacana przez rodziców opiekunka. Poziom życia w Polsce nie jest na tyle wysoki, aby duża liczba matek mogła sobie na to pozwolić. Często z powodów finansowych nie wykorzystują całego urlopu macierzyńskiego.

Prawo nie dla matek

- Bardzo ciężko jest wrócić do pracy. Przecież przez ten czas rynek pracy się zmienia - mówi Magdalena Chudkiewicz. - A wiem, że pracować w domu z dwójką małych dzieci się nie da. Mogę pracować tylko, jak ktoś pomaga mi w opiece nad nimi albo kiedy pójdą spać, czyli po godz. 22.

Choć urlop macierzyński jest pełnopłatny (od tego roku wynosi 20 tygodni), państwo płaci składki na ubezpieczenia od najniższej płacy krajowej. Co więcej, matki nie mogą w tym czasie pracować ani zakładać działalności gospodarczej.

- Kiedy dorabiam sobie na przykład na umowę-zlecenie, państwo przestaje płacić mi składki. Muszę sama je odprowadzać, co oznacza uszczuplenie zarobku - mówi Kaja Godek. - Państwo wtedy zyskuje moje składki, a także podatek, który płacę. W Polsce nie stawia się na przedsiębiorczość młodych matek - twierdzi.

Ponadto sam system przyznawania urlopów macierzyńskich jest krzywdzący. - Jeżeli dziecko urodzi się jako wcześniak, urlop liczony jest od momentu urodzin, choć dziecko rozwija się wolniej - mówi Godek. Efekt jest taki, że mamy wcześniaków często muszą wrócić do pracy, gdy dziecko jest rozwinięte, jakby miało trzy miesiące.

Matki dodają, że nawet tak prozaiczne rzeczy, jak przystosowanie miast dla matek z dziećmi w wózkach, jest na złym poziomie. - Bardzo ciężko jeździ się po Warszawie. Młode matki spotykają te same przeszkody, co niepełnosprawni: nieprzystosowane autobusy, wysokie krawężniki bez możliwości podjazdu, tramwaje. Nawet jeśli są to tzw. niskopodłogowe pojazdy, w praktyce i tak ciężko się do nich dostać, bo na przystanku tworzą schodek. Gdyby nie pomoc ludzi, często nie miałabym jak przemieścić się z dzieckiem po mieście - mówi młoda mama Aleksandra Zelnik. Polityka prorodzinna państwa jest wciąż w powijakach.

- Mamy, które do mnie przychodzą, bardzo często nie czują dostatecznego wsparcia państwa - mówi Joanna Szpak-Ostachowska, założycielka firmy Mama w Centrum, która prowadzi warsztaty dla mam. To jeden z pomysłów na wsparcie kobiet w trudnym okresie macierzyństwa.

- Proszę zwrócić uwagę, że wszystkie inicjatywy, które mają na celu poprawę sytuacji młodych matek, wychodzą od samych kobiet. Część jest też finansowana ze środków unijnych - mówi Magdalena Chudkiewicz.

Młode mamy doceniają takie inicjatywy, ale żalą się, że organy państwowe nie próbują zrozumieć rzeczywistości, w jakiej żyją matki i nie robią nic, aby je wesprzeć.

Barbara Doraczyńska

Tygodnik Solidarność
Dowiedz się więcej na temat: przedszkola | składki | Kłopot | dziecko
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »