Socha rozwinął skrzydła, Gronicki obniżył loty

W ostatnich miesiącach rządu wiatr w żagle złapał szef resortu skarbu. W ogniu krytyki znalazł się minister finansów.

W ostatnich miesiącach rządu wiatr w żagle złapał szef resortu skarbu. W ogniu krytyki znalazł się minister finansów.

Mirosław Gronicki Jako minister finansów rozpoczął karierę dobrze. Kiedy pod koniec lipca 2004 r. zajmował miejsce odchodzącego Andrzeja Raczki rynki finansowe darzyły go zaufaniem - traktowały go jako praktyka, który potrafi z nimi rozmawiać, bo - w przeciwieństwie do "tytularnych" ekonomistów - wywodził się z ich środowiska.

Kiedy w maju na łamach "PB" podsumowaliśmy rok rządów ekipy Marka Belki, na koncie ministra finansów zapisaliśmy mniej więcej po połowie plusów i minusów, jednak ze wskazaniem na plusy. No bo przecież to za czasów Mirosława Gronickiego złoty znacznie umocnił się względem głównych walut, inflacja - po szoku akcesyjnym - wróciła do normy, a nawet znalazła się poniżej dolnej granicy celu inflacyjnego NBP. Wykorzystując silniejszego złotego przyspieszyliśmy spłacanie długów zagranicznych (wcześniejsza spłata zobowiązań wobec Klubu Paryskiego), a także wydłużyliśmy zapadalność naszych zobowiązań, co zmniejszyło koszty ich obsługi.

Reklama

Niestety, pod koniec kadencji rządu resort finansów nie zachwycał. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych pomysłów ministra było zrównanie akcyzy na olej opałowy i olej napędowy. Mirosław Gronicki podpisał już nawet rozporządzenie w tej sprawie, jednak przed głosowaniem wotum nieufności dla swojej osoby wycofał się z tego pomysłu. Zaostrzył też kryteria wydawania broni palnej policji skarbowej, jednak w zamian postanowił wyposażyć inspektorów skarbowych w nowe argumenty: pałki, paralizatory i gaz obezwładniający. Nie mogą się także podobać pomysły zastraszenia społeczeństwa podniesieniem akcyzy na paliwa o 25 gr na litrze wskutek przyjęcia przez Sejm ustawy o zwrocie VAT na materiały budowlane. Czyżby minister zapomniał, że to rząd zobowiązał się do wypłaty różnicy w VAT?

Wiele do życzenia pozostawia też sposób, w jaki minister komunikuje się ze społeczeństwem, w tym z politykami. Trudno się dziwić posłom, którzy odrzucili prezydenckie weto do ustawy o zwrocie VAT, skoro Mirosław Gronicki wyliczył, że jej koszty wyniosą od 4,5 do... 18 mld zł. Podobnie jak zwykli obywatele mogli poczuć się obrażeni takimi szacunkami. To tak, jakby prognozować przyszłoroczny wzrost gospodarczy na 3 do 12 proc. PKB.

Jacek Socha

W źle ocenianym rządzie też można się wyróżnić. Ponad 40 proc. osób biorących udział w naszej ankiecie wskazało, że Jacek Socha, minister skarbu, najlepiej sprawdził się spośród wszystkich obecnych ministrów związanych z gospodarką. Pamiętając, że niemal tyle samo osób stwierdziło, że nikt nie zasługuje na wyróżnienie, ankieta potwierdza powszechną opinię o ministrze skarbu, który w ostatnich miesiącach nabrał wiatru w żagle sprzedając - wbrew politykom opozycji - łódzkie elektrociepłownie i zezwalając na giełdowy debiut PGNiG.

Zresztą przez kilkanaście miesięcy urzędowania i tak nie brakowało mu odwagi. Rozpoczął od prywatyzacji największego banku detalicznego w Polsce - PKO BP. Później przyszła kolej na inne spółki (WSiP, Zelmer, Lotos, Police) i ponowne spopularyzowanie sprzedaży firm skarbu państwa z wykorzystaniem giełdy. Po wyborach, czyli już za niespełna miesiąc, będziemy oceniali nowego szefa ministra skarbu. W ciemno można obstawiać, że jeśli nie będzie on chciał podążać tą ścieżką, narazi się na krytykę. Chodzi bowiem nie tylko o zwiększenie popularności warszawskiej giełdy, umożliwienie zarobienia kilku procent drobnym ciułaczom (bo tak oferty prywatyzacyjne resortu skarbu są traktowane), ale także danie szansy coraz zasobniejszym w gotówkę otwartym funduszom emerytalnym inwestowania w kraju.

Jacek Socha miał też rację, forsując ugodę z Eureko w sprawie PZU. Z dzisiejszej perspektywy oczywiście szkoda, że musiał posłuchać się posłów, odżegnujących się od porozumienia. Teraz - po decyzji Trybunału Arbitrażowego - jego następca będzie miał o wiele trudniejsze zadanie.

Minister Socha wielokrotnie mówił też, że nie jest politykiem. Zdania nie zmienił, choć będąc w samym środku gospodarczych wpływów skarbu państwa, nie zawsze udało mu się uniknąć politycznych wpływów. Jako przykład komentatorzy podają Telewizję Polską. Najpierw nie chciał angażować się w spór między Krajową Radą Radiofonii i Telewizji a kojarzonymi z prawą stroną politycznej sceny członkami zarządu TVP, a później stanął po... lewej stronie. O tajemniczym odwołaniu Dariusza Marca, wiceministra, który nie chciał w jednej z spółek energetycznych lewicowego desantu, też pamiętamy.

Parafrazując jednak niezapomnianego Ryszarda Ochódzkiego z "Misia" Stanisława Barei "Rozchodzi się o to, by minusy nie przesłoniły plusów". I nie przesłoniły.

Puls Biznesu
Dowiedz się więcej na temat: żagle | minister | VAT | loty | skarbu | Wiatr w żagle | minister finansów | skrzydła | "Wiatr"
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »