Większy będzie szok cenowy

Obecnie nie ma woli politycznej do tego, aby obrót energią elektryczną był wolny. Odkładanie uwolnienie obrotu na następne lata jest błędem, za który ktoś w końcu poniesie odpowiedzialność - mówi Adam Szafrański, były prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Polska elektroenergetyka jest dostosowana do spalania bardzo złej jakości węgla, zawierającego nawet duże ilości kamienia. Jeżeli nie przestawimy się na spalanie wstępnie oczyszczonego węgla, to wprowadzanie efektywnych, korzystniejszych dla środowiska technologii węglowych pozostanie czystą... teorią.

- Jest pan chyba ostatnio najbardziej krytykowaną sobą w Polsce...

- Bez przesady... Nie czuję się jedną z najbardziej krytykowanych osób w Polsce. - Myślę, że tak nie jest.

Pana decyzja o zwolnieniu spółek obrotu energią z obowiązku zatwierdzania taryf była obiektem krytyki obecnej i poprzedniej partii rządzącej, większości mediów...

Reklama

- Media zareagowały na decyzję o uwolnieniu cen energii elektrycznej przede wszystkim 2 listopada - wtedy ukazały się informacje w dziennikach ogólnopolskich. Dotyczyły one przede wszystkim prawdopodobnych podwyżek cen energii elektrycznej. Nie zauważyłem tam krytyki, raczej próbę pokazania, że była to decyzja konieczna, choć nie zawsze korzystna dla odbiorców energii.

Politycy PiS i PO uznali jednak, że ta decyzja nie była konieczna...

- 2 listopada krytycznie odniósł się do tej decyzji tylko jeden polityk, poseł PO Adam Szejnfeld, który przesłał oświadczenie do Polskiej Agencji Prasowej informując, że moja decyzja jest nieodpowiedzialna politycznie i gospodarczo. Pomimo tego, już następnego dnia przestał być to fakt medialny. Może by odżył, gdyby pojawiły się nowe cenniki i kiedy odbiorcy energii zainteresowani byliby tym, co się wydarzyło. Od strony skutków to jeszcze nie było widoczne, ponieważ żadne przedsiębiorstwo podwyżek cen energii nie ogłosiło, a tylko je zapowiadało i to w dużym rozrzucie procentowym. Niektóre przedsiębiorstwa energetyczne informowały o możliwości wzrostu cen energii o 3 proc. a inne o 10 proc.

Potem krytyki ze strony rządu PiS nie było, pojawiło się tylko odwołanie, czyli jednoznaczne ustosunkowanie się do tego, co było przedmiotem decyzji prezesa URE. Decyzja obecnego prezesa URE, Mariusza Swory, pokazuje wyraźnie, że aprobaty ze strony premiera dla takich decyzji, jak zwolnienie z obowiązku zatwierdzania taryf, nie było.

Mówi pan, że pana decyzja nie znalazła akceptacji premiera Jarosława Kaczyńskiego, ale przypomina pan, że przed wydaniem decyzji były prowadzone szerokie konsultacje. Premier Kaczyński nie wiedział o pana planach?

- Być może premier Kaczyński nie wiedział o tej decyzji, ja go o niej nie informowałem. Już pod koniec sierpnia został przesłany pierwszy projekt komunikatu do wiceministra gospodarki odpowiedzialnego za energetykę. Następnie treść komunikatu i także jego skutki były przedmiotem dyskusji na tzw. zespole ds. energetyki, w którym zasiadają przedstawiciele ministra finansów, ministra Skarbu Państwa, ministra gospodarki i prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK). Z urzędnikami z UOKiK odbyło się ponadto spotkanie w URE, podczas którego starano się wyjaśnić niejasności, po tym, jak prezes UOKiK Marek Niechciał przesłał do URE pismo wyrażające wątpliwość co do stanu konkurencji na rynku energii. Nie można zatem twierdzić, że decyzja o zwolnieniu z obowiązku zatwierdzania taryf nie była konsultowana. Być może zabrakło komunikacji między premierem a ministerstwem gospodarki. Mogło się tak zdarzyć...

Czy ocenia pan, że premier Kaczyński przestraszył się skutków pana decyzji, czyli znaczącego wzrostu cen energii? Wina za nie spadłaby na jego rząd...

- Trudno mi się wypowiadać w sprawie motywacji, które nie są mi znane. Mogę jedynie przypuszczać. Myślę, że nie ma obecnie woli politycznej do tego, aby obrót energią elektryczną był wolny. Świadczą o tym zarówno wypowiedzi przedstawicieli PO, jak i PiS. Jeżeli zatem nie ma woli politycznej, to rzeczywiście prezes URE musiał być odwołany... Z jakich powodów nie ma woli politycznej, tego nie wiem...

Nie domyśla się pan?

- Nie chciałbym publicznie przypuszczać, jakie są motywacje PiS i PO.

Może PO również boi się skutków liberalizacji, czyli wzrostu cen energii?

- Prominentni przedstawiciele PO twierdzą, że rynek energii nie jest jeszcze dojrzały do liberalizacji. Ja się z tym poglądem nie zgadzam, ale to nie ja ponoszę odpowiedzialność polityczną przed społeczeństwem za skutki liberalizacji.

Czyli spodziewa się pan, że PO szybko do liberalizacji rynku energii nie dopuści?

- To nie jest moje przypuszczenie, ja że jej nie ma ani ze strony PiS, ani PO. Stąd moje odwołanie.

Jak pan ocenia decyzję pana następcy Mariusza Swory o powrocie do zatwierdzania taryf w obrocie? Przewiduje pan długotrwałe procesy z przedsiębiorstwami energetycznymi...

- Myślę, że są one bardzo prawdopodobne. Także zainteresowanie Komisji Europejskiej może wchodzić w rachubę. Ufam jednak, że nie zostanie wszczęte postępowanie przeciwko państwu polskiemu. Warto zacytować prof. Krzysztofa Żmijewskiego, który był przeciwnikiem decyzji o uwalnianiu taryf, ale stwierdził, że cofanie decyzji w tej sprawie jest pozbawione racji. Zgadzam się z tym poglądem. Jeżeli już nastąpiło uwolnienie taryf i zostały wysłane decyzje z uzasadnieniem, to cofanie ich jest narażeniem państwa polskiego na poważne ryzyko.

Część krytyków pana decyzji przekonywało, że w Polsce nie ma konkurencyjnego rynku energii, a w związku z tym nie było celowe zwalnianie z taryf. Co pan o tym sądzi?

- Prawdą jest, że aby zwolnić przedsiębiorstwo energetyczne z obowiązku zatwierdzania taryf muszą wystąpić warunki konkurencji, ale powstaje błędne koło: idealnych warunków konkurencji nie będzie, jeżeli będą zatwierdzane taryfy.

Trudno sobie wyobrazić, żeby przedsiębiorstwa energetyczne konkurowały między sobą taryfami zatwierdzanymi raz na rok przez prezesa URE. Moim zdaniem, dynamika zdarzeń 2007 roku, czyli rozdzielenie działalności sieciowej od obrotu, liczba uczestników na rynku, przejrzystość jego struktury, liczba zawartych umów generalnych (większość przedsiębiorstw sieciowych zawarło te umowy dając możliwość odbiorcom przyłączonych na terenie danej sieci do wyboru więcej niż dwóch sprzedawców, najczęściej także więcej niż trzech) dawały podstawy do podjęcia takiej decyzji. Także nadwyżka podaży nad popytem energii elektrycznej usprawiedliwiała tę decyzję.

Trzeba było również myśleć o rynku pod kątem impulsu dla inwestycji. Przy tak dużym zapóźnieniu technologicznym przedsiębiorstw energetycznych myślę, że to był najlepszy możliwy moment. Odkładanie go na następne lata jest błędem, za który ktoś w końcu poniesie odpowiedzialność.

Kto? Kolejny prezes URE? Rząd? Czy zapłacą odbiorcy wyższymi cenami lub brakiem energii?

- Prędzej czy później, jeżeli ta decyzja będzie odkładana, większy będzie szok cenowy. Po drugie, może to rzeczywiście zagrozić bezpieczeństwu dostaw, a wtedy trzeba będzie myśleć o przetargu na nowe moce wytwórcze, co nie jest dobrym pomysłem.

Lepiej, żeby tę sprawę załatwił rynek. Konsekwencje czysto polityczne prawdopodobnie poniesie prezes URE, ponieważ jego będzie najwygodniej obciążyć odpowiedzialnością z tego tytułu, że rynek nie funkcjonuje tak, jak powinien, a bezpieczeństwo dostaw nie jest gwarantowane.

Jak pan ocenia, jak długo Mariusz Swora utrzyma się na stanowisku prezesa URE?

- Życzę mu wszystkiego dobrego.

Słyszy się opinie, że PO zastąpi go kimś innym.

- Trudno mi wyrokować.

Jeżeli decyzja prezesa Mariusza Swory wpisuje się w logikę myślenia przedstawicieli PO o rynku energii, to ma on szansę pozostać prezesem przez dłuższy czas.

Co by pan mu doradził?

- W efekcie decyzji o cofnięciu decyzji zwolnienia z zatwierdzania taryf powstał wielki bałagan. Życzę mu przede wszystkim odwagi i konsekwencji w porządkowaniu chaosu.

Pana przykład pokazuje, że odwaga niekoniecznie się opłaca. Decyzja była odważna, a kilka dnipóźniej stracił pan stanowisko...

- To prawda, ale nie patrzyłbym na to pod kątem bazuję na konkretnych wypowiedziach, m.in. posła Adama Szejnfelda oraz posła Zbigniewa Chlebowskiego, który stwierdził, że o liberalizacji rynku energii elektrycznej możemy mówić najwcześniej od 2009 roku.

Co oznacza, że liberalizacja odkładana jest na później. Moim zdaniem, jest to zły pomysł i cały czas będę bronił słuszności swojej decyzji. Za tą decyzją zawsze musi jednak stać wola polityczna. Ja miałem wrażenie po odbytych konsultacjach, że taka wola polityczna była. Okazało się jednak, opłacalności. Nie jest tak, że nie należy być odważnym, dlatego że się to nie opłaca.

Chcę podkreślić, że moja decyzja była może i odważna, ale na pewno nie straceńcza. Nie było tak, że wykonałem ruch wbrew wszystkim wokół mnie. Wręcz przeciwnie, miałem takie przekonanie, że jest to decyzja słuszna i z poparciem politycznym. Myliłem się.

Radziłby więc pan Mariuszowi Sworze lub jego następcy bardzo ostrożne rozmowy z politykami i zalecałby mu mniejszą dozę zaufania wobec deklaracji polityków?

- Myślę, że tak... Trzeba przy strategicznych decyzjach konsultować się z przedstawicielami rządu co do ich skutków, czy są oni gotowi ponieść odpowiedzialność polityczną z tego tytułu. To jest dla mnie oczywiste. To nie znaczy, że nie należy mieć swojego zdania i swojej opinii. Ale kiedy swojego zdania nie jest się w stanie przeforsować i wytłumaczyć politykom odpowiedzialnym za rynek energii, że taka decyzja jest słuszna, wówczas należy ustąpić ze stanowiska.

Często można spotkać opinie, że pomimo decyzji prezesa Swory podwyżki energii i tak będą od stycznia. Zgadza się pan z tymi prognozami?

- Przypuszczam, że uwolnienie cen energii mogłoby, być może, doprowadzić do tego, że zaczęłaby się normalna konkurencja cenowa i mielibyśmy szansę wybrać takie oferty, które byłyby dla nas najkorzystniejsze. Jeżeli wracamy do taryfowania, to jestem przekonany, że przedsiębiorstwa energetyczne będą wnioskowały o zdecydowanie wyższe taryfy na rok 2008 niż w roku 2007. Paradoksalnie, ceny energii mogą być wyższe w 2008 roku przy taryfowaniu niż gdyby taryfowania nie było.

Powrót do taryfowania to pozór działań prospołecznych?

- Jeżeli chodzi o pozór działań zmierzających do ograniczania podwyżek cen, to myślę, że tak właśnie jest.

Czy zamierza pan podtrzymać związki z sektorem energetycznym?

- Zamierzam nadal zajmować się energetyką i prawem energetycznym, chcę jednak przede wszystkim nadal pracować na Uniwersytecie Warszawskim. Na razie nie podjąłem decyzji co do mojej przyszłości zawodowej, ale nie wykluczam ściślejszego związania się z sektorem energetycznym.

Rozmawiał: Dariusz Ciepiela

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »