Tak łagodny przebieg spadkowej korekty po dynamicznych przecież zwyżkach z poprzedniego tygodnia nie świadczy najlepiej o determinacji podażowej części rynku. Ostatecznie na zamknięciu Dow Jones Industrial spadł o 0,13% do 12.845,20 pkt., Nasdaq Composite stracił 0,13% i wyniósł 2.901,99 pkt., a indeks S&P500 po spadku o 0,04% zamknął notowania na poziomie 1.344,33 pkt. Na rynku walutowym pesymistom udało się zepchnąć kurs wspólnej waluty w obliże psychologicznej bariery 1,30 dolara, ale popołudniowy kontratak popytu zniwelował całość wypracowanych przez amerykańską walutę zysków i zamknięcie handlu wypadło na bezpiecznym dla posiadaczy wspólnej waluty poziomie 1,3132.
Sytuację na rynku ropy od kilku dni determinują obawy związane z narastającą presją USA na zacieśnienie zasad embarga handlowego nałożonego na Iran, co odbija się głównie na cenie ropy Brent. Różnica do amerykańskiej ropy WTI ponownie w ostatnich dniach wzrosła w pobliże 20 dolarów (116 dolarów vs. 97 dolarów). Metale szlachetne dzisiaj odznaczały się względna stabilnością będącą wyrazem wewnętrznego rozdarcia inwestorów w aspekcie perspektyw bezpiecznych lokat kapitału za jakie uważane jest złoto i srebro. Tak jak pisałem wczoraj sytuacja z technicznego punktu widzenia jest klarowna. Spodziewany w najbliższym czasie test zeszłorocznych maksimów w zasadzie można uznać za rozpoczęty.
Gdyby zakończył się on na obecnie zajmowanych prze rynki poziomach, uznać należałoby go za bardzo istotną dla dalszej perspektywy porażkę. Po takich sesjach jak dzisiaj widać jednak, że pełną kontrolę nad rynkiem sprawują byki i losy wspomnianego oporu są bardzo niepewne. Nie będę zdziwiony, jeżeli na fali obecnego optymizmu rynki będą w stanie rosnąć jeszcze przynajmniej przez miesiąc przebijając wyraźnie zeszłoroczne maksima, by w czasie wiosennej korekty powrócić do tych poziomów, które będą pełniły wtedy rolę istotnych wsparć.
Wojciech Dąbrowski, CFA






Twój komentarz może być pierwszy!