Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

PASAŻ FINANSOWY

Korekta spadków powinna się "rozwinąć"

Ostatnich pięciu sesji warszawska giełda z pewnością nie może zaliczyć do udanych. Choć główne indeksy zdołały powstrzymać trwającą od trzech tygodni spadkową serię, to o poprawie nastrojów trudno mówić. Wskaźnik największych spółek zyskał niemal 1 proc. a indeks szerokiego rynku 1,15 proc.

Znacznie lepiej radziły sobie indeksy małych i średnich firm. mWIG40 zwiększył swoją wartość o 1,9 proc. a sWIG80 wzrósł o 1,6 proc. To głównie zasługa tego, że są one znacznie mniej podatne na działania zagranicznych inwestorów, a jak widać krajowi,

na swoim podwórku, trzymają emocje na wodzy. Pewnie trochę pomagają w tym rodzime fundusze inwestycyjne, które w małych i średnich spółkach szukają możliwości poprawy wyników. Trzeba jednak zauważyć, że obroty w przypadku tego segmentu rynku wyraźnie w ostatnim tygodniu się zmniejszyły. Być może więc dobra sytuacja tych indeksów wynika ze wstrzymania się z podażą akcji małych i średnich spółek.

Na dużym rynku ton wydarzeniom nadawały przede wszystkim największe i najbardziej płynne firmy. Jednak palma pierwszeństwa w tym zakresie znów przypada walorom KGHM. Ich przemożny wpływ na indeks jest doskonale widoczny i trochę chyba zakłóca rolę wskaźnika jako barometru nastrojów na rynku. W skali tygodnia akcje miedziowego kombinatu zwyżkowały o 4,5 proc.

Obserwując sytuację subindeksów branżowych, widać było słabość banków. Wskaźnik obrazujący ich rynkową kondycję zwiększył się o 0,7 proc. Ubiegłoroczna gwiazda, WIG Spożywczy zyskał 1,9 proc., indeks firm informatycznych stracił ponad 1 proc. Spółki z tego segmentu rynku wskazywane są przez wielu analityków, jako dające spory potencjał wzrostu w tym roku. Na razie jednak nic na to nie wskazuje. WIG Budownictwo zwyżkował o 0,2 proc. ale zima to dla tej branży niezbyt dobry czas. W tym tygodniu jednak liderem wzrostu był WIG Telekomunikacja, co raczej należy do rzadkości. Zyskał on 2,3 proc. To jednak przede wszystkim zasługa mocno drożejących papierów Netii. Walory Telekomunikacji Polskiej nie zachwycały.

Trudno nie zauważyć kolejnej ekspresowej transakcji sprzedaży akcji przez Skarb Państwa. Po pakiecie KGHM i Lotosu, przyszedł czas na Eneę. Uznanie budzi sprawność,

z jaką do tego typu operacji dochodzi. Zwykle przejściowo wywierają one negatywny wpływ na notowania, jednak najczęściej mija on dość szybko. W przypadku Enei nie było to aż tak bardzo widoczne. Prawdopodobnie jednak ?rykoszetem? odbiło się to na przecenie walorów Polskiej Grupy Energetycznej. Ich cena spadła w środę w ciągu dnia do 21,4 zł, poziomu najniższego w niezbyt długiej giełdowej historii tej spółki. Optymistyczne jest to, że nie brakuje chętnych na niemałe przecież pakiety akcji, wystawiane do sprzedaży. Może więc nasilenie prywatyzacji dużych firm, zapowiadane na ten rok, nie wpłynie zbyt niekorzystnie na koniunkturę na rynku wtórnym

Europa

Sytuację na europejskich parkietach kształtowało w tym tygodniu to, co działo się za oceanem, ale także wydarzenia związane z Grecją i dyskusjami na temat unijnej pomocy w rozwiązaniu jej problemów finansowych. Początek tygodnia na głównych giełdach był wyraźnie wzrostowy. Od środy nastroje jednak zaczęły się zdecydowanie pogarszać. W efekcie indeksy w Paryżu i Frankfurcie w trakcie ostatnich pięciu sesji zyskały po około 0,8 proc. Londyński FTSE zwiększył swoją wartość o 0,4 proc. Niezłe nastroje z początku tygodnia wiązać można z wynikami odbywającego się w czasie weekendu szczytu szefów banków centralnych i ministrów finansów państw grupy G7. Zobowiązali się oni do kontynuowania działań zmierzających do stabilizacji rynków finansowych oraz podtrzymania ożywienia gospodarczego, określonego jako "wciąż niepewne".

Stwierdzenie to wydaje się rzeczywiście w pełni uzasadnione. W grudniu zanotowano niewielki spadek produkcji przemysłowej we Francji i Włoszech. W całej strefie euro produkcja zmniejszyła się o 1,7 proc., podczas gdy spodziewano się jej wzrostu o 0,2 proc. W czwartym kwartale europejska gospodarka wzrosła o zaledwie 0,1 proc., wobec oczekiwanego wzrostu o 0,3 proc. Duże spadki PKB zanotowano w Czechach, na Węgrzech, w Bułgarii, Rumunii, na Słowacji. W tej sytuacji trudno się dziwić, że inwestorzy nie tryskają optymizmem i indeksy giełdowe zachowywały się bardzo słabo, choć zdarzały się wyjątki. Wskaźnik w Bukareszcie zyskał w ciągu tygodnia 4 proc., węgierski BUX zwiększył swoją wartość o prawie 3 proc., wskaźnik w Pradze zwyżkował o ponad 2 proc. Znacznie gorzej radziły sobie giełdy w Bratysławie i Sofii.

Zwyżki to jednak w dużej mierze zasługa "uderzenia" globalnego kapitału na rynki naszego regionu, z jakim mieliśmy do czynienia we wtorek i środę. Bardzo złe nastroje panowały na giełdzie moskiewskiej. RTS stracił w ciągu tygodnia ponad 3 proc. To skutek sytuacji na rynkach surowcowych. Rosyjskie władze poinformowały o spadku rezerw walutowych o 3,9 mld dolarów.

USA

Amerykańskie indeksy w tym tygodniu kreśliły odbicie, po niedawnych silnych spadkach. W trakcie pięciu ostatnich sesji (od 4 do 11 lutego) S&P500 i Dow Jones zyskały po 1,4 proc. a Nasdaq wzrósł o prawie 2,5 proc. Zwyżki jednak szły dość opornie. Początkowo S&P500 miał sporą trudność z pokonaniem poziomi 1070 punktów. Dopiero w czwartek sztuka ta się udała. Od niedawnego szczytu z 19 stycznia indeks traci wciąż ponad 6 proc., zaś od dołka, ustanowionego w trakcie sesji z 5 lutego na poziomie 1045 punktów zdołał dźwignąć się o nieco ponad 3 proc. Trudno się spodziewać po obecnym ruchu zbyt wiele.

Pokonanie każdego "oporu" w postaci kolejnych okrągłych poziomów przychodzi indeksowi z trudem i na razie porusza się on w cyku: wzrost-spadek-wzrost. Na szczęście zniżki są niewielki, zaś wzrosty znacznie bardziej dynamiczne, sięgające około 1 proc. na sesję. Za sukces byków będzie można uznać dotarcie do poziomu 1100 punktów. W nieco dłuższym horyzoncie prawdopodobny wydaje się spadek nawet do poziomu dołka z początku października ubiegłego roku w okolicach 1020 punktów.

Oczywiście wiele zależeć będzie od danych dotyczących gospodarki, jednak coraz bardziej widoczne jest, że Wall Street podąża drogą wyznaczaną przez to, co dzieje się na rynku walutowym. Umacnianie się dolara zdecydowanie nie sprzyja akcjom.

Tymczasem szef Fed, Ben Bernanke, choć wciąż powtarza jak mantrę, że stopy procentowe pozostaną na niskim poziomie jeszcze przez dłuższy czas, to jednak czas ten coraz bardziej się zbliża i wszystko wskazuje na to, że rynki to wyraźnie "czują". Fed czyni już przygotowania do ściągania nadwyżek pieniądza z systemu finansowego, co stanowi "przygrywkę" do następnych posunięć. To zaś powinno wzmacniać amerykańską walutę i także działać niekorzystnie na sytuację na Wall Street. Bernanke stwierdził wprost, że programy stymulacyjne które wywołały hossę na giełdach, będą powoli likwidowane.

Procedury mające na celu "sterylizację" pieniądza są już przez Fed negocjowane.Także były szef Fed, Alan Greenspan przestrzegł ostatnio, że konieczne jest zmniejszanie deficytu i długu publicznego Stanów Zjednoczonych, gdyż ich poziom "zagraża pozycji USA jako supermocarstwa".

Azja

Na giełdach azjatyckich mijający tydzień przyniósł kontynuację odreagowania, które wyraźnie nabrało dynamiki. W ciągu ostatnich pięciu sesji Shanghai B-Share zyskał prawie 4,4 proc., po około 3 proc. zwyżkowały indeksy w Hong Kongu i na Tajwanie. Od dołka z 3 lutego wskaźnik chińskiej giełdy zwiększył swoją wartość o prawie 7 proc. Do ostatniego szczytu z połowy stycznia brakuje niemal tyle samo. Wydaje się jednak mało prawdopodobne, by dotarł w jego okolice łatwo i szybko.

Trudno przewidzieć, jak rynki zareagują na kolejne nieoczekiwane posunięcie chińskich władz, które po raz drugi w ostatnim czasie zdecydowały o podniesieniu stopy rezerw obowiązkowych. Polityka chłodzenia rynku kredytowego wciąż jest więc kontynuowana w dość szybkim tempie.

To wskazuje zaś, że moment, w którym dojdzie do podwyżki stóp procentowych coraz bardziej się zbliża. W styczniu ceny detaliczne wzrosły w Chinach o 1,5 proc., po grudniowej zwyżce o 1,9 proc., najbardziej dynamicznej od dwóch lat. Z 1,9 proc. do 4,3 proc. skoczyła w styczniu dynamika cen hurtowych. Groźba wzrostu inflacji także przemawia za podwyżkami stóp. Ceny domów wciąż dynamicznie rosną, w styczniu skoczyły o 9,5 proc., co wskazuje,

że dotychczasowe posunięcie, ograniczające akcję kredytową nie przynoszą jeszcze spodziewanych skutków i bańka na rynku nieruchomości wciąż się powiększa. W styczniu chińskie banki udzieliły kredytów o wartości trzykrotnie wyższej niż w grudniu.

Choć wszystko wskazuje na to, że chińska gospodarka wciąż dynamicznie rośnie, między innymi osiągnięta w styczniu dynamika importu, sięgająca ponad 85 proc., zaczynają się pojawiać opinie, że grozi jej znaczące spowolnienie. Ostatnio pogląd taki wygłosił znany rynkowy guru Marc Faber.

Na pozostałych azjatyckich parkietach wzrosty indeksów były znacznie mniej dynamiczne. Po 2-3 proc. zyskiwały wskaźniki w Bombaju, na Filipinach i w Indonezji. Japoński Nikkei zwiększył swoją wartość o zaledwie 0,35 proc.

Rynek walutow

y

Miniony tydzień stał pod znakiem sporej zmienności sytuacji na światowym rynku walutowym. W poniedziałek i wtorek wspólna waluta wyraźnie umacniała się wobec dolara. Od środy ta tendencja zaczęła się odwracać, a ostatnie dwa dni tygodnia przyniosły zwiększenie dynamiki ekspansji dolara. W poniedziałek euro wyceniane było na około 1,365 dolara, po wtorkowym skoku, przez moment nawet na 1,383 dolara a w piątkowe południe już o 3 centy mniej, czyli na poziomie 1,353 dolara za euro, najniższym od połowy maja ubiegłego roku. Trwająca od grudnia tendencja umacniania się dolara przybiera więc coraz poważniejsze rozmiary. Z punktu widzenia analizy technicznej, można by spodziewać się choćby krótkiego odreagowania, ale wszystko wskazuje na to, że amerykańska waluta zmierza do poziomu 1,245 dolara za euro z końca lutego ubiegłego roku, skąd rozpoczęła się hossa na rynkach akcji i surowców. Działania Fed zdecydowanie sprzyjają takiemu scenariuszowi. W zapewnienia o pozostawianiu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie przez dłuższy czas, wierzy już chyba niewielu inwestorów. Fed prowadzi rozmowy z funduszami inwestycyjnymi w sprawie ich udziału w operacji ściągnięcia z rynku finansowego około biliona dolarów. Operacja prawdopodobnie może się zacząć jeszcze w tym roku.

Sile dolara sprzyja także sytuacja w Europie.

Kłopoty Grecji i zagrożenie nimi kilku innych państw, zdecydowanie działają przeciw wspólnej walucie. Euro traciło na wartości w czasie, gdy władze wspólnoty demonstrowały twarde stanowisko w kwestii udzielenia Grecji pomocy i traci też po decyzji o jej udzieleniu. Teraz używa się argumentów,

że pomoc przyczyni się do wzrostu deficytu i zadłużenia strefy euro, co nie będzie sprzyjać jej walucie. Umocnienie się euro "w trakcie" tego zamieszania okazało się niezbyt poważne i krótkotrwałe.

Nasza waluta poruszała się w tym tygodniu w rytm zmian na rynku światowym. Poniedziałek wyraźnie jej nie sprzyjał. Za dolara przez moment trzeba było płacić 3 zł.

W kolejnych dniach było już znacznie lepiej i "zielony" był wyceniany na około 2,92 zł, jednak wahania sięgały wciąż 5-6 groszy. Piątkowe zdecydowane umocnienie się dolara znów sprowadziło jego cenę do 2,96-2,97 zł. Złoty korzystał za to ze słabości euro.

Za wspólną walutę na początku tygodnia trzeba było płacić nawet 4,11 zł, w piątek rano można było ją kupić już za 3,99 zł. W południe złoty jednak nieco się osłabił, trzymając się nieco powyżej 4 zł. Także wobec franka złoty radził sobie całkiem nieźle. Szwajcar staniał z 2,8 zł na początku tygodnia do 2,72 zł w piątek.

Rynek surowców

Na surowcowym rynku nastroje nadal są dość zmienne. Po niedawnych silnych spadkach, notowania w większości ponownie pięły się w górę. W pierwszej części tygodnia pomagał w tym tracący na wartości dolar. Kontrakty terminowe na miedź zyskały ponad 5 proc.,na ropę gatunku Brent o 3 proc.

W podobnej skali rosły ceny platyny i palladu. Indeks cen surowców CRB zwiększył swoją wartość w ciągu tygodnia o 4 proc., jednak to tylko niewielkie odreagowanie po ponad 10 proc. spadku od początku stycznia. Patrząc na wykres tego wskaźnika z dłuższej perspektywy, widać wyraźnie, że porusza się on zgodnie z ruchem wskazówek dolara. Silna fala wzrostowa z października ubiegłego roku, zbiegła się w czasie z prawie miesięcznym osłabieniem amerykańskiej waluty. Taki sam scenariusz przerabialiśmy w grudniu. Trzeba jednak zwrócić uwagę,

że CRB reaguje na ruchy na rynku walutowym z niewielkim ale wyraźnym wyprzedzeniem.

Od 18 stycznia kontrakty terminowe na miedź poszły w dół o prawie 20 proc. Obserwowane w ostatnich dniach odreagowanie jak najbardziej się im należało.

W dużej mierze jednak było zasługą potężnego, ponad 5 proc. skoku w czwartek, którego główną przyczyną było wieczorne osłabienie się amerykańskiej waluty. Notowania nie reagowały ni na informację o pierwszym od trzech miesięcy spadku importu miedzi przez Chiny. W styczniu spadł on aż o 21 proc., ani na zbliżającą się tygodniową przerwę z okazji chińskiego Nowego Roku. Według analityków do wzrostu cen metalu przyczyniło się też zamykanie krótkich pozycji przez inwestorów, którzy ?obstawiali? dalszy spadek notowań. To tłumaczyłoby tak znaczną dynamikę wzrostu w czwartek. Tego dnia bowiem akurat dolar się umacniał a tendencja ta zmieniła się dopiero późnym wieczorem.

Trudno też znaleźć inne, poza osłabianiem się dolara i zamykaniem krótkich pozycji, powody zwyżki cen ropy naftowej. Argumenty, używane przez maklerów, działających na tym rynku były dość dziwaczne. Opierały się na przewidywaniach wzrostu popytu na paliwa w USA i Chinach a także łączyły zwyżkę z pozytywną reakcją na plany pomocy unijnej dla Grecji. Zastanawiający był natomiast brak bardziej wyraźnej reakcji na informację o wzroście zapasów ropy w Stanach Zjednoczonych do poziomu najwyższego od prawie pół roku. Rezerwy benzyny są najwyższe od marca 1999 r. Zwykle reakcje na niewielkie nawet zmiany wielkości zapasów potrafiły potężnie wstrząsnąć rynkiem. Tym razem, choć powody były poważne, nic takiego nie miało miejsca. W tym przypadku także zamykanie krótkich pozycji byłoby dość logicznym wytłumaczeniem zachowania cen kontraktów.

Coraz wyraźniej widać, że notowania złota "mają chęć" do wzrostu. Warto obserwować zachowanie tego ostatnio nieco zapomnianego surowca. Zainteresowanie nim i ze strony inwestorów i przede wszystkim mediów drastycznie spadło, gdy tylko w zapomnienie poszły niedawne rekordy notowań. Chyba ten odwrót jest całkiem nieuzasadniony. Gdyby bowiem iść konsekwentnie za niedawnymi prognozami i wskazaniami, które zachęcały do inwestycji w złoto przy poziomie 1200 dolarów za uncję, to teraz wypadałoby zachęcać do kupowania kruszcu "pełnymi garściami". Przecież powody, dla których złoto tak zachwalano i argumenty, których używano, nie zdezaktualizowały się ani odrobinę. Obecną przeceną należałoby więc traktować jako super promocję. Jedynym przeciwwskazaniem jest tu obawa o dalsze umacnianie się dolara, które cenom złota zdecydowanie nie sprzyja. Ale to czynnik z pewnością niegroźny w perspektywie dłuższej, niż kilkanaście miesięcy. Zbliżający się cykl zaostrzania polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych będzie pewnie działał na korzyść dolara, ale jeśli to zaostrzanie nie będzie miało zbyt "ostrej" formy, a wszystko wskazuje na to, że Fed będzie działał wyjątkowo ostrożnie, ceny złota nie muszą wcale na tym zbyt mocno ucierpieć. Polscy inwestorzy powinni wręcz zastanowić się nad możliwościami wykorzystania sytuacji umacniania się dolara, czyli słabnięcia naszej waluty. Warto bowiem zwrócić uwagę, że o ile od grudniowego szczytu notowania złota liczone w dolarach obniżyły się o około 11 proc., to licząc w złotym, spadek wyniósł zaledwie ponad 3 proc.

Piątkowe zdecydowane umocnienie się amerykańskiej waluty, wpłynęło na spory spadek notowań większości surowców. Najmocniej ucierpiały ceny ropy naftowej, zniżkujące o 1,7 proc. i miedzi, spadające o ponad 2 proc. Złoto natomiast traciło zaledwie 0,5 proc.

Prognozy na przyszły tydzień

Przecena na warszawskim parkiecie została powstrzymana, ale na więcej byków nie było stać. W związku z tym, perspektywy na najbliższą przyszłość nie wydają się zbyt różowe. Z jednej strony można liczyć, że korekta spadków powinna się jeszcze "rozwinąć", z drugiej zaś nie wskazuje na to siła rynku. Wręcz przeciwnie. Niemal każdego dnia wzrosty cen akcji prowokowały podaż do bardziej agresywnego działania. Scenariusz niemal każdego dnia była podobny: wzrostowy początek sesji i następujące po nim osuwanie się rynku. To sprawia wrażenie umiejętnie prowadzonych prób pozbywania się papierów w sposób nie powodujący nadmiernej ich przeceny.

Roman Przasnyski

Inflacja, bezrobocie, PKB - zobacz dane z Polski i ze świata

ródło informacji: Goldfinance

Więcej o:
USA,
złoty,
złoto,
waluta,
WIG,
nastroje,
waluty,
złota,
notowania,
korekta,
Fed

Dodatki

 

Ankieta

Czy Polaków trzeba zmusić do odkładania na przyszłą emeryturę?




Czy Polaków trzeba zmusić do odkładania na przyszłą emeryturę?

Dziękujemy. Twój głos został już zarejestrowany
WYNIKI

Tak

 
32%

Nie

 
60%

Trudno powiedzieć

 
8%Głosów: 4797

Zagłosuj w innych ankietach »



Informacje dodatkowe