Nie będzie boomu na pojazdy z instalacjami LPG. Opłata emisyjna to za mało, by doprowadzić do przełomu

Uchwalona niedawno opłata za paliwa ma służyć rozwojowi transportu niskoemisyjnego. Oficjalnie nie powinna spowodować wzrostu cen benzyn i oleju napędowego. Jednak eksperci nie są zgodni, czy rzeczywiście tak się stanie. Niezależnie od rozwoju sytuacji, nowa danina nie wywoła wielkiej rewolucji na rynku pojazdów z LPG. Ten od lat stopniowo rośnie, głównie ze względu na obawy przed coraz droższymi tradycyjnymi paliwami na stacjach. Tymczasem po naszych drogach jeździ już ponad 3 mln samochodów wyposażonych w instalacje autogazu. Zwiększa się też zużycie tego produktu. W ubiegłym roku o 7 proc.

LPG a nowa danina

Przyjęta przez Sejm nowelizacja ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych wprowadza opłatę emisyjną na olej napędowy i benzyny w wysokości 8 groszy za litr netto, czyli 10 groszy brutto. Według Krzysztofa Michrowskiego, głównego analityka z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office, takie obciążenie może zachęcić Polaków do przechodzenia na pojazdy zasilane autogazem. Trzeba to wziąć pod uwagę, tym bardziej że ceny kontraktów terminowych na ropę Brent w dostawach na sierpień br. na giełdzie paliw w Londynie osiągnęły już poziom niemal 76 dolarów za baryłkę. Zdaniem eksperta, tradycyjnie liczy się ekonomia - czyli relacja kosztów LPG do pozostałych paliw. A ta od lat przemawia na rzecz gazu.

Reklama

- Podwyżka, spowodowana takim rozwiązaniem, będzie zbyt mała, by dokonać rewolucyjnych zmian w podejściu Polaków do rodzaju napędu samochodów. Nastąpi to niezależnie od tego, czy opłatę wezmą na siebie koncerny paliwowe, czy zostanie ona przerzucona na kierowców. Oszczędni już korzystają z instalacji gazowych i będą to robić dalej. Ale dla większości posiadaczy aut wzrost cen nie jest na tyle drastyczny, by inwestować w takie rozwiązania - uważa dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z portalu e-petrol.pl.

Z kolei Zdzisław Pisiński, redaktor naczelny miesięcznika "Paliwa Płynne", wydawanego przez Polską Izbę Paliw Płynnych, twierdzi, że teza o wpływie nowej regulacji na gwałtowne zwiększenie sprzedaży pojazdów z LPG to naginanie faktów. Podkreśla też, że opłata paliwowa nie ma nic wspólnego z rosnącą popularnością takiego napędu.

- Jesteśmy liderami w Unii Europejskiej, a tam wyprzedza nas tylko Turcja. Po krajowych drogach jeździ niemal 3,1 mln samochodów z takimi instalacjami, przede wszystkim osobowych. Ale są to także autobusy, pojazdy o ładowności od 1,5 tony oraz ciągniki siodłowe. Inwestycja zwraca się nawet w rok, jeśli miesięcznie pokonujemy ok. 1,5 tys. km. W 2017 r. konsumpcja LPG wzrosła o 7 proc. Liczymy na utrzymanie tego trendu - mówi Andrzej Olechowski, dyrektor Polskiej Organizacji Gazu Płynnego.

W opinii dr. Boguckiego, zainteresowanie obywateli autogazem spowodowane jest przede wszystkim trendami cenowymi. Statystyki z ostatnich 2-3 lat pokazują marsz kosztów etyliny i oleju napędowego w górę. W ostatnich miesiącach poszybowały do poziomu nawet 5,80 zł za EU 95 i sporadyczne powyżej 6 zł za EU 98. Ten argument przekonuje kierowców. A powszechność o połowę tańszego paliwa jest zjawiskiem pozytywnym.

Kto zapłaci?

- To oczywiste, że PKN Orlen i Grupa Lotos wezmą na siebie koszty opłaty emisyjnej - przecież i tak muszą wyłożyć poważne środki na budowę infrastruktury dla transportu niskoemisyjnego. Zgodnie z wymogami unijnymi, ich obowiązkiem byłoby zapewnienie m.in. ładowarek dla samochodów elektrycznych, stacji ładowania dla pojazdów napędzanych gazem ziemnym sprężonym i skroplonym, a także zadbanie dla nich o miejsca postojowe. A właśnie te nakłady ma pokryć nowa danina - przekonuje Zdzisław Pisiński.

Dyrektor POGP zaznacza, że ustawowe obciążenie będzie miało wpływ na ceny, nawet jeśli polskie przedsiębiorstwa paliwowe zdecydują się je wziąć na swoje barki. Wskazuje, że w kraju działają też spółki zagraniczne zajmujące się handlem benzynami i ON. Dysponują one także pokaźną częścią sieci detalicznych. I właśnie one mogą się zdecydować na przeniesienie ciężaru opłat na klientów. Natomiast w korzystniejszej sytuacji znajdą się sprzedawcy autogazu, których nowe rozwiązanie nie obowiązuje, jakkolwiek nie dotyczą ich preferencje związane z popieraniem samochodów elektrycznych czy też z CNG i LNG.

- Krajowe koncerny deklarują, że kierowcy nie odczują daniny w portfelach. Jednak argumentem przeciw takim zapewnieniom jest niska marża dystrybutorów w cenie brutto sprzedawanych paliw. Wynosi niewiele ponad 2 proc. Obok kosztów produktu, liczonych na poziomie 40 proc., resztę stanowi akcyza, VAT i opłata paliwowa.

Ponadto samodzielne ponoszenie opłaty emisyjnej wpłynie negatywnie na wyniki finansowe firm handlujących paliwami. Z tych przyczyn pole manewru jest dość ograniczone. Sądzę, że to czcze obietnice. Zwyczajnie mamy do czynienia z kolejną formą opodatkowania, zwiększającą wpływy do budżetu państwa - podsumowuje Krzysztof Michrowski.

MondayNews
Dowiedz się więcej na temat: pojazdy | LPG
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »