Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

PASAŻ FINANSOWY

« wróć do informacji

Nowy podatek lekarze odliczą, a pacjenci zapłacą

Wszystkie wątki   |   « poprzedni wątek   następny wątek »


  • Jak rozumiem, pisząc, że "kształt krzywej popytu
    jest stały" masz na myśli to, że popyt jest stały?
    Bo kształtu krzywej nie da się opisać jednym
    słowem, nawet gdy jest prostą. A w tym wpyadku na
    pewno prostą nie jest, bo przy ogólnie przyjętym
    opisie osi (wg. Marshalla, czyli ilość na X, cena
    na Y) będzie raczej dążyć do "kolanka" z
    załamaniem w punkcie naturalnego zapotrzebowania,
    czyli częstości występowania chorób z danej grupy.
    Przynajmniej w zakresie cen współmiernych do
    zarobków ludzi. I rzeczywiście tak jest, bo
    człowiek przy zagrożeniu życia wyda wszystkie
    oszczedności, byle tylko się uratować. Gdyby
    literalnie, najbliżej tego, co napisałeś, przyjąć,
    że krzywa popytu jest funkcją stałą, to by
    oznaczało że przy cenie odrobinę powyżej jakiejś
    arbitralnej wartości do lekarza nie chodzi nikt, a
    odrobinę poniżej ludzie nic nie robią tylko chcą
    chodzić do lekarza, nawet jak nie są na nic
    chorzy. To oczywisty nonsens. Także wróćmy do
    zdroworozsądkowej interpretacji. W tym wypadku
    trochę sam sobie zaprzeczasz, pisząc kilka zdań
    dalej że przy zbyt wysokich cenach ludzie zaczną
    rezygnować (czyli popyt się jednak zmniejszy).
    Oczywiście, zasada przerzucalności podatku
    zazwyczaj nie przenosi stu procent daniny na
    nabywcę. Zgodnie z teorią punktu równowagi podatek
    po prostu podnosi krzywą podaży w górę. Przecięcie
    z krzywą popytu nastąpi więc przy nieco mniejszej
    ilości towaru, co spowoduje że i podatek rozłoży
    się na sprzedawcę i klienta. Ale tak jak
    napisałeś, w interesującym nas zakresie popyt jest
    stały, czyli krzywa popytu jest prawie pionowa.
    Dlatego cały ciężar podwyżki weźmie na siebie
    klient. Proste. Argument o monopolu jest natomiast
    ciężki do obrony - specjalistów z każdej dziedziny
    medycyny w Polsce jest przynajmniej kilka tysięcy,
    po różnych uczelniach, z różnych pokoleń,
    nieznających się nawzajem. Jeżeli rzeczywiśce
    wszyscy lekarze trzymaliby ceny znacznie powyżej
    poziomu równowagi, to wystarczy jeden cwaniaczek
    który wyceni swoje usługi odrobinę taniej, i już
    odbiera wszystkich klientów pozostałym.
    Prawdopodobieństwo zmowy cenowej jest odwrotnie
    proporcjonalne do liczby oferentów danego dobra na
    rynku. O ile jest to mozliwe przy kilku
    producentach (tak mieliśmy w skali świata z
    pamięciami do komputerów czy w skali polskiej z
    farbami), to przy kilku tysiącach szansa jest
    praktycznie zerowa. Tego typu rozumowanie świadczy
    o pewnym niezrozumieniu teorii punktu równowagi
    cenowej. Ja zresztą wcale się nie upieram, że ta
    teoria ma zastosowanie do usług medycznych. W
    szczególności mam wątpilowść co do słuszności
    zasady ceteris paribus w tym wypadku. Chodzi mi o
    to, że poszczególni dostawcy usług medycznych mają
    różny prestiż. Jeśli ktoś naprawdę boi się o
    własne życie, to pójdzie do sławnego profesora,
    choćby brał on trzy razy drożej niż nikomu
    nieznany lekarz tej samej specjalności w
    przychodni obok. I dlatego młodzi stażyści klepią
    biedę, a profesorowie opływają w bogactwa. Nie ma
    się tu co oburzać, klienci po prostu tak głosują
    swoimi pieniędzmi. I na marginesie: to, czy
    filozofia jest ucieczką, to zależy od uczelni :-)
    Na mojej też tak nie było parę lat temu, ale od
    kiedy najgroźniejszy guru tego instytutu zginął w
    wypadku [*], sytuacja się odwróciła. Ucieczki
    użyłem tu tylko jako figury retorycznej.
    Pozdrawiam


Dodatki

Ankieta

Czy banki w Polsce są bezpieczne?





Czy banki w Polsce są bezpieczne?

Dziękujemy. Twój głos został już zarejestrowany
WYNIKI

Tak

 
21%

Nie

 
46%

Trudno powiedzieć

 
17%

Czas pokaże

 
16%Głosów: 3511

Zagłosuj w innych ankietach »


Informacje dodatkowe