Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

PASAŻ FINANSOWY

Polacy wracają na niemieckie pola

W 2007 i 2008 roku niemieccy bauerzy patrzyli z trwogą jak ich wieloletni, zaufani pracownicy z Polski wybierali atrakcyjniejsze oferty z Wielkiej Brytanii, Holandii czy Norwegii. Teraz wszystko wróciło do normy. Polacy znowu ustawili się w kolejce do bauerów.

W szparagowym zagłębiu Beelitz koło Berlina wielu Polaków już na dobre zdążyli zastąpić Rumuni
W szparagowym zagłębiu Beelitz koło Berlina wielu Polaków już na dobre zdążyli zastąpić Rumuni /AFP

Marek Adamski z Krakowa od szesnastu lat, rok w rok, pracuje w sezonie szparagowym na plantacji Spargelhof Wendel w Zwingenberg, na południe od Darmstadt. Na 80 hektarach pracuje tam jednocześnie nawet 300 osób. Od lat byli to przede wszystkim Polacy. Lecz od kilku sezonów sytuacja zaczęła się zmieniać, naszych rodaków systematycznie ubywało.

Doszło do tego, że w ubiegłym roku Marek był jedynym Polakiem na polu, a za współtowarzyszy miał samych Rumunów. Teraz czuje się raźniej, bo rodaków wyraźnie przybyło. W tym sezonie jest ich trzydziestu. Stawka za roboczogodzinę niestety ciągle jest na tym samym poziomie - 5,55 euro/h.

O pół roku za późno

W szparagowym zagłębiu Beelitz koło Berlina wielu Polaków już na dobre zdążyli zastąpić Rumuni. Miejscowi plantatorzy nie są tym faktem zachwyceni. - Polacy są bardziej doświadczeni, bardziej wydajni, a przede wszystkim mają bardzo pozytywne nastawienie do pracy - zwierza się Karl Ludwig Syring, właściciel plantacji w Zuschwitz.

Inny plantator szparagów - Jürgen Jakobs z Beelitz - z radością informuje, że znowu zgłaszają się do niego Polacy, często ci sami, którzy porzucili pracę w Niemczech na rzecz lepiej płatnych zajęć w Wielkiej Brytanii lub w Holandii. - Polaków wygonił stamtąd kryzys. Dlatego chcą wrócić na niemieckie pola.

Problem jednak w tym, że my jako pracodawcy już w sierpniu i październiku musimy deklarować w Arbeitsamcie ile chcemy zatrudnić w przyszłym sezonie pracowników, a w grudniu i styczniu podpisujemy z chętnymi wstępne umowy.

Tymczasem Polacy zgłaszają się teraz. To stanowczo za późno. Formalności trwają przynajmniej kilka tygodni i będzie już po sezonie - żali się Jürgen Jakobs.

60 proc. Polaków

Według oficjalnych danych w okresie od stycznia do marca br. niemieckie biura pracy wydały 87900 zezwoleń na pracę sezonową. Jest to o 2900 więcej niż w tym samym czasie rok wcześniej. Wzrost niewielki, ale po kilku latach systematycznego spadku mamy do czynienia z wyraźną zmianą tendencji. Pod względem liczbowym na czele dalej są Polacy - 60 proc. wszystkich zezwoleń. Na drugim miejscu Rumuni - 30 proc. zezwoleń, a na dalszych Chorwaci, Słowacy i Bułgarzy.

Dalej prowadzona jest akcja, pod naciskiem niemieckiego rządu, aby na plantacjach znajdowali zatrudnienie także miejscowi bezrobotni. W tym sezonie propozycje takiej pracy dostanie 23 tysiące Niemców. Należy jednak wątpić czy długo wytrzymają trudy takiej pracy. W poprzednich latach 80 do 90 proc. rezygnowało z pracy na roli już po kilku dniach. Zdaniem Holgera Bartelsa ze związku zawodowego IG Bau nie ma sensu przymuszać bezrobotnych do pracy w rolnictwie. Z takich pracowników - jak twierdzi - nie będzie pożytku. Idą podwyżki!

Stawki za roboczogodzinę dla pracowników sezonowych są w Niemczech zróżnicowane. We wschodnich landach (byłe NRD) wahają się od 5,10 do 5,55 euro. Zaś w zachodnich są wyższe i wynoszą od 5,55 do 5,70 euro. To są stawki minimalne. W praktyce bywa różnie.

Bardzo często obowiązuje akord. W ten sposób można zarobić więcej, nawet do 7-8 euro/h. Ale kto słabszy i nie ma wprawy traci na takim systemie. Jak informują kontrolerzy z IG Bau trafiają się gospodarstwa, w których stawka za godzinę pracy schodzi poniżej 3 euro. Jest to niezgodne z niemieckim prawem. System wynagradzania akordowego może służyć tylko jako pomocniczy.

Jeśli dany pracownik nie "wyrabia" ustalonej normy to zawsze należy mu się minimalna stawka godzinowa.

Owe minimum bauerzy mogą jednak legalnie obniżyć. Istnieje taka możliwość gdy zatrudniają Polaków, którzy przebywają na płatnym urlopie lub mają w Polsce zarejestrowaną działalność. W ich przypadku od pierwszego dnia pracy trzeba odprowadzać składki (ponad 40 proc. od wynagrodzenia) na rzecz polskiego ZUS-u.

Przepisy wyraźnie nie mówią kto ma brać na siebie ten wydatek. W praktyce koszty są zwykle dzielone po połowie, co oznacza, że zamiast 5,50 euro Polak dostaje na rękę o 20 proc. mniej, czyli 4,50 euro.

Mamy tu jednak jedną dobrą wiadomość. Jest już przesądzone, że od 2011 roku wzrosną stawki minimalne w niemieckim rolnictwie. I tak, we wschodnich landach stawka minimalna wyniesie 6,10 euro, a w zachodnich 6,40 euro.

Józef Leszczyński

Ofert nie brakuje

Mimo, że Polacy wracają na niemieckie pola, a jednocześnie jest tam już dość tłoczno od Rumunów i obywateli z innych byłych "demoludów", w państwowych "pośredniakach" nie brakuje pracy sezonowej. W ostatnim tygodniu maja na stronie Arbeitsamtu figurowały następujące ilości ofert:

- praca przy zbiorach - 60 ofert

- przy utrzymaniu zieleni - 70 ofert

- w winnicach - 20 ofert

- przy zakładaniu ogrodów - ponad 100 ofert

- w szkółkach leśnych - ponad 100 ofert

- pomoc w gospodarstwie - ponad 100 ofert

Źródło informacji: Praca i nauka za granicą

Więcej o:
Niemcy,
stawki

Dodatki

 

Ankieta

Czy banki w Polsce są bezpieczne?





Czy banki w Polsce są bezpieczne?

Dziękujemy. Twój głos został już zarejestrowany
WYNIKI

Tak

 
21%

Nie

 
46%

Trudno powiedzieć

 
17%

Czas pokaże

 
16%Głosów: 4010

Zagłosuj w innych ankietach »



Informacje dodatkowe