Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

PASAŻ FINANSOWY

Student w pracy niewybredny i tani

Jeszcze dwa lata temu 25-latek odrzucał ofertę zatrudnienia, jeśli nie mógł korzystać Facebooka. Dzisiaj gotów jest zdobywać doświadczenie po godzinach za pensję minimalną i bez etatu. Byle przetrwać.

Młodzi biorą pracę już za 1300 złotych! fot. Karol Piechocki
Młodzi biorą pracę już za 1300 złotych! fot. Karol Piechocki /REPORTER

Cztery lata temu chcieli zarabiać przynajmniej 2 tys. zł na rękę, dzisiaj wystarczy im 1,3 tys. Ci z Małopolskiego czy Podlaskiego cieszą się nawet, gdy pracodawca zaproponuje im płacę minimalną, nieco ponad 1,1 tys. zł. Młodzi szukający pracy, głównie świeży absolwenci wyższych uczelni i szkół zawodowych, spokornieli.

- Wielu z nich unika rozmowy o pieniądzach - mówi Halina Frańczak z firmy Deloitte, która przygotowuje właśnie nową edycję raportu "Pierwsze kroki na rynku pracy". Z badań wynika, że dziś wysokość wynagrodzenia znajduje się dopiero na szóstym miejscu wśród najważniejszych aspektów w pierwszej pracy. Bardziej liczy się możliwość uczestniczenia w ciekawych projektach i szkoleniach, dobra atmosfera, prestiż pracodawcy i współpraca z wysokiej klasy specjalistami.

Zmiany w podejściu młodych kandydatów do pracy widzi też Ryszard Pazdan, prezes firmy Atmoterm z Opola. - Dwa lata temu absolwenci nie godzili się pracować bez etatów i niechętnie zostawali po godzinach. Teraz nie stroją fochów i mówią, że przez pierwsze lata gotowi są poświęcać pracy nawet swój prywatny czas - mówi.

To coś nowego, bo z dotychczasowych badań wynikało, że współcześni dwudziestoparolatkowie cenią sobie głównie komfort życia: chcą kończyć pracę o godz. 17.00, a wieczory spędzać z rodziną lub przyjaciółmi. Wśród specjalistów od rekrutacji krążą anegdoty o młodym człowieku, który nie przyjął oferty pracy, gdy dowiedział się, że nie będzie mógł wchodzić na Facebooka.

Dzisiejsi absolwenci nie liczą już na etaty. Godzą się na umowy-zlecenia, o dzieło, nie kręcą nosem na darmowe staże. - Przestali wierzyć w mit uczelnianego wykształcenia - podsumowuje Mateusz Walewski, ekspert od rynku pracy z PricewaterhouseCoopers. Jeśli decydują się na kolejny fakultet, to albo uciekają przed bezrobociem, albo już pracują - studia pomogą im awansować.

Wielu absolwentów decyduje się na założenie działalności gospodarczej, bo pracodawcy chętniej widzą samozatrudnionych.

W najlepszej sytuacji niezmiennie są absolwenci wydziałów politechnicznych. Programiści, informatycy czy absolwenci kierunków inżynieryjnych dalej mają wysokie oczekiwania płacowe, nierzadko przekraczające 3 tys. zł netto, i wprost mówią, że preferują etaty. - Ale i oni mają większą świadomość, że po uczelni niewiele potrafią - mówi Dariusz Olesiński, odpowiedzialny za rekrutację w spółce motoryzacyjnej NGK Ceramics Polska. Dodaje, że większość z nich dopiero po roku staje się pełnowartościowymi pracownikami. To wina słabej jakości kształcenia i kiepskiego dostosowania programów szkolnych do potrzeb biznesu.

W niewiele lepszej sytuacji są absolwenci szkół zawodowych. Wprawdzie zapotrzebowanie na nich jest duże, ale firmy, obawiając się spowolnienia gospodarczego, nie chcą zatrudniać ich na umowy cywilno-prawne. Wolą korzystać z agencji pracy tymczasowej, która dostarcza im robotników wtedy, gdy dostają większe zamówienia i muszą zwiększyć produkcję. To właśnie dlatego, aż 40 proc. wszystkich zarejestrowanych w agencjach pracy tymczasowej stanowią ludzie młodzi - poniżej 25. roku życia.


Dziennik Gazeta Prawna

Brytania zatrudnia się sama

Brytyjczycy przeanalizowali, jakie skutki dla rynku pracy ma wzrost liczby samozatrudnionychod 2008 r. Według londyńskiego Instytutu ds. Zatrudnionych i Rozwoju (CIPD) udało się powstrzymać dynamikę wzrostu bezrobocia, które na Wyspach jest wysokie - 8,3 proc., co w liczbach bezwzględnych oznacza 2,64 mln osób. Zaobserwowano też, że samozatrudnieni to obok budowlańców głównie przedstawiciele tzw. prestiżowych zawodów, np. finansiści (ich liczba od 2008 r. wzrosła o 24 proc.) czy informatycy (28 proc.).

Według CIPD gdyby nie ludzie prowadzący działalność gospodarczą, bezrobocie na Wyspach byłoby wyższe o 4 pkt proc. Podczas gdy liczba pracowników na etacie zmalała od początku kryzysu w 2008 r. o 3 proc., to grono samozatrudnionych urosło o ponad 8 proc. - do 4 mln osób. Dziś samodzielni stanowią 14,2 proc. ogółu pracujących.

Co ciekawe, o ile wcześniej na pracę bez etatów decydowali się głównie mężczyźni (dziś dwie trzecie wszystkich bezetatowców), po 2008 r. kobiety częściej wybierały samozatrudnienie. Stanowią 60 proc. nowo przybyłych bezetatowców. Dwie trzecie prowadzących działalność gospodarczą pracuje ponad 30 godzin tygodniowo.

Nino Dżikija

Ewa Wesołowska

Współpraca: Janusz K. Kowalski

27 stycznia 2012 (nr 19)

ródło informacji: Dziennik Gazeta Prawna

Więcej o:
Dziennik Gazeta Prawna,
młodzież,
zarobki,
absolwent,
przegląd prasy,
rynek pracy

Dodatki

 

Ankieta

Czy liczba rodzących się dzieci w Polsce to sprawa wagi państwowej?




Czy liczba rodzących się dzieci w Polsce to sprawa wagi państwowej?

Dziękujemy. Twój głos został już zarejestrowany
WYNIKI

Tak

 
80%

Nie

 
17%

Trudno powiedzieć

 
3%Głosów: 17371

Zagłosuj w innych ankietach »



Informacje dodatkowe