Ukraiński rząd zachęci emigrantów do powrotu?

Ukraiński rząd zapowiedział udzielanie wsparcia finansowego emigrantom zarobkowym, którzy zdecydują się wrócić i założyć nad Dnieprem własny biznes. W ten sposób nad Dnieprem chcieliby rozwiązać dwa problemy - odpływ wykwalifikowanych specjalistów i upadek rodzimego biznesu.

Ukraina chciałaby powstrzymać falę wyjazdów najaktywniejszych i zachęcić do powrotu i zakładania firm w kraju tych, którzy już wyjechali.

Pieniądze za powrót

Przygotowany przez rząd program zakłada, że każdy emigrant zarobkowy, który wrócił na Ukrainę i chce otworzyć własny biznes będzie mógł otrzymać wsparcie z budżetu. Warunkiem otrzymania pomocy ze strony państwa jest zainwestowanie własnych środków w wysokości nie niższej od kwoty grantu.

- Emigranci zarobkowi będą mogli otrzymać pomoc w postaci grantów na własny biznes - poinformował pod koniec stycznia ukraiński premier Denis Szmyhal. - Liczymy, że takie wsparcie będzie stymulować ludzi do pozostawania na Ukrainie, pomoże w otwieraniu własnego biznesu i inwestowaniu środków w społeczność lokalną i w nowe miejsca pracy dla Ukraińców - komentował.

Reklama

Zarówno maksymalna kwota wsparcia jak i potencjalna liczba mogących z niego skorzystać nie są jednak imponujące. Górna granica jednostkowej dotacji to 150 tys hrywien, czyli ok. 12 tys. zł. A na program rząd przewidział na razie 108 mln hrywien, co daje 720 potencjalnych beneficjentów z maksymalną kwotą wsparcia.

Polska "Ziemią Obiecaną"

Przedsiębiorczy Ukraińcy zdecydowanie bardziej od niepewnej przyszłości u siebie wciąż wolą jednak budować biznes nad Wisłą.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Według danych Ambasady Ukrainy w Polsce na koniec 2020 r. nad Wisłą działało 16,5 tys. firm, w których co najmniej jeden ze współwłaścicieli miał ukraińskie obywatelstwo.  Najwięcej, bo 2,6 tys. takich przedsiębiorstw działało w branży budowlanej, 1,7 tys. w handlu, 1,4 tys. w transporcie, 1,3 tys. prowadzi działalność w zakresie pośrednictwa pracy, 800  działa w branży IT, a 600 w branży gastronomicznej. Przeszło jedna trzecia z nich, czyli 6,2 tys. działało na Mazowszu, 2 tys. w Małopolsce, 1,6 tys. na Dolnym Śląsku. Ukraińscy przedsiębiorcy dość licznie obecni są też na Podkarpaciu 1,3 tys., w Wielkopolsce i na Lubelszczyźnie po 900. Rosła nie tylko liczba firm z ukraińskim kapitałem, ale co roku rejestrowano ich coraz więcej - w 2001 r. powstało ich 28, w 2014 r. 680, w 2015 r. 1631 a w rekordowym 2019 r. już 3724.

Pandemia spowolniła to tempo i w zeszłym roku ukraińscy obywatele założyli w naszym kraju 2904 firmy.
Również badanie socjologiczneOtwiera się w nowym oknie przeprowadzone wśród ukraińskich emigrantów zarobkowych w Polsce wykazało, że rośnie tendencja do otwierania przez nich własnych  biznesów w naszym kraju. W 2020 r. robiło już coś w tym kierunku lub taki zamiar deklarowało 25 proc. z nich, w 2021 r. takie osoby stanowiły już 39,8 proc. ogólnej liczby pracowników znad Dniepru.

Polska przyciąga ukraińskich przedsiębiorców m.in. stabilną gospodarką i sytuacją socjalną, bliskością geograficzną, podobnym językiem, stosunkową łatwością legalizacji pobytu w porównaniu z innymi krajami, a co najważniejsze - bardziej komfortowymi warunkami startu i prowadzenia biznesu przez obcokrajowców, w tym - przejrzystymi przepisami dotyczącymi opodatkowania i regulacjami dotyczącymi działalności gospodarczej. Zdecydowanie lepiej niż ukraińskie, przedsiębiorcy wywodzący się znad Dniepru oceniają też polskie sposoby radzenia sobie z wpływem pandemii na gospodarkę.

"Wielu przedsiębiorców szuka w Polsce przewidywalności działań państwa, jakiej im często nie wystarcza w ojczyźnie. Oni wiedzą, jakie podatki płacą dziś i że jutro ich wysokość raptem się nie zwiększy, i nie oczekują "niespodzianek" z nieoczekiwanymi kontrolami organów państwowych, jak to bywa na Ukrainie" - konstatują autorzy badania. "Większość ukraińskich przedsiębiorców, którzy przeżyli w kraju różne okresy niestabilności powiązane z kryzysami i politycznymi zawirowaniami ocenia pandemię jak kolejny etap, do którego trzeba się adaptować, zachować swój biznes, a jeszcze lepiej wzrosnąć. I w Polsce w tym zakresie ukraińscy biznesmeni czują się pewniej" - zauważają.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Lekarze głosują nogami

Tymczasem fala wyjazdów ogarnia coraz to nowe grupy zawodowe. Ostatnio dołączyli do niej lekarze. I patrząc na ich sytuację w kraju, nie może to raczej dziwić.

Ukraiński ośrodek analityczny - Centrum Razumkowa opublikował niedawno raportOtwiera się w nowym oknie na temat sytuacji gospodarczej naszego sąsiada.

Wynika z niego, że pandemia nasiliła problem bezrobocia i wzrosło ono według metodologii Międzynarodowej Organizacji pracy z 8,5 proc. do 9,9 proc. Bezrobotnych nad Dnieprem było już 1,6 mln osób. Dodatkowo aż 17 proc. osób w wieku produkcyjnym w szczycie ogłoszonego wiosną lockdownu znajdowało się w stanie ukrytego bezrobocia - pracowały one w ograniczonym wymiarze czasu lub wysłano je na bezpłatne urlopy. Weekendowy lockdown wprowadzony pod koniec roku  zaowocował kolejnym skokiem bezrobocia. W okresie styczeń - październik 2020 r. pracodawcy zawiadomili o planowanych zwolnieniach grupowych aż 206 tys. osób - to o 29 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2019 r. Równolegle spadła zdecydowanie liczba oferowanych nowych miejsc pracy - 1 listopada zeszłego roku było ich 68 tys. - o 34 proc. mniej niż rok wcześniej.

Jak zauważają autorzy raportu w zeszłym roku rząd próbował już ściągać emigrantów do pracy w ojczystym kraju, jednak bezskutecznie.

Program, w ramach którego oferowano m.in. miejsca pracy w drogownictwie z ukraińską płacą minimalną rzędu, w przeliczeniu, ok. 600 zł był dla nich zupełnie nieatrakcyjny. Przewidywania co do fali masowych powrotów też się nie sprawdziły. W okresie marzec - maj 2020 r. z zagranicy przyjechało co prawda 463 tys. migrantów zarobkowych, jednak głównie tych, którzy mieli umowy krótkoterminowe. Ci którzy mieli kontrakty długoterminowe i pozwolenie na pobyt stały najczęściej pozostawali za granicą, czekając na lepsze czasy.


W raporcie znalazły się ciekawe z punktu widzenia Polski dane dotyczące emigracji specyficznej grupy zawodowej jaką są lekarze i pracownicy służby zdrowia.

Od początku zeszłego roku z Ukrainy wyjechało do pracy za granicą aż 66 tys. lekarzy i pracowników służby zdrowia. Nic dziwnego, jeśli przyjrzeć się ich zarobkom - ordynatorzy i kadra kierownicza zarabiali miesięcznie średnio 23,5 tys. hrywien, lekarze 9 tys. hrywien, a średni personel medyczny 7,5 tys. hrywien, czyli odpowiednio ok. 3300 zł, 1300 zł i 1100 zł.

W dodatku nad Dnieprem kompletnie pogubiono się w zarządzaniu zasobami pracy w tej grupie zawodowej. Pracownicy służby zdrowia są jedną z liczniejszych grup zawodowych wśród zarejestrowanych bezrobotnych - w zeszłym roku stanowili 6,4 proc. ogółu osób pozostających bez pracy i było ich już 28,4 tys. wobec 17 tys. w 2019 r. Paradoks polega na tym, że równocześnie według stanu na 1 listopada 2020 r. liczba wakatów w służbie zdrowia wynosiła 27,7 tys. Przy tym równolegle trwa zapoczątkowana kilka lat temu w ramach "reformy służby zdrowia" masowa likwidacja placówek medycznych i związane z tym masowe zwolnienia personelu medycznego. Jak zauważają analitycy Centrum Razumkowa aż 29 proc. osób, które uprzedzono o zbliżających się zwolnieniach grupowych stanowili medycy i pracownicy służb socjalnych.

To wszystko oznacza, że Ukraina może liczyć nie tyle na powstrzymanie procesu migracji zarobkowej medyków, ale raczej na wzmocnienie niekorzystnego trendu.

Przelewy wciąż duże

O ile więc na powroty z emigracji, ani na powstrzymanie jej tempa ukraiński rząd nie ma raczej większych szans, o tyle wciąż może liczyć na solidny zastrzyk waluty przysyłanej przez pracujących za granicą.

W 2020 r. emigranci zarobkowi przysłali na Ukrainę 12,1 mld dolarów. Ok. 26,6 proc. tej kwoty - 3,2 mld dolarów - stanowiły przekazy z Polski, i było to aż dwa i pół razy więcej niż łączne przelewy z krajów Wspólnoty Niepodległych Państw - 10 proc., 1,2 mld dolarów, i trzykrotnie więcej niż z przez lata stanowiącej największy rynek pracy dla Ukraińców Rosji - 8,8 proc., 1,1 mld dolarów. Z Czech napłynęło nad Dniepr 800 mln dolarów, co stanowiło 6,9 proc. łącznej kwoty, a z Niemiec 500 mln dolarów, czyli 4,2 proc.

Ukraiński bank centralny przewiduje, że w tym roku kwota przelewów wzrośnie o 8,6 proc. i sięgnie 13,2 mld dolarów. Jednak, jak zaznaczają w NBU, ocena ta może ulec zmianie z uwzględnieniem aktualnych informacji o wzroście poziomu zachorowalności na COVID-19 na Ukrainie i za granicą, i związanych z tym ograniczeń przeciwepidemicznych.

Michał Kozak

Dziennikarz ekonomiczny, korespondent Obserwatora Finansowego na Ukrainie

***

Obserwator Finansowy
Dowiedz się więcej na temat: Ukraina | emigranci | praca za granicą
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »