Czy Wschód czeka na polskie kontakty, handel i inwestycje?

Białoruś - to kierunek mocno promowany przez rząd. A co dalej z obecnością na Ukrainie i w Rosji?

Październikowa wizyta Mateusza Morawieckiego owocowała obietnicami udziału w prywatyzacji białoruskich firm. Idzie o listę przedsiębiorstw średnich, ale też - mówił polski wicepremier - "całkiem dużych". Szkoda, że konkretów (jeszcze?) nie ujawniono. W każdym razie wydaje się, że perspektywy tego rodzaju współpracy tym razem akcentowano znacznie mocniej niż w zwyczajowym dyplomatycznym rytuale, z którego częstokroć niewiele wynika.

Kto tu kogo łowi?

Podpisano memoranda między polskim i białoruskim biznesem m.in. w sprawie modernizacji sieci tramwajowej w Witebsku. Powstanie również Polsko-Białoruskie Centrum IPO (list intencyjny sygnowała GPW). Warszawa będzie uczyć białoruskich przedsiębiorców działania i znaczenia rynku kapitałowego dla finansowania firm. Przy okazji: białoruska prywatyzacja może okazać się też wsparciem dla naszej giełdy; możliwe, że na warszawskim parkiecie zadebiutują firmy z kraju nad Dnieprem.

Reklama

Czego teraz najbardziej potrzebuje od nas Białoruś? Przede wszystkim polskich inwestycji w infrastrukturę.

"Chcemy rozwijać magistrale, które połączą Wschód z Zachodem, Północ z Południem" - napisał Mateusz Morawiecki na łamach białoruskiej gazety "SB. Biełaruś Siegodnia", podsumowując wizytę w Mińsku. Wskazał m.in. na ewentualność wspólnego włączenia się w koncepcję chińskiego Nowego Jedwabnego Szlaku, a także na współpracę lokalną, perspektywę budowy kanału Dniepr-Wisła i ułatwienia w dostępie do polskich portów dla towarów sąsiedniego kraju.

- Rynek białoruski potrzebuje polskich inwestycji, szczególnie kiedy pogarszają się relacje między Białorusią a Rosją - mówił po powrocie ze stolicy naszego sąsiada Tomasz Pisula, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Racja, ale te swary, choć gwałtowne, zawsze dotychczas kończył kompromis albo faktyczna kapitulacja Mińska. A stopień uzależnienia białoruskiej gospodarki (ale też politycznego) pozostaje ogromny.

Z nutą optymizmu

Przypomnijmy: 7 sierpnia 2014 r. Rosja wprowadziła zakaz importu owoców, warzyw, mięsa, drobiu, ryb, mleka nabiału z USA, Unii, Australii, Kanady i Norwegii. Była to odpowiedź Moskwy na sankcje zastosowane przez Zachód wskutek zaangażowania Kremla w konflikt na Ukrainie. Embargo miało obowiązywać do sierpnia 2016 r., w czerwcu tego roku przedłużono je do końca roku 2017 r.

Zaraz po zastosowaniu sankcji eksport naszej żywności spadł o 30 proc. Inne branże - te nieobjęte embargiem - również straciły (ok. 11 proc.). Powodem była tu jednak przede wszystkim pogarszająca się kondycja rosyjskiej gospodarki i finansów tego państwa.

Dziś można mówić o lekkim (faktycznym, bo nie formalnym) ociepleniu we wzajemnych stosunkach gospodarczych. Świeże dane GUS, traktujące o obrotach handlowych, napawają pewnym optymizmem. Dwa lata głębokich spadków eksportu na rynki WNP mamy za sobą.

Po pierwszych sześciu miesiącach 2016 r. widać jego wzrost o 2,4 proc. (do ok. 4,9 mld euro). Sprzedaż polskich towarów na Ukrainę była rdr o 10,9 proc. większa, na Białoruś - o 7,3 proc., a do Rosji - o 0,5 proc. Eksport na te rynki rósł w I półroczu od czterech miesięcy (do Rosji - od kwietnia).

Z perspektywy czasu widać, że skutki represji wobec polskich dostawców nie były aż tak dotkliwe, jak wówczas mogło się wydawać. I nie wszystkie branże miały wielki problem z wymianą handlową. Okazało się też, że wielu naszych przedsiębiorców natychmiast zaczęło szukać nowych rynków zbytu - często z sukcesem. Tym sposobem Moskwa, chcąc nie chcąc, w jakimś stopniu pomogła Polsce w dywersyfikacji eksportowych rynków zbytu.

Na nowych lądach

- Załamanie, które przyszło ze Wschodu, skutkowało poszukiwaniem nowych kierunków ekspansji zagranicznej, takich jak Afryka, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie. I to jest dobra wiadomość - mówił Dionizy Smoleń, lider zespołu ds. sektora publicznego PwC, podczas debaty w ramach tegorocznego Wschodniego Kongresu Gospodarczego w Białymstoku. - Bo trzeba zdywersyfikować eksport zarówno od strony produktowej, jak i kierunków ekspansji. Konieczna jest tu długookresowa strategia. Witold Karczewski, prezes Izby Handlowo-Przemysłowej w Białymstoku i zarazem wiceprezes firmy Contractus, trzeźwo studzi ewentualny entuzjazm: - Musimy zdać sobie sprawę, że w 100 proc. nie da się zastąpić rosyjskiego rynku.

Niepokoi go też, że w Rosji pojawili się nowi gracze, nowi dostawcy. - Nie wiemy, czy po powrocie odzyskamy naszą poprzednią pozycję - zauważył prezes Karczewski.

Zdaniem Wojciecha Dąbrowskiego, prezesa zarządu Edpol Food & Innovation, rosyjskie embargo stanowi dobrą okazję, by szukać szans w pozostałych krajach Wschodu. - Mam na myśli takie państwa, jak Uzbekistan, Tadżykistan czy inne odległe byłe republiki radzieckie. Uważam, że rynki Rosji kiedyś do nas wrócą... Nie mamy wpływu na to, kiedy, ale mentalnie i fizycznie jest nam do Rosjan blisko. To też atut - precyzował szef Edpolu.

- Koszty wejścia na rynki zagraniczne są bardzo duże. Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z MSZ i pomocy ministra spraw zagranicznych. Bez naszych placówek dyplomatycznych, bez specjalistów nie bylibyśmy w stanie skutecznie pojawić się na żadnym rynku - podkreśliła Magdalena Szabłowska, dyrektor wydziału handlu zagranicznego Spółdzielni Mleczarskiej Mlekovita.

Nie ukrywała, że spółdzielnia też miała przykre doświadczenia z rosyjskim embargiem. - Musimy zamykać placówki w Rosji - np. nasz oddział w Kaliningradzie. Ponieśliśmy duże straty, ale szukamy nowych możliwości i korzystamy z ambasad, doświadczeń PAIiIZ-u, by rozwijać eksport w innych kierunkach - dodała.

Podlasie, czyli forpoczta

To nie komunały i dobre samopoczucie: potencjał eksportowy Polski Wschodniej realnie jest większy, niż wynikałoby to ze statystyk.

- Jesteśmy województwem rolniczo-przemysłowym, podstawą pozostaje rolnictwo i przemysł rolno-spożywczy. Największy wolumen pieniężny w eksporcie tworzą mleczarnie. Produkujemy i przetwarzamy 25 proc. mleka w Polsce. Rozwijają się jednak i inne branże. SaMASZ to w dziedzinie kosiarek jedna z największych firm europejskich... Maszyny rolnicze stały się specjalizacją naszego województwa. Inna branża, którą warto się chwalić, to przemysł drzewny i meblowy, w tym meble metalowe, a także budownictwo i produkcja łodzi - wyliczał Witold Karczewski. Notabene: zapaść w sprzedaży na rynki Rosji i Białorusi nastąpiła w 2015 r., ale w bieżącym roku SaMASZ po 8 miesiącach odnotował sprzedaż do Rosji o 80 proc. większą niż za cały ub.r.

- Na Podlasiu jest sporo firm rozwojowych w branżach maszyn rolniczych i komunalnych maszyn transportowych. Po stratach na rynkach wschodnich, postanowiliśmy wejść na rynek amerykański. Udało się - i dlatego budujemy nową fabrykę z perspektywami podwojenia produkcji za 5-7 lat - opowiadał z satysfakcją Antoni Stolarski, prezes SaMASZ-u, wskazując też, że spadek sprzedaży na rynkach wschodnich nie był bezpośrednim skutkiem sankcji (maszyny rolnicze nie są nim objęte), lecz dewaluacji walut wschodnich.

Także Katarzyna Rutkowska, prezes zarządu firmy AC, dostarczającej rozwiązań do samochodowych systemów LPG/CNG, mówi, że - mimo deprecjacji walut lokalnych - sprzedaż AC na rynki wschodnie wzrosła. Potencjalnie atrakcyjne są tu Kazachstan i Uzbekistan. AC rozwija też działalności w Ameryce Południowej (spółka w Peru, obecność w Brazylii, Meksyku i w Argentynie).

- To bardzo trudne rynki - każdy ze swoimi problemami politycznymi. Argentyna na przykład po wyborach w ub.r. zaczyna się powoli budzić, ale duże problemy gospodarcze wciąż są przeszkodą. Kurs peso mocno się zmienił w stosunku do regulowanego kursu rządowego, który widzieliśmy jeszcze rok temu; inflacja tkwi na poziomie 30-40 proc. rocznie. Z takimi warunkami przychodzi nam się mierzyć, jeśli chcemy być obecni nie tylko w Polsce czy w najbliższych nam krajach UE - opowiadała Katarzyna Rutkowska.

Na rynkach Rosji, Białorusi i Ukrainy zwiększyć możemy przede wszystkim eksport maszyn i urządzeń. Ale też - przyznają eksperci - bez produktów rolno-spożywczych na spektakularne wzrosty w eksporcie tymczasem nie ma co liczyć.

Fakt, wschodnie obszary Polski, w tym Podlasie, z natury rzeczy, najmocniej są zainteresowane wschodnimi rynkami zbytu. Do intensyfikacji eksportu i inwestycyjnej obecności na obcych rynkach potrzeba jednak także lepszego wsparcia państwa i współpracy samych firm. Z jednej strony region potrzebuje ludzi, bo brakuje już na przykład pracowników w specjalnej strefie ekonomicznej w Suwałkach (trzeba zatrudniać Ukraińców), a z drugiej - nie potrafi ich zatrzymać... Podlaskie w ogóle nie ma za dużo ludności, a to niekorzystnie wpływa też na dostęp do środków unijnych (algorytm podziału zależny od liczby ludności) i - w konsekwencji - m.in. na rozwój infrastruktury drogowej i kolejowej. Rządowe plany zakładają tu znaczną poprawę.

W Polsce Zachodniej eksport wydaje się niejako naturalny, bo tam wiele inwestycji ulokowały firmy zagraniczne. Żeby rozwijać eksport do bliższych i dalszych sąsiadów, Polska Wschodnia potrzebuje wsparcia... Ale, oczywiście, raczej realnej wędki, a nie spektakularnych, choć pozorowanych ruchów.

Katarzyna Walterska

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Dowiedz się więcej na temat: Białoruś | embargo na żywność | embargo | Ukraina
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »