Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Jaka przyszłość czeka surowce?

Jaki wpływ na nasze życie mają surowce? Czy cena baryłki ropy naftowej w Szanghaju sprawi, że przesiądziesz się na rower? Jak kwestia biopaliw wpływa na wartość cukru w twojej kawie? Rok po rekordzie ceny ropy bierzemy pod lupę światowe rynki surowcowe i podpowiadamy jak na nich zarabiać.

Wszystko o zarabianiu na surowcach

Idea inwestowania w surowce w przyjaznej dla drobnego inwestora formie pojawiła się na początku lat 70. XX wieku. Wówczas świat ogarnął kryzys naftowy, co doprowadziło do spektakularnej, wzrostowej dynamiki cen, głównie ropy naftowej. Wielu graczy w tym czasie chciało zacząć zarabiać na wzrostach, nie mając dostępu do platform wydobywczych, a w przypadku innych surowców, do kopalń. Kluczem do surowcowej rewolucji na rynkach finansowych okazało się ułatwienie dostępu poprzez instrumenty pochodne. Nabywca tego instrumentu nie widzi oczywiście tego, co kupuje, a już tym bardziej nie musi spodziewać się dostawy na przykład 100 ton kakao pod własne drzwi.

Inwestowanie w surowce nie jest grą z piekła rodem.
Inwestowanie w surowce nie jest grą z piekła rodem. /AFP

Nowa klasa inwestycji

W latach 70. rynki finansowe oszalały na punkcie instrumentów pochodnych, z których szczególnie wyróżniły się tzw. kontrakty opcyjne. Opracowano wówczas model, który w zadowalającym stopniu wyceniał te skomplikowane instrumenty, zatem inwestorzy uzyskali lepszy sposób rynkowej "komunikacji". Model ten zresztą do dziś funkcjonuje pod nazwą Blacka - Schollesa - Mertona.

Początkowo na rynku surowców "bawili" się głównie specjaliści z kręgów finansowych elit, którzy jako pierwsi zaznajomili się z matematyką na poziomie inżynierii rakietowej, a także najbogatsi inwestorzy, których stać było na wynajęcie człowieka, który rozumiał zasady gry na nowych wówczas rynkach.

Z upływem czasu jednak dostęp do nich uzyskali również drobni ciułacze, a banki i wiele innych finansowych firm dysponuje obecnie niespotykanym wcześniej arsenałem produktów, które pozwalają przeciętnemu Kowalskiemu zarabiać na surowcach.

W ten sposób szerokie grono inwestorów uzyskało nowy sposób pomnażania swojego majątku, lecz, co najważniejsze, uzyskało też instrumenty, których ceny poruszają się odmiennie niż ceny akcji czy obligacji. Dlaczego to jest tak istotne?

Złota zasada inwestowania

Tu kłania się idea umiejętnego konstruowania inwestycyjnego portfela, w myśl zasady, by nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka. Zdarzają się bowiem sytuacje, w których jakaś zła informacja, dotycząca na przykład finansów publicznych w danym kraju, doprowadza do ucieczki inwestorów z giełdy akcji bez względu na to, udziałowcami której konkretnej spółki są w danej chwili. Co to oznacza?

Wszystkie akcje tanieją wówczas w porównywalnym stopniu, a w tej "niechcianej masie" znajdują się spółki zarówno oceniane negatywnie, jak i te cieszące się większą sympatią giełdowych graczy. Oczywiście zależność ta nie jest idealna, lecz uznać można, że dobra dywersyfikacja, czyli rozłożenie ryzyka inwestycyjnego w zakresie wyłącznie akcji, nie jest realna.

Potrzebne są również inne instrumenty finansowe.

Ceny surowców w bardzo długich okresach kształtowały się niemal w idealnym odizolowaniu od ruchów cen akcji, a jeżeli jakaś zależność się pojawiała, to była ona negatywna, co powodowało, że wzrostom cen akcji towarzyszyły spadki cen surowców i odwrotnie.

Przy takim zjawisku inwestorzy, kierujący się tzw. nowoczesną teorią portfelową, byli wniebowzięci. W ogólnej skali zależność ta była jednak niewielka, co statystyk określi jako zerową korelację. Ta nikła zależność jest podstawowym kryterium wyizolowania z szerokiego spektrum inwestycji tych o alternatywnym charakterze. Jeżeli uznamy, że tradycyjne rynki to akcje, obligacje lub fundusze inwestycyjne alokujące swoje aktywa w te dwa rodzaje instrumentów, to po drugiej stronie, jako alternatywne, umieszczamy m.in. surowce, waluty, fundusze typu hedge, a nawet inwestycje w sztukę.

Zestaw jest jeszcze szerszy, jednak dość często pojęcie inwestycji alternatywnych, z konieczności, stosowane jest umownie, by jakoś je wyróżnić od tradycyjnych. Jest tak, ponieważ na podstawie badania względem rynków tradycyjnych, nie ma podstaw do uznania niezależności ruchów cen między nimi.

Dotyczyć to może na przykład produktu strukturyzowanego z niewielką gwarancją kapitału, który zarabia właśnie na rynku akcyjnym. W celu jednak wyróżnienia tego typu produktu określa się go jako inwestycję alternatywną.

Surowce są inwestycjami alternatywnymi, bez względu na to, czy posługujemy się kryterium teoretycznym (przez pryzmat niskiej korelacji), czy umownym, o którym przed chwilą była mowa.

Kto upuścił śnieżną kulę?

Uważny obserwator zauważy jednak, że wiele "właściwych" inwestycji alternatywnych, czyli tych z bliską zera korelacją, podczas zapaści w 2008 roku generowała straty w porównywalnym stopniu co rynki tradycyjne. Stoi za tym wyjątkowy w dziejach okres, którego jesteśmy obecnie świadkami.

Panika, wywołana na rynkach w związku z zapaścią na rynku nieruchomości w Stanach Zjednoczonych, sprowadzała z porównywalną siłą ceny zarówno akcji, jak i surowców (oraz wielu innych instrumentów).

Jest to tzw. ryzyko systematyczne, którego skala nie była nigdy wcześniej spotykana. Najistotniejsze było jednak to, że przez pierwszą połowę 2008 roku inwestorzy wierzyli, że cena na przykład ropy jest całkowicie odizolowana od czynników, które w tym samym czasie determinowały ceny akcji.

Gdy te drugie taniały, za "czarne złoto" trzeba było płacić coraz więcej, aż do rekordowych 147 USD za baryłkę w lipcu ubiegłego roku.

Sprawdź notowania surowców

W drugiej połowie 2008 r. uczestnicy rynku pojęli jednak, że tak wysoka cena nie ma żadnych podstaw. W tym samym czasie wielu potężnych instytucjonalnych inwestorów, w związku z negatywnym sentymentem swoich klientów, zmuszonych było do błyskawicznego uciekania z rynków, m.in. surowców.

Efekt kuli śniegowej z tego wynikający sprowadził ceny wielu z nich o ponad 70 proc. niżej. W efekcie na początku 2009 roku za baryłkę ropy płacono 34 USD - w lutym br. Zmienność cen na rynkach surowców rosła szczególnie wyraźnie w ostatniej dekadzie, gdy coraz częściej do gry przyłączali się najdrobniejsi i najmniej doświadczeni inwestorzy.

Gdy zaczęło się ich zbierać coraz więcej, okazało się, że dysponują potężną siłą. Oczywiście nie porozumiewają się oni między sobą w zakresie decyzji rynkowych. Trudno ponadto uznać ich zachowania za przewidywalne. Nie dysponują oni bowiem odpowiednim przygotowaniem do przetrwania niektórych tąpnięć na rynkach, które skutecznie mogą przyspieszyć tempo bicia serca.

W związku z tym ich euforia względem "medialnego tematu", obejmującego w zeszłym roku na przykład ropę, w dużej mierze przyczyniła się do tego, że płacono za nią niemal 150 USD za baryłkę.

Gdy ci drobni powiedzieli "dość", cena zaczęła się osuwać. Gdy spadki zostały zainicjowane, chęć zrealizowania zysków podjęła kolejna rzesza spekulantów, a później z rynku uciekały instytucje, którym groziło widmo bankructwa. Efekt jest już nam dziś znany?

Bardzo cenna lekcja

Inwestowanie w surowce nie jest jednak grą z piekła rodem. Potwierdzą to z pewnością inwestorzy, którzy zarabiali na spadkach cen w drugiej połowie 2008 roku. Bez względu jednak na to, kto ma jakie odczucia, wydarzenia z 2008 roku traktować możemy jako bardzo cenną lekcję.

Jej podstawowym przesłaniem jest to, że kwestie ryzyka i powiązanego z nim potencjalnego zysku nie są jedynie pustymi zapisami, żywcem ściągniętymi z podręczników ekonomii. W niniejszym materiale przedstawimy obecny stan tej ciekawej klasy inwestycji i spróbujemy nakreślić czynniki, które determinować będą ceny wybranych surowców w przyszłości. W pierwszej kolejności warto jednak opisać najpopularniejszy surowiec na świecie.

Redakcja serwisu InwestycjeAlternatywne.pl

W raporcie wykorzystano również publikacje analityczne New World Alternative Investments

Źródło informacji: Inwestycje Alternatywne

Więcej o:
idea,
instrumenty,
surowce,
inwestorzy

Dodatki

Aktualności



Informacje dodatkowe