Cichanouska: Świat nie może o nas zapomnieć!

Ponownie wzywamy liderów Unii, USA, Kanady i innych krajów: jeszcze raz zwróćcie uwagę na sytuację w Białorusi, pomóżcie społeczeństwu białoruskiemu przetrzymać to, co się dzieje - mówi Interii Swiatłana Cichanouska, była kandydatka w wyborach prezydenckich na Białorusi.

Bartosz Bednarz, Interia: Nadzieja w białoruskim narodzie nie umarła?

Swiatłana Cichanouska, b. kandydatka w wyborach prezydenckich na Białorusi: - Nie. Nadzieja nie umarła, nigdy nie umierała i jestem przekonana, że wszystko się - dobrze skończy. Ona coraz bardziej ukorzenia się w narodzie. Oczywiście, wielu, również ja, miało nadzieje na szybsze zwycięstwo. Ale jesteśmy zwykłymi ludźmi, nie mamy jak odpowiedzieć na taką przemoc ze strony władzy. To wszystko okazało się o wiele bardziej skomplikowane, ale przetrwamy.

Reklama

Ludzie nie są zmęczeni?

- Trochę na pewno. Tyle osób siedzi w więzieniu... Ale, co mamy robić? Odpoczniemy i pójdziemy dalej.

Wiadomo, ile osób obecnie jest w areszcie, w więzieniu, w szpitalach po strajkach?

- Na dzisiaj mamy 169 więźniów politycznych, w więzieniu przebywa około 1000 osób oskarżonych o przestępstwo, a zatrzymanych od początku protestów, 9 sierpnia, było około 30 tys. Białorusinów. Część została wypuszczona, bardzo dużo ludzi zostało pobitych.

W tym m.in. Maria Kolesnikowa, która wciąż jeszcze jest przetrzymywana w areszcie.

- Maria Kolesnikowa, Maksim Znak i mój ukochany mąż Sergiej Cichanouski. I wielu innych ludzi.

Ciężko o tym mówić, mogę sobie jedynie wyobrazić, co przeżywacie. Do tego dochodzi cała grupa ludzi, która wyjechała z Białorusi po wyborach. Wiadomo, ilu Białorusinów opuściło kraj?

- Takich danych nie mam, część osób wyjechała samodzielnie, nikomu nic nie mówiąc, część potrzebowała pomocy. Nie wiem dokładnie, ile osób opuściło kraj, ale myślę, że bardzo dużo, nawet setki tysięcy. Trzeba będzie spróbować to oszacować.

Białoruś szykuje się do Świąt Bożego Narodzenia.

- Święta zaczynają się 7 stycznia.

Tym razem to będzie smutne Boże Narodzenie?

- I Nowy Rok był trudnym świętem. Powinno się cieszyć z nadejścia nowego roku, ale jak się cieszyć, kiedy przyjaciele, członkowie rodziny siedzą w więzieniu, byli okaleczeni albo zatrzymani, wyszli z tego z fizycznymi i psychicznymi urazami? To bardzo trudna sytuacja.

Oglądała pani noworoczne orędzie prezydenta Alaksandra Łukaszenki?

- Nie.

Ale wie pani, jakie słowa tam padły? Jeśli nie ja przybliżę.

- Musi mi pan powiedzieć.

Łukaszenka podkreślił, że miniony rok był osobliwym. Jednocześnie zachęcał Białorusinów do odpowiedzi na odwieczne pytania: "kim ?", "co będzie z nimiich dziećmi?", "dokąd zmierzają?" i "czego chcą"? Dokąd zmierza białoruski naród, czego chce?

- Naród białoruski chce wolności, wolności od dyktatury, od reżimu, wolności na ulicach, by nieważne z jakimi hasłami lub flagami się wychodzi, nie być narażonym na więzienie za swoje poglądy. Wolności myśli, wolności słowa. Oto, czego chcą ludzie. My zapomnieliśmy przez ostatnich 26 lat, że mamy prawo mówić, łączyć się solidarnie w grupy, jeśli będzie taka potrzeba.

"Wielu chce wrócić do Białorusi, jaką była rok temu, ale wracać do przeszłości nie będziemy". To znów prezydent Łukaszenka. Jak rozumie pani te słowa?

- Rozszyfrować słowa Łukaszenki to oddzielna nauka. Kiedyś powiedział, że trzeba przełożyć stronę książki i rozpocząć wszystko od początku. Już kiedyś mówiłam: nie wiem jaką książkę on czyta, gdzie tak po prostu można przełożyć stronę, gdy mamy zabitych, ofiary gwałtów, okaleczonych i iść z czystym sumieniem dalej. Jego książka różni się od książki Białorusinów.

Dwa światy. Ale "wracać do przeszłości nie będziemy" - to groźba czy próba rozpoczęcia rozmów z opozycją, żeby zrobić krok naprzód? Taki scenariusz bierze pani w ogóle pod uwagę?

- W rzeczywistości nie wiem, jak można rozszyfrować jego słowa, bo one się do tego nie nadają. Po prostu sam sobie coś napisał, sam sobie to przeczytał. Nie warto na to tracić czas.

Czy protesty na Białorusi trochę nie przygasły?

- Oczywiście, że nie. Te protesty są w głowie. Trzeba będzie wyjść na ulice - wszyscy znowu wyjdą. Trzeba będzie walczyć inaczej - zaczniemy walczyć inaczej. Protestem jest to, co myślisz, co czujesz. A wyrażać się on może naprawdę na wiele sposobów.

Najważniejsze, co wielokrotnie było już podkreślane, że to pokojowa rewolucja. Podtrzymuje pani, że jest ona wciąż możliwa?

- Tak.

Jeśli będzie taka potrzeba, w 2021 r. ludzie znowu tłumniej wyjdą na ulice, żeby pokazać Łukaszence, że chcą wolności, że nie chcą właśnie jego jako prezydenta?

- Nie do końca, bo on nie pełni funkcji prezydenta. To pseudo-funkcja. On dla Białorusi już jest byłym prezydentem.

Jak długo można jeszcze tak funkcjonować? Pani wyjechała za granicę, Kolesnikowa jest w areszcie, pani mąż w więzieniu, ludzie na ulicach, wieczorami boją się, czy nie przyjdzie do nich do domu OMON. Jak długo można tak żyć?

- To nie życie, to walka. Ile jeszcze można? Tyle, ile trzeba będzie. Dopóki nie naciśniemy, dopóki nie zaczną się rozmowy, o które od tak dawna zabiegamy. To konieczne, by polityczny kryzys się nie pogłębiał. My tego żądamy, krzyczymy o tym, prosimy. Sam pan widzi, co się dzieje.

Jest pani  teraz w Wilnie. Nie planuje pani przeprowadzki do Polski? W Warszawie powstał Dom Białoruski.

- Nie widzę w tym większego sensu. Tutaj moje dzieci chodzą do szkoły, do przedszkola. Nieważne, gdzie się znajdujesz fizycznie, ważne, gdzie są twoje myśli i dusza, a one są na Białorusi. Jeśli nie będzie konieczności przeprowadzki, to nie planuję.

A są jakieś plany, żeby ten Białoruski Dom w Warszawie rozwijać?

- W Warszawie obecnie znajduje się Rada Koordynacyjna - to też organ przedstawicielski Białorusi. I białoruska diaspora jest bardzo duża, wielu ludzi tam wyjeżdża. Białoruski Dom będzie się rozwiać tak czy inaczej.

Jakie są scenariusze rozwoju sytuacji na Białorusi?

- Scenariuszy może być tysiące. Nie możemy przewidzieć, co się wydarzy. Wiemy, że trzeba naciskać na władzę w kraju i ludzie to robią. Również liderzy innych krajów wspierają Białorusinów w walce o demokrację. To nie ingerencja - podkreślę jeszcze raz - w wewnętrzne sprawy kraju, a tylko wsparcie narodu, wsparcie praw człowieka, które w tak bezwzględny sposób są na Białorusi naruszane. Ponownie wzywamy wszystkich liderów UE, USA, Kanady i innych krajów: jeszcze raz zwróćcie uwagę na sytuację w Białorusi, pomóżcie społeczeństwu białoruskiemu przetrzymać to, co się dzieje. Ten reżim nie boi się podejmować wobec Białorusinów nawet najbardziej podłych działań. Z drugiej strony, trzeba wszelkimi sposobami pozbawić wsparcia Łukaszenkę i jego otoczenie powiązane z torturami i przemocą w kraju.

Podczas naszej ostatniej rozmowy mówiła pani, że dla Białorusi dzisiaj jest tylko jedna droga: to wybory na normalnych warunkach, gdzie wszyscy kandydaci konkurowaliby na tych samych warunkach. Ale nowych wyborów nie było. Czy musi się pani i cała opozycja obecnie mierzyć z nowym problemem - słowami, że opozycja w Białorusi przegrała, że nic więcej nie można zrobić?

- Ja wokół siebie takich słów nie słyszę. Po pierwsze my nie jesteśmy opozycją - jesteśmy białoruskim narodem, jesteśmy w większości. Z przyzwyczajenia nazywacie nas opozycją. To, że z tamtej strony jest tylko przemoc i nie ma żadnego wsparcia dla Białorusinów, to oczywiste. Nie można powiedzieć, że opozycja przegrała. Wydawało nam się, że szybciej zwyciężymy, ale tak się nie stało. Co mamy robić? Poddać się? Ja się nie poddam dopóki będzie chociaż jeden zatrzymany w więzieniu. Wycofać się nie można, musimy iść naprzód.

Miałem wrażenie, że zachodni liderzy też oczekiwali, że sukces uda się osiągnąć szybciej. Za nami 4-5 miesięcy protestów na Białorusi.

- Walka w Polsce o wolność trwała dłużej. A tutaj mamy 5-6 miesięcy. Mówi pan, że europejscy liderzy tak twierdzą, chociaż ja nie słyszałam takich słów. Może jednak oni sami powinni trochę mocniej naciskać w naszej sprawie?

Europejscy liderzy tak nie mówili, ale miałem wrażenie, że Europa miała nadzieję, że te zmiany nastąpią szybciej.

- Sami Białorusini chcieliby, żeby to stało się szybciej. Dlatego nawołujemy do bardziej zdecydowanych działań w nowym roku.

Kontaktowała się pani z rosyjskimi liderami?

- Nie, nie było żadnych oficjalnych kontaktów.

A według pani Putin dopuszcza scenariusz, że Łukaszenka traci władzę?

- Myślę, że nikt tam już nie wspiera Łukaszenki. Tworzy się tylko wrażenie, że tak jest, ale rzeczywistego wsparcia już dawno nie ma.

Powiedziała pani, że pół roku to mało w przypadku takich zmian. Czy możliwe, że wprowadzenie demokratycznych przemian zajmie nawet kilka lat?

- Nie, na pewno nie. Wierzę, że wszystko rozwiąże się w ciągu najbliższych miesięcy.

Jeszcze w 2021 roku?

- Tak. Myśli pan, że świat demokratyczny może znosić dyktatora jeszcze kilka lat? Nie chcę o nim mówić, ale on jest politycznym bankrutem. Nie ma poparcia nigdzie, wszyscy już są nim zmęczeni i obecnie praktycznie cały świat popiera Białorusinów, a nie dyktaturę. Nie sądzi pan chyba, że świat nie może wywrzeć wystarczającej presji, by zmusić dyktaturę do wycofania się z centrum Europy. Wierzę, że wspólnie nam się to uda.

Politycznie jesteście gotowi dla przedterminowych wyborów?

- A co znaczy przedterminowe?

Powiedzmy, za kilka miesięcy.

- Oczywiście, w przeprowadzeniu nowych wyborów nie ma nic skomplikowanego. Trzeba było to zrobić od razu po tamtych. Jeśli władza chciała udowodnić, że wybory nie były sfałszowane, to jakim problemem było przeprowadzenie ich ponownie? To kosztowałoby Białoruś znacząco mniej niż płacenie OMON-owi za bicie własnych obywateli.

Kto powinien zostać kandydatem opozycji?

- To już prawo i decyzja każdego obywatela, każdego lidera.

Pani będzie kandydować?

- Nie planuję.

Czego mogę życzyć pani w 2021 r.?

- Zwycięstwa. Życzcie nam zwycięstwa.

Rozmawiał Bartosz Bednarz

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Białoruś
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »