Polska w paliwowej czołówce świata

"Bo to, co nas podnieca, to seks i pełna kasa" - śpiewała niegdyś Maryla Rodowicz. Dzisiaj zaśpiewałaby raczej, że to, co nas oburza, to drogi bak i pusta kieszeń - napisał w newsletterze Businesstoday.pl Krzysztof Adam Kowalczyk, redaktor "Bloomberg Businessweek Polska".

Nasz kraj w światowej czołówce! Numer trzy w rankingu szacownego tygodnika "The Economist": Nic, tylko się cieszyć i puchnąc z dumy, podbijać narodowy bębenek? Nie tym razem niestety. Ranking pokazuje, jak mocno biją nas po kieszeni paliwa. W ciągu roku cena benzyny wzrosła w Polsce o ponad 14 proc. Wyprzedzili nas tylko Włosi (+18 proc.!) i Węgrzy (+17 proc.!).

Choć płacimy za litr (niemal) najmniej w Unii Europejskiej - równowartość 1,77 dol., taniej jest jedynie w Bułgarii (1,68 dol.), to wizyty przy pompie i tak wywołują wściekłość i frustrację. Bo konsument boleśnie odczuwa nie tyle poziom cen, ile jego znaczną zmianę.

Reklama

Z tego właśnie powodu droga benzyna stała się gorącym tematem kampanii prezydenckiej w USA - w kraju, w którym dzięki umiarkowanemu opodatkowaniu za litr paliwa płaci się 93 centy. To równowartość ledwo 2,88 zł, słownie: dwóch złotych osiemdziesięciu ośmiu groszy! Cena, o której moglibyśmy tylko pomarzyć, wścieka Amerykanów, bo w rok wzrosła o 12 proc. Osłabia to szansę na reelekcję Baracka Obamy, którego niemal jedna czwarta mieszkańców kraju wini za drożyznę. Republikanie wytykają mu storpedowanie budowy ropociągu Keystone XL z Kanady, który mógłby ich zdaniem trzymać ceny paliw w USA na smyczy. Argument o tyle chybiony, że w Kanadzie też podrożało, choć "tylko" o 10 proc. Niemniej administracja Obamy pewnie zrobi teraz wiele, by do listopadowego głosowania wizja galonu benzyny za 4 dol. nie spędzała snu z powiek wyborcom.

Także w Polsce jest już podkład pod polityczne rozgrywki pod pompą. W sobotę kierowcy z kilkunastu miast skrzyknęli się do protestu i nękali obsługę stacji, tankując za złocisza czy dwa. O dziwo, tematu jeszcze nie podchwyciła opozycja. Może dlatego, że zajęta jest wiekiem emerytalnym, a może dlatego, że przywódca głównej partii opozycyjnej nie ma prawa jazdy...

Gdyby nie umacniający się złoty, wzrost cen w tym roku byłby jeszcze większy i litr benzyny dawno przeskoczyłby 6 zł, kolejną z symbolicznych granic bólu. I na stacjach byłoby naprawdę gorąco. Bo paliwo to towar wybuchowy - także w przenośni. Jak żadne inne te ceny eksponowane są przy każdej większej drodze i dlatego jak żadne inne działają na wyobraźnię. Dlatego choć drożyzna bije w nas także z innych kierunków, nikt nie skrzykuje się na Facebooku, by protestować przeciwko skokowi cen nośników energii dostarczanych do mieszkań (+6,8 proc. rok do roku) czy kosztów edukacji (+5,1 proc.). - Bo to, co nas podnieca, to seks i pełna kasa - śpiewała niegdyś Maryla Rodowicz. Dzisiaj zaśpiewałaby raczej, że to, co nas oburza, to drogi bak i pusta kieszeń.

Opr. KM

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: benzyna | ceny paliw | świata | czołówka | 'Kasa' | Polskie
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »