Choć państwo uwzględnia okres wychowywania dzieci przy obliczaniu emerytury, robi to tylko do określonego limitu, po którym zasady stają się wyraźnie mniej korzystne. W efekcie kobiety wychowujące więcej dzieci lub dłużej korzystające z urlopu wychowawczego mogą realnie tracić na wysokości przyszłego świadczenia. Jest apel o zmiany.
- Jestem w takiej sytuacji jako mama trójki dzieci i od lat śledzę zmiany przepisów emerytalnych - zarówno dla siebie, jak i dla wielu podobnych mi kobiet. Za kilkanaście dni kończę 60 lat. Nadal jestem aktywna zawodowo, ale zamierzam wystąpić z wnioskiem o zmianę przepisów w zakresie uwzględniania okresów urlopu wychowawczego do emerytury. Występuję jako osoba fizyczna, którą dotyka niesprawiedliwość systemu, ale problem dotyczy większej grupy. Dlatego chcę zwrócić uwagę i apeluję do minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk o to, by przyjrzeć się przepisom i mam nadzieję je zmienić - mówi Interii Izabela Leśniewska, doradca podatkowy, członek Zespołu ds. Ubezpieczeń przy Rzeczniku MŚP.
Po 6 latach państwo zmienia zasady. Skąd bierze się niższa emerytura?
Jak dodaje, pracuje zawodowo od 1989 roku i równocześnie wychowywała trójkę dzieci - korzystała z urlopów wychowawczych. Po reformie z 1999 roku zarówno okres macierzyńskiego, jak i wychowawczego były traktowane jako okresy nieskładkowe, co było z gruntu niesprawiedliwe. Później zmieniono przepisy i macierzyński został uznany za okres składkowy, z finansowaniem składek z budżetu.
- W praktyce oznacza to, że problem kwalifikacji urlopu macierzyńskiego jako okresu nieskładkowego został rozwiązany. Natomiast zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku urlopu wychowawczego - i to zarówno na "starych", jak i "nowych" zasadach. Tu zasadniczy mechanizm pozostał taki sam. Przepisy wprost wskazują, że do kapitału emerytalnego można w pełni uwzględnić maksymalnie 6 lat urlopu wychowawczego - niezależnie od liczby dzieci - tłumaczy.
Na czym polega problem? Za te pierwsze 6 lat stosowany jest korzystniejszy przelicznik stażu emerytalnego - współczynnik 1,3. Oznacza to, że ten okres jest relatywnie dobrze uwzględniany przy obliczaniu świadczenia. Natomiast każdy kolejny rok ponad ten limit - jeśli ktoś faktycznie korzystał z urlopu wychowawczego dłużej - jest już liczony jako okres nieskładkowy z dużo niższym przelicznikiem, na poziomie 0,7. W praktyce oznacza to bardzo wyraźne "ucięcie" - po osiągnięciu łącznie 6 lat następuje przejście z korzystnego współczynnika 1,3 na zdecydowanie mniej korzystny 0,7. I to bez względu na to, z czego wynikała długość urlopu wychowawczego.
- To mechanizm niesprawiedliwy wobec matek, które mają więcej niż dwoje dzieci oraz mam wychowujących dzieci z niepełnosprawnością. Można to zobrazować na konkretnych przykładach. Mama dwójki zdrowych dzieci najczęściej zmieści się w limicie 6 lat, bo wykorzysta np. po 3 lata na każde dziecko i cały ten okres będzie liczony ze współczynnikiem 1,3. Natomiast w przypadku większej liczby dzieci albo szczególnych sytuacjach życiowych ten limit przestaje mieć sens. Jeżeli mam więcej dzieci i faktycznie korzystam z urlopów wychowawczych dłużej, to nadwyżka ponad 6 lat jest już "karana" niższym przelicznikiem - uważa Leśniewska.
I tłumaczy, że dotyczy to także sytuacji szczególnych - np. gdy jedno z dzieci jest niepełnosprawne, bo przepisy dopuszczają wtedy znacznie dłuższy okres korzystania z urlopu wychowawczego do 6 lat na niepełnosprawne dziecko. W praktyce może to oznaczać np. 3 lata na jedno zdrowe dziecko i 6 lat na niepełnosprawne, czyli łącznie 9 lat, ale z punktu widzenia przelicznika wygląda to tak: pierwsze 6 lat jest liczone ze współczynnikiem 1,3, a kolejne już tylko 0,7.
Urlop wychowawczy różnie liczony. Apel o zmiany
- W mojej sytuacji - jako mamy trójki zdrowych dzieci - mechanizm jest analogiczny. Korzystałam z urlopu wychowawczego na każde dziecko, ale w pełni uwzględnionych zostanie wyłącznie 6 lat. Pozostały okres, choć faktycznie poświęcony na wychowanie dzieci, będzie liczony mniej korzystnie. I na tym polega zasadniczy problem. System z jednej strony dopuszcza dłuższe korzystanie z urlopu wychowawczego, ale z drugiej strony nie zapewnia spójnego, proporcjonalnego sposobu jego rozliczania emerytalnego. Po przekroczeniu 6 lat następuje automatyczne pogorszenie warunków. Dlatego mój postulat jest bardzo prosty: jeżeli prawo dopuszcza korzystanie z urlopu wychowawczego przez dłuższy czas - czy to z uwagi na liczbę dzieci, czy ich sytuację - to cały ten okres powinien być liczony na takich samych zasadach jak pierwsze 6 lat - podkreśla.
- Nie powinno być arbitralnego limitu, po którym zmienia się przelicznik. Każdy rok opieki nad dzieckiem powinien być traktowany w ten sam sposób - podsumowuje.
Co więcej, obecna konstrukcja Mama 4+ tworzy kolejną niesprawiedliwość. Od 1 marca 2019 r. funkcjonuje rodzicielskie świadczenie uzupełniające, o które mogą ubiegać się matki, które zrezygnowały z pracy zawodowej lub w ogóle jej nie podjęły, aby wychować co najmniej czworo dzieci - jego celem jest zapewnienie im niezbędnych środków utrzymania, gdy nie były w stanie wypracować emerytury. W tej sytuacji mają prawo do minimalnej emerytury. W praktyce premiuje osoby, które całkowicie zrezygnowały z pracy zawodowej, ale nie premiuje tych mam, które połączyły wychowanie dzieci z pracą. Jeżeli ktoś nie pracował i wychował co najmniej czworo dzieci, może otrzymać minimalną emeryturę. Natomiast kobiety, które spróbowały łączyć jedno z drugim - pracę zawodową i wychowanie dzieci - często kończą z podobnym świadczeniem, mimo że przez lata odprowadzały składki.
- Powstaje podstawowe pytanie: po co pracowałam, skoro mogłam nie pracować i mieć w praktyce podobne świadczenie, czyli minimalną emeryturę - w takiej sytuacji kobiety, które przez lata łączyły pracę z wychowaniem dzieci, mogą mieć poczucie, że ich wysiłek i odprowadzone składki nie zostały należycie docenione. Dlatego uważam, że także ten temat wymaga poważnej debaty. Dziś, jako członek Zespołu ds. Ubezpieczeń przy Rzeczniku MŚP, mam narzędzia, żeby ten problem formalnie podnieść - i zamierzam z nich skorzystać.
Dodatkowe kontrowersje od początku budzi inna zasada programu "Mama 4+", bo dyskryminuje mężczyzn. Ojciec poświęcający się wychowaniu dzieci może otrzymać świadczenie tylko w wyjątkowych sytuacjach - gdy matka dzieci zmarła, porzuciła je lub przez długi czas ich nie wychowywała, co w praktyce oznacza, że rozwiązanie jest adresowane do kobiet, a nie obojga rodziców.
Monika Krześniak-Sajewicz














