Reklama

Pomysł rządu Szydło: Zakaz pracy dla emerytów może doprowadzić do krachu FUS

Rząd Beaty Szydło chce powrócić do peerelowskiego zakazu pracy dla emerytów. Skąd taki pomysł? To efekt zakończonego przeglądu emerytalnego.

Zgodnie z rekomendacją ZUS emeryci nie będą mieli możliwości łączenia pobierania świadczenia z pracą zarobkową. Ta niebezpieczna zmiana ukrywa się pod wskazaniem "albo praca, albo emerytura". Taki zakaz obowiązywałby do czasu osiągnięcia podniesionego wieku emerytalnego wynoszącego docelowo 67 lat.

Reklama

- Do tej pory ograniczenia co do dorabiania dotyczyły wyłącznie wcześniejszych emerytów (czyli osób, które przeszły na emeryturę przed osiągnięciem powszechnego wieku emerytalnego). Skoro więc zakaz pracy ma obowiązywać do czasu ukończenia 67. roku życia, to może oznaczać, że planowane przez rząd przywrócenie wcześniej obowiązującego wieku (60 lat dla kobiet, 65 dla mężczyzn) będzie rodzajem wcześniejszej emerytury - zauważa Andrzej Strębski, niezależny ekspert emerytalny.

Co więcej, na osoby, które zechcą skorzystać z obniżenia wieku emerytalnego, czekają inne nieprzyjemne pułapki. ZUS np. zaproponował zapis, żeby pracodawcy nie płacili składek emerytalnych za osoby pobierające już świadczenia. Oznacza to, że raz przyznane świadczenie nigdy - poza przysługującą waloryzacją - nie będzie mogło zostać podniesione z racji dorabiania. - Teraz taki emeryt może wystąpić do ZUS o przeliczenie świadczenia, żeby ten uwzględnił składki wpłacone przez pracodawcę. Dzięki temu rośnie kwota otrzymywana co miesiąc. Zaproponowana zmiana skazuje ludzi na biedę - ostrzega Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ.

Wtóruje jej Andrzej Strębski. - Ten zapis stoi w sprzeczności z polityką rządu mającą na celu oskładkowanie wszystkich dochodów z pracy. Przecież z prostego rachunku wynika, że gdyby pracodawcy nadal odprowadzali składki za pracujących emerytów, wpływy z tego tytułu do FUS byłyby wyższe niż świadczenia przez nich pobierane - zauważa Andrzej Strębski. - A tak do ZUS wpłynie mniej pieniędzy i zwiększy się deficyt FUS - dodaje.

Dla ekspertów zupełnie niezrozumiała jest także zapowiedź, że emerytura będzie mieć wymiar socjalny, a coroczna waloryzacja powinna być zwiększana o część socjalną ustalaną według rozdzielnika. Jakiego? Nie wiadomo.

- Tak naprawdę propozycja rządu oznacza odejście od reformy emerytalnej w 1999 r., która uzależniła wysokość emerytury od zgromadzonego kapitału - wyjaśnia Krzysztof Pater, były minister polityki społecznej.

Ale to nie koniec złych wiadomości. ZUS proponuje, aby prawo do wypłaty świadczenia przysługiwało tylko osobom, które mają za sobą co najmniej 15 lat okresów składkowych w przypadku kobiet lub 20 lat - mężczyzn. I nie będzie to mieć nic wspólnego z emeryturą minimalną.

- W obowiązującym systemie kapitałowym nie było mowy o stażu pracy, lecz wyłącznie o wieku emerytalnym oraz kapitale zgromadzonym na koncie w ZUS. Dzięki temu ubezpieczony może opłacać za siebie wysokie składki w wybranym przez siebie okresie, a w zamian otrzyma wysokie świadczenie na starość. W przyszłości może to być niemożliwe - zauważa Krzysztof Pater.

W efekcie prawo do takiego świadczenia mogą stracić np. maklerzy, pośrednicy, doradcy czy rentierzy.

Bożena Wiktorowska

4 października 2016

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »