Reklama

Sąd Najwyższy strofuje ZUS: Powinien działać na korzyść ubezpieczonych, a nie szukać kruczków prawnych

Organ rentowy powinien działać na korzyść ubezpieczonych, a nie szukać kruczków prawnych, żeby im nie pomóc - stwierdził Sąd Najwyższy.

Wydawałoby się, że po uchwaleniu ustawy z 19 czerwca 2020 r. o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (Dz.U. poz. 1222) kwestia uprawnień emerytalnych kobiet z rocznika 1953 zostanie raz na zawsze uregulowana. O tym, że nie jest tak do końca, pisaliśmy w "DGP" nr 182 z 17 września 2020 r. "Rocznik 1953 potraktowany nierówno".

Reklama

Nieoczekiwanie jednak na kanwie sprawy jednej z takich ubezpieczonych 29 października zapadło orzeczenie Sądu Najwyższego, w uzasadnieniu którego SN dał ZUS wskazówki, jak ma traktować podobne zagadnienia w przyszłości.

Geneza problemu

Sprawa dotyczyła kobiety z rocznika 1953, której organ rentowy ustalił świadczenie po osiągnięciu powszechnego wieku emerytalnego z zastosowaniem zmodyfikowanego 1 stycznia 2013 r. art. 25 ust. 1b ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 53 ze zm.; dalej: ustawa emerytalna). Zgodnie z nim podstawa wymiaru emerytury z tytułu osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego została pomniejszona o kwotę wcześniej wypłaconych świadczeń (tzw. wcześniejszych emerytur), co automatycznie przełożyło się na jej niższą wysokość.

Po uzyskaniu informacji o wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 6 marca 2019 r. (sygn. akt P 20/16) o niezgodności tej regulacji z konstytucją kobieta wystąpiła do ZUS z wnioskiem o ponowne przeliczenie świadczenia.

Problem w tym, że TK analizował sprawę kilka lat i minął czas na występowanie do ZUS z wnioskami o zmianę decyzji. Zgodnie bowiem z kodeksem postępowania administracyjnego (art. 146 k.p.a. w związku z art. 145a k.p.a.) nie można uchylać decyzji, jeśli od jej wydania minęło pięć lat. Tak było w opisywanym przypadku i w związku z tym ZUS odmówił uchylenia decyzji i przeliczenia świadczenia.

Sądowa batalia

Sprawa trafiła do sądu, który uznał odwołanie kobiety za zasadne. Jako podstawę rozstrzygnięcia zastosował art. 114 ust. 1 pkt 1 ustawy emerytalnej. Zgodnie z nim w sprawie zakończonej prawomocną decyzją organ rentowy uchyla ją lub zmienia i ponownie ustala prawo do świadczeń (lub ich wysokość), jeżeli po uprawomocnieniu się decyzji zostaną przedłożone nowe dowody lub ujawniono okoliczności istniejące przed jej wydaniem, które mają wpływ na prawo do świadczeń lub ich wysokość.

Sąd uznał, że przez pojęcie "okoliczności istniejące przed wydaniem decyzji" należy rozumieć również niezgodność z konstytucją danej normy prawnej, która stanowiła podstawę tej decyzji. W takim wypadku (zgodnie z art. 114 ust. 1f) wniosek o ponowne ustalenie wysokości świadczenia można złożyć bez względu na to, ile czasu upłynęło od wydania przez ZUS decyzji.

Odwołanie złożył ZUS. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie wystąpił do SN z pytaniem prawnym, czy art. 114 ust. 1 pkt 1 ustawy emerytalnej może stanowić podstawę wzruszenia prawomocnej decyzji organu rentowego wydanej na podstawie aktu normatywnego uznanego orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego za niezgodny z ustawą zasadniczą? W przypadku odpowiedzi twierdzącej chciał wiedzieć, czy w takim przypadku to jedyny dopuszczalny tryb postępowania czy też konkurencyjny względem przepisów kodeksu postępowania administracyjnego.

Decyzja SN

Sąd Najwyższy co prawda odmówił podjęcia uchwały ze względu na szczególny charakter postępowania w sprawie rozstrzygnięcia zagadnienia prawnego i dezaktualizację problemu prawnego przedstawionego w tej sprawie (w związku z wejściem w życie wspomnianej na początku ustawy z 19 czerwca 2020 r. wykonującej wyrok). Tylko na tle konkretnego przypadku można bowiem rozstrzygać zagadnienia prawne w tym wyjątkowym trybie.

SN uznał, że nie zwalnia to jednak go z konieczności poczynienia pewnych uwag.

- W praworządnym państwie ta sprawa nigdy nie powinna trafić do SN. Ustawodawca powinien respektować orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego (obsadzonego w prawidłowym składzie) i po wyroku zapewnić takie rozwiązania, które umożliwią realizację standardu konstytucyjnego, a w konsekwencji zaspokojenie słusznych praw ubezpieczonych. Organ rentowy w sytuacji gdy takie regulacje jeszcze nie weszły w życie, powinien natomiast zrealizować standard konstytucyjny, a nie szukać kruczków prawnych i wykorzystywać najwygodniejszą podstawę prawną do tego, żeby świadczenia nie przeliczyć. Wówczas byłoby to działanie zgodne z prawem - mówił w ustnych motywach rozstrzygnięcia Dawid Miąsik, sędzia sprawozdawca.

Wskazówki na przyszłość

Sędzia Miąsik zaznaczył, że za każdym razem, gdy po wyroku TK ustawodawca byłby opieszały i nie wykonywał swojego zadania (tj. nie zapewniał stanu zgodnego z konstytucją albo nowelizacją przepisów nie objąłby wszystkich osób objętych skutkami orzeczenia), to właśnie przed sądami stoi zadanie wykonania standardu konstytucyjnego.

Podkreślił, że przepisy kodeksu postępowania administracyjnego w tym zakresie są bezwzględne. Zgodnie z nimi wyrok TK może stanowić podstawę wznowienia postępowania i w konsekwencji uchylenia decyzji tylko wtedy, gdy ubezpieczony zmieści się w terminie pięciu lat od momentu jej wydania. Zdaniem Sądu Najwyższego nie zamyka to jednak sprawy.

Sędzia Miąsik zaznaczył, że jeśli się okazuje, iż jest to niewystarczający termin, sądy i organy powinny szukać (przy opieszałości ustawodawcy) instrumentów, które są już w systemie prawnym i które ten standard konstytucyjny zapewnią. Dlatego zdaniem SN art. 114 ust. 1 pkt 1 w takiej sytuacji może znaleźć zastosowanie.

- Przesłanką wzruszenia decyzji ZUS na tej podstawie nie będzie jednak sam wyrok TK, tylko nowa okoliczność polegająca na nieuwzględnieniu standardu konstytucyjnego, która istniała w dacie wydania pierwotnej decyzji - zaznaczył sędzia Dawid Miąsik.

- Dobrze, że takie orzeczenia zapadają, chociaż wydawałoby się, że ZUS powinien sam dążyć do ograniczania barier przy rozpatrywaniu spraw ubezpieczonych. Ustawowym obowiązkiem m.in. organu rentowego jest przecież działanie na korzyść obywateli w ramach dostępnych narzędzi prawnych. Tylko w ten sposób będzie budował zaufanie do siebie. Nikomu przecież - ani sądownictwu, ani obywatelom - nie służy mnożenie postępowań. Wygląda jednak na to, że warto przy każdej nadarzającej się okazji przypominać organom o ich obowiązkach - komentuje adwokat Paweł Matyja.

Opinia

Wskazówka na przyszłość

Dr Tomasz Zalasiński radca prawny z Kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka: - System prawny zbudowany jest na podstawie źródeł powszechnie i wewnętrznie obowiązującego prawa. Orzeczenia sądów nie mieszczą się w systemie źródeł prawa, gdyż odnoszą się do spraw indywidualnych. Sąd Najwyższy, rozstrzygając rozbieżności w praktyce stosowania przepisów przez sądy, może wydawać uchwały posiadające walor zasady prawa. Nawet one nie są jednak źródłem powszechnie obowiązującego prawa. Linie orzecznicze sądów, w tym przede wszystkim Sądu Najwyższego, powinny jednak dla organów władzy publicznej stanowić drogowskaz, w jaki sposób interpretować i stosować prawo. W ten sposób zachowujemy spójność systemu prawa w zakresie jego stosowania oraz chronimy zaufanie obywateli do państwa. Dlatego tezy uzasadnienia nawet do postanowienia, w którym SN odmówił podjęcia uchwały - jeżeli są merytoryczne - mają charakter wskazówki interpretacyjnej.

Paulina Szewioła, 02.11.2020

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »