Reklama

Za obniżenie wieku emerytalnego wszyscy zapłacimy wysoką cenę

25 mld zł - o taką kwotę może dodatkowo powiększyć się dziura w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. I to tylko w ciągu najbliższych trzech lat.

To czarny scenariusz zakładający, że z prawa do przejścia na emeryturę skorzystają wszyscy, którzy osiągną niższy ustawowy wiek (60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn). Wyliczenia pochodzą z kilku różnych analiz sporządzonych przez ZUS w ciągu ostatnich miesięcy na potrzeby rządowego programu konwergencji i przeglądu emerytalnego.

Reklama

Obniżenie wieku emerytalnego wejdzie w życie w październiku 2017 i zwiększy deficyt FUS o niecałe 2 mld zł. W 2018 będzie to już ponad 10 mld zł. Główny ciężar finansowania zmian przypadnie na wyborczy 2019 r. ZUS szacuje, że dodatkowy ubytek w funduszu spowodowany niższym wiekiem emerytalnym może wtedy wynieść 13 mld zł.

W 2019 r. dotacja do FUS z budżetu wyniesie 61 mld zł. ZUS już przekazał rządowi swoje symulacje finansowania funduszu z budżetu w kolejnych latach. Wynika z nich, że w 2020 r. dotacja wzrośnie do ponad 65 mld zł, a w 2021 r. sięgnie 70 mld zł.

Wspieranie FUS już dziś jest ogromnym obciążeniem dla finansów publicznych. W tym roku z państwowej kasy do funduszu popłynie rekordowe 46,7 mld zł. FUS trzeba dotować, bo wpływy ze składek emerytalnych nie wystarczają na bieżące wypłaty. Deficyt FUS może być wyższy niż dotacja budżetowa, ponieważ w niewielkim stopniu może być uzupełniany środkami z innych źródeł, np. z Funduszu Rezerwy Demograficznej lub pożyczkami komercyjnymi. W 2017 r. ubezpieczeni wpłacą do funduszu ok. 161,1 mld zł, podczas gdy wypłaci on 211,5 mld zł emerytur, rent i innych świadczeń. Obniżenie wieku do 60 i 65 lat spowoduje, że te nożyce otworzą się jeszcze szerzej. Bo liczba uprawnionych do świadczeń zwiększy się, a liczba płatników składek zmaleje.

Pogarszająca się sytuacja finansowa FUS nie jest niczym nowym, ale poprzednie rządy stosowały trik, który pozwalał częściowo to ukryć: funduszowi wypłacano pożyczki z budżetu, zamiast go dotować. PiS zerwał z tą praktyką po tym, jak prezes ZUS alarmował, że nie będzie w stanie spłacić wcześniej zaciągniętego długu.

Dotowanie FUS przez budżet to nic nowego - od lat wpływy ze składek nie wystarczają, by wypłacać bieżące świadczenia emerytom i rencistom. Wpływ na wielkość tego deficytu ma cała lista czynników, m.in. poziom zatrudnienia i bezrobocia, wielkość płac, ale i liczba osób płacących składki, wielkość tych składek, czy sposób oskładkowania, czyli np. pozostawianie części kontraktów o pracę poza obowiązkiem odprowadzania składek na ubezpieczenie. Od reformy emerytalnej w 1999 r. nie było roku, w którym budżet nie musiałby dotować systemu. Ale teraz wielkość finansowania osiąga rekordowe pułapy.

O sytuacji finansowej FUS decydują też tendencje demograficzne, które dla systemu nie są najlepsze. Chodzi o liczbę osób w wieku produkcyjnym i wielkość grupy tych, którzy są klientami systemu ubezpieczeń. Liczba osób w wieku poprodukcyjnym rośnie szybciej niż osób w wieku produkcyjnym. W latach 2000-2015 ta pierwsza zwiększyła się o ponad 33 proc., ta druga o ledwie 3,1 proc. Według prognozy demograficznej GUS te negatywne tendencje będą się wzmacniać w kolejnych latach. To główna przyczyna, dla której w każdym z wariantów wyliczeń prowadzonych przez ZUS deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych będzie rósł. Nawet przy założeniu utrzymania stopniowego podnoszenia wieku emerytalnego niedobór w FUS miał się zwiększyć z około 48 mld zł w tym roku do 73,5 mld zł w roku 2025. Decyzja rządu PO-PSL, by mężczyźni i kobiety docelowo przechodzili na emeryturę po ukończeniu 67 lat, nie zatrzymałaby tego procesu, a jedynie spowolniła.

Obniżenie wieku emerytalnego przyspieszy rozwieranie się tych nożyc, co widać w symulacjach ZUS. Jeśli z prawa do emerytury będą korzystać wszyscy uprawnieni, a w systemie nic się nie zmieni, to w 2015 r. niedobór będzie wynosił nie 73,5 mld zł, a 91 mld zł. To bardzo duże obciążenia finansów publicznych.

Na dłuższą metę nie da się uniknąć poważnej dyskusji o systemie emerytalnym. Choć dopiero co zakończył się przegląd, to zawarte w nim propozycje mają charakter raczej niewielkich korekt, a nie dużych ruchów. Próbą poważniejszego działania był projekt podatku jednolitego. Znosił istniejącą dziś trzydziestokrotność (zwolnienie z płacenia składki emerytalnej po zapłaceniu w ciągu roku składki od 30 przeciętnych pensji). Na tym ZUS miał zyskać około 7 mld zł. Dodatkowo wprowadzenie jednolitej daniny oznaczało ozusowanie umów o dzieło, zwiększenie składki od umów-zleceń (dziś płacona jest do poziomu minimalnego wynagrodzenia w miesiącu). Kolejnym pomysłem była zmiana opodatkowania i oskładkowania przedsiębiorców. Jak wynika z naszych informacji, dla większości z nich łączna danina miała wynosić nieco ponad 20 proc. Ale większy niż dziś byłby udział składki na ubezpieczenia społeczne, zwłaszcza emerytalne. Choć per saldo nowa danina miała być neutralna budżetowo, to mogła przez uszczelnienie płacenia składek polepszyć bilans FUS.

Teraz te ruchy będą musiały być wykonywane oddzielnie, co może być kłopotliwe politycznie. Widać to po reakcji resortu rodziny i pracy na ujawnienie jednej z rekomendacji w przeglądzie emerytalnym - objęcia składką umów o dzieło. Resort po naszym artykule oświadczył, że nie jest to zmiana przesądzona i nie będzie wprowadzona szybko. Jeszcze bardziej skomplikowane byłoby zniesienie trzydziestokrotności. Bo oznaczałoby konieczność likwidacji tego limitu w systemie emerytalnym, co automatycznie zwiększyłoby w przyszłości emerytury proporcjonalnie do wpłaconych składek. A to znacznie zwiększało zróżnicowanie dochodowe emerytów. Druga droga to wprowadzenie trzeciej stawki podatku PIT na poziomie trzydziestokrotności, co jest drażliwe politycznie.

Zaletą obecnego systemu zdefiniowanej składki jest jego docelowe dopasowanie do możliwości finansów publicznych. Deficyt, jaki się w nim obecnie pojawia, to w znacznej części efekt okresu przejściowego, czyli finansowania emerytur z poprzedniego systemu składkami z obecnego. Długoterminowa prognoza FUS pokazuje w dwóch scenariuszach stopniowe zmniejszanie się deficytu w funduszu emerytalnym FUS do roku 2060. Tyle że była wykonywana na podstawie wydłużonego wieku emerytalnego. Dlatego jedną z poważnych korekt może być ponowne podniesienie wieku emerytalnego za jakiś czas. To było zresztą jedną z konkluzji debat prowadzonych przez ZUS, dotyczących przeglądu emerytalnego.

Marek Chądzyński, Grzegorz Osiecki

10 stycznia 2016

Graj razem z nami dla WOŚP! Wesprzyj Orkiestrę na pomagam.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »