W czwartek nad ranem czasu polskiego prezydent USA Donald Trump wygłosił orędzie do narodu. Zapowiedział, że w ciągu następnych dwóch-trzech tygodni dojdzie do intensywnych ataków na Iran, a kraj ten "powróci do epoki kamienia".
Zapowiedział, że jeśli w tym czasie nie dojdzie do porozumienia z Iranem, USA "uderzą mocno w każdą z irańskich elektrowni, prawdopodobnie jednocześnie".
"USA zaatakują też w tym przypadku cele związane z sektorem naftowym" - zagroził.
Niepewność co do kluczowej dla transportu ropy naftowej cieśniny Ormuz pozostała. Trump ocenił, że USA nie potrzebują cieśniny Ormuz, którą Iran blokuje od rozpoczęcia wojny 28 lutego. Uznał, że to kraje, które korzystają z transportowanej tamtędy ropy, powinny zająć się jej odblokowaniem.
Na słowa amerykańskiego prezydenta zareagowały rynki. Widać to w podwyżkach cen ropy naftowej. Po godzinie 9:00 zarówno za baryłkę ropy Brent, jak i Crude trzeba było zapłacić około 107 dolarów.
Ceny ropy na rynkach światowych znajdują też odzwierciedlenie w hurtowych cenach paliw, a następnie na stacjach. Choć od wtorku obowiązuje niższy VAT i akcyza na paliwa w Polsce, istnieje ryzyko znacznych podwyżek cen, właśnie ze względu na sytuację w ujęciu globalnym.
Szykuje się reglamentacja energii?
Jak podała irańska telewizja Press zdaniem minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi to Iran i Oman zadecydują o przyszłości Cieśniny Ormuz. To wskazuje, że sytuacja w Cieśninie Ormuz znajduje się pod dominacją i kontrolą Marynarki Wojennej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
Nawet gdyby konflikt w Zatoce Perskiej zakończył się w ciągu kilku tygodni, powrót do normalnego przepływu ropy przez Ormuz i tak zajmie trochę czasu, podczas gdy część infrastruktury energetycznej została uszkodzona i wymaga długotrwałych napraw.
Dyrektor wykonawczy Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE) Fatih Birol ostrzegł, że w niektórych krajach wkrótce nastąpi racjonowanie energii, ponieważ szok podażowy ropy naftowej pogłębi się w tym miesiącu
















