To może przypomnę, jak to było. Gdy w 2016 roku PiS planowało wprowadzić "Budapeszt w Warszawie", jako kandydaci na beneficjentów pojawili się farmaceuci. Niektórzy. Chcieli oni, właśnie na wzór węgierski, przy pomocy ustawy zmusić wszystkich właścicieli aptek, którzy przez 25 lat z sukcesami budowali swoje firmy, by 51 proc. udziałów w nich oddali farmaceutom. Ale rząd PiS był bardziej wówczas zajęty wprowadzaniem Julii Przyłębskiej do Trybunału Konstytucyjnego. Walkę z "kastą sędziowską" łatwiej było uzasadnić, bo ktoś kiedyś "ukradł kiełbasę", niż z właścicielami aptek. Ale ustawowo w 2017 roku zakazano przedsiębiorcom otwierania nowych aptek. Mogli to zrobić tylko farmaceuci. A i to pod warunkiem, że maksymalnie będą mieć ich tylko cztery. Nie mogli też otwierać apteki za blisko już istniejącej ani nawet w odpowiedniej odległości, jeśli miejscowość była za mała na więcej aptek niż jedna. Ustawa ta zyskała nazwę "AdA" - Apteka dla Aptekarza. Jest ona bardzo adekwatna dla ducha ustawy - apteka ma być dla aptekarza, a bynajmniej nie dla pacjenta. Efekt? Na 1836 aptecznych punktów szczepień zorganizowanych w trakcie pandemii, "tylko" 1355 było w aptekach sieciowych. Tylko 74 proc.! Aptek indywidualnych w tym zestawieniu było aż 283! Aż 15 proc. To chyba oczywiste, że dla pacjentów jeżdżących polskim samochodem elektrycznym Izera, który był wówczas budowany, lepiej by było gdyby istniały aż 283 punkty niż tylko 1836!
W 2020 roku podjęto uchwałę zmierzającą do likwidacji franczyzy
Naczelna Izba Aptekarska wystąpiła do Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego - jak Zbigniew Ziobro do Trybunału Konstytucyjnego - o dokonanie wykładni prawa. No i GIF je "wyłożył". Według podobnych standardów jakie wypracowywał Trybunał pod wodzą swojej nowej prezes. Okazało się, że jak przedsiębiorca miał jakieś apteki w chwili wejścia w życie ustawy, to może je mieć, ale nie może ich sprzedać, chyba że farmaceutom, jego spadkobiercy nie mogą ich odziedziczyć, chyba, że sami są farmaceutami, a i tak pod warunkiem, że nie będą mieć ich więcej niż cztery. Jeden z działaczy aptekarskich stworzył nawet "giełdę aptek". Miała ona "kojarzyć aptekarzy, którzy chcą kupić lub sprzedać aptekę". Równolegle, jakby ktoś sprzedawać nie chciał, miała go do tego "zachęcić" Inspekcja Farmaceutyczna, w której pracowali aptekarze, którym prowadzenie aptek nie za bardzo szło, więc poszli pracować do urzędu.
W 2020 roku Krajowy Zjazd Aptekarzy podjął uchwałę zmierzającą do likwidacji franczyzy - czyli możliwości współpracy farmaceutów mających nie więcej niż cztery apteki, a więc zgodnie z obowiązującymi przepisami, w ramach jednej sieci aptek, działających pod jedną nazwą.
Okazało się jednak, że - jak miał powiedzieć słynny młynarz z Sanssouci, Arnold Graevenitz, absolutnemu władcy Prus - królowi Fryderykowi Wielkiemu - "są jeszcze sądy w Berlinie". W tym wypadku był Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie.
Pojawił się więc pomysł "uszczelnienia" prawa farmaceutycznego. Podkarpacka Okręgowa Rada Aptekarska (działająca w bastionie PiS) wezwała nawet, aby "w trybie natychmiastowym doprowadzić do zmiany przepisów, wprowadzając pięcioletni okres przejściowy, w którym właścicielska kontrola nad aptekami zostanie przeniesiona na farmaceutów".
Zagraniczni inwestorzy się nie dali
Ostateczny skok przeprowadzili aptekarze pod koniec panowania PiS. W dniu 11 lipca 2023 roku na posiedzeniu połączonych Komisji Finansów Publicznych oraz Komisji Gospodarki i Rozwoju, gdy prowadzona była debata nad projektem ustawy o zmianie ustawy o gwarantowanych przez Skarb Państwa ubezpieczeniach eksportowych oraz niektórych innych ustaw, jeden z posłów zrobił "wrzutkę" w postaci poprawki wprowadzającej zmiany do ustawy Prawo farmaceutyczne, które wykraczały dalece poza przedmiot projektu procedowanej ustawy i jako takie były niedopuszczalne. No ale przeszły.
Orędował za nimi Minister Rozwoju i Technologii. Ten sam, który w 2016 roku jako poseł PiS wprowadzał "Budapeszt w Warszawie", a który wcześniej w Łodzi prowadził działalność gospodarczą "w zakresie pomocy prawnej". W tej samej Łodzi, którą "nawiedził" osobiście Jarosław Kaczyński, by ogłosić, jak to będzie świetnie dzięki ustawie "AdA". Prawie tak samo świetnie, jak dzięki zmianom w TK. I to minister - a nie poseł wnioskodawca - wziął na siebie ciężar przepchnięcia tych poprawek przez Sejm. No i przepchnął, choć przedstawiciel Biura Legislacyjnego Sejmu zakwestionował możliwość zgłoszenia tak brzmiącej poprawki ze względów formalnych. Ale nie kwestie formalne były najważniejsze.
Poprawka polegała na wprowadzeniu do ustawy takich przepisów (i to z mocą wsteczną), jak wcześniejsze przepisy próbowały być wykładane w celu dokonania wywłaszczeń. No ale się jednak zagraniczni inwestorzy nie dali. Właśnie się okazało, że fundusze inwestycyjne nie kupują aptek bezpośrednio (bo nie mogą), ale kupują firmy, które je kontrolują. I zaczęło się ubolewanie, że "do starcia z wielkim biznesem Polska wystawia garstkę niedofinansowanych wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych". Nie wiem dlaczego stroną miałaby być "Polska", a nie beneficjenci zmian, które "Polska" wprowadziła w czasach PiS. Inwestorom przydało się, że jesteśmy w tej Unii Europejskiej.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.













![KSeF jest rewolucją, ale z odpowiednim wsparciem do opanowania [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MNFFSCWK3PESV-C401.webp)