Postanowiłem odpowiedzieć: jak odbędą się wybory i ktoś je przegra, bo dostanie mniej głosów od kogoś innego, to znaczy, że demokracja wygra, a nie przegra. Bo demokracja to przecież rządy większości. A czy przesądzona jest porażka tych, którzy uważają, że demokracja jest tylko wówczas, gdy wygrywają oni? Nie wiem. Nie znam się. Zarobiony jestem.
"Z rozbawieniem obserwuję wzmożenie intelektualne 'awangardy' "
Na poprzednich wyborach nie byłem i na następne też się nie wybieram. Dlatego z rosnącym rozbawieniem obserwuję wzmożenie intelektualne i emocjonalne "awangardy". Niedawno przeczytałem w tej samej gazecie manifest jednego z ważniejszych jej redaktorów, że z Trybunałem Konstytucyjnym trzeba zrobić to samo, co z Telewizją Polską - czyli zająć gmach przy pomocy siły i wyrzucić pracowników. W przypadku TK - sędziów. Bo co to za sędziowie, jak zostali wybrani nie przez "demokratów", tylko przez jakąś większość, która demokratyczna być przecież nie mogła, bo… nie była "demokratyczna". A co to za większość, jak nie "nasza", a demokratami jesteśmy my?
Stopień zdewastowania państwa prawa przez tamtą niedemokratyczną większość jest "bezprecedensowy w skali świata" - napisał w innym artykule pewien autorytet prawniczy. W tej samej oczywiście gazecie. Co tam komunizm w Polsce. Co tam jakiś Pol Pot w Kambodży. Albo któryś z Kimów w Korei. Albo nawet Ortega, który niedawno ogłosił, że żadnych wyborów w Nikaragui już nie będzie, żeby demokraci czasem nie przegrali.
"Ci, którzy stoją po stronie prawa, na zwycięstwo liczyć nie mogą"
Żeby demokracja prawdziwa wygrać mogła, to po przywróceniu praworządności w Krajowej Radzie Sądownictwa (co już się dokonało) i w Trybunale Konstytucyjnym (co się właśnie dokonuje), jeszcze Sąd Najwyższy musi "na powrót zacząć pełnić swoją ustrojową rolę, działając w pełni legalnie, bez neosędziów, odbudowując zdruzgotany autorytet w społeczeństwie". Jak widać "społeczeństwem" są już tylko zwolennicy praworządności takiej, jak oni ją rozumieją. I dlatego sędziów powołanych w czasach, gdy większość w Sejmie mieli "niedemokraci", trzeba po prostu demokratycznie usunąć. Tylko czy u reszty społeczeństwa taki sąd, aby na pewno będzie miał autorytet? Czy może cała ta reszta, nie tylko polityczni przeciwnicy "demokratów", nie zasługuje na miano "społeczeństwa". Po 2015 roku bronili oni tego sądu przed PiS-em z taką samą determinacją, jak on bronił ich wcześniej przed poprzednią władzą. Ze świeczkami ganiali po ulicach tylko ci, którzy bronili samych siebie.
Spodobał mi się natomiast apel, "aby ci, którzy stoją po stronie prawa i chcą pokonać bezprawie, wznieśli na koniec zwycięski sztandar". Niestety, jestem pesymistą. Ci, którzy stoją po stronie prawa, a nie którejś partii, na zwycięstwo liczyć nie mogą. Zwycięży demokracja - czyli rządy "labros stratos" (popędliwego tłumu), jak pisali starożytni Grecy doświadczeni w tym, co ówcześni "demokraci" zrobili Sokratesowi. Najlepszemu z nich.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.














