Prawidłowość, zaobserwowana już przez Akwinatę, Monteskiusza, czy Hume'a, którą Artur Laffer przedstawił w postaci słynnej krzywej noszącej nazwę od jego nazwiska, powiada, że czasem podwyższanie podatków prowadzi do obniżenia dochodów państwa. Ale dzieje się tak zazwyczaj z uwagi na działania podatników, którzy uciekają w szarą strefę. A u nas prowadzą do tego działania samego Ministerstwa Finansów.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Felieton Gwiazdowskiego: Fundacja nierodzinna
"Wpływów z akcyzy od sprzedaży jednorazówek nie będzie"
Najwyższą podwyżką akcyzy zostały objęte e-papierosy jednorazowe. Już to na tych łamach obśmiewałem. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, co Ministerstwo napisało w piśmie z dnia 6 sierpnia 2025 roku (numer ID 652117). Teraz już wiem, więc znowu coś napisać muszę.
Otóż, zdaniem Ministerstwa,: "Produkt składający się z pojemnika z płynem do papierosów elektronicznych oraz grzałki, nawet jeżeli jest przeznaczony do umieszczania w dedykowanym urządzeniu elektronicznym zasilająco-sterującym jest jednorazowym papierosem elektronicznym" - a więc objętym nową stawką akcyzy.
"Natomiast produktu składającego się ze zbiorniczka z płynem do e-papierosów oraz metalowej blaszki (płytki ferromagnetycznej) nie można uznać za jednorazowy e-papieros. Produkt ten nie zawiera systemu grzewczego w postaci cewki wytwarzającej pole elektromagnetyczne, która jest niezbędna do wytworzenia aerozolu z płynu do papierosów elektronicznych na zasadzie nagrzewania indukcyjnego. Z punktu widzenia przepisów akcyzowych w przypadku produktu składającego się ze zbiorniczka z płynem do e-papierosów oraz metalowej blaszki (płytki ferromagnetycznej) przedmiotem opodatkowania jest jedynie płyn do papierosów elektronicznych".
Więc efekt światłej polityki budżetowo-zdrowotnej będzie taki, że wpływów z akcyzy od sprzedaży jednorazówek nie będzie. Ale nie dlatego, że palacze będą mniej palić (co byłoby korzystne dla ich zdrowia) z powodu tego, że papierosy jednorazowe tak bardzo zdrożeją. Tylko dlatego, że będą palić inne. Bo jednak nie wszystkie zdrożeją. Nie zdrożeją te, które nie są objęte podwyższoną akcyzą, bo są takimi jednorazówkami, które w świetle prawa stanowionego przez Ministerstwo Finansów nie są jednorazówkami.
"35-letnia praktyka w stanowieniu bzdurnych przepisów"
Ministerstwo Finansów ma 35-letnią praktykę w stanowieniu bzdurnych przepisów. A ja jestem aż tak stary, że pamiętam jak jeszcze w 2005 roku olej napędowy nie był olejem napędowym, tylko technologicznym, więc był przez rafinerie sprzedawany bez akcyzy. Na stacjach benzynowych był już jednak sprzedawany w cenie takiej, jakby był z akcyzą. Trochę taniej niż ten z Orlenu, Lotosu, czy z legalnego importu, ale nie aż tak tanio, jakby to wynikało z niższej akcyzy.
Podobnie było z olejami opałowymi i żeglugowymi. Istniał obowiązek znakowania i barwienia olejów, "z których 30% lub więcej objętościowo destyluje przy 350˚C, i których gęstość w temperaturze 15˚C jest niższa niż 890kg/m³". Użyty faktor koniunkcji oznaczał, iż "warunkiem wystarczającym i zarazem koniecznym prawdziwości zdania jest prawdziwość obu zdań składowych".
Natychmiast pojawiły się więc na rynku oleje, których nieznacznie mniej niż 30% destylowało w temperaturze 350˚C, co nie zmieniało ich właściwości fizyko-chemicznych, a radykalnie zmieniało stawkę podatku akcyzowego na nie.
Teraz zamiast "grzałki" w papierosach jednorazowych będą "blaszki". I cyk - akcyza będzie niższa. Więc wpływy budżetowe wyższe nie będą. Ale przynajmniej szarej strefy nie będzie. Ona - ta "szara" - będzie bielusieńka.
"Zamiast '100' proszę sobie podstawić '1 000 000 000'"
Z olejami to było tak, że za bramę rafinerii wyjeżdżały one na niższej stawce. A jako że akcyza jest pobierana "na bramie" - jak to się mówi w branży producentów towarów objętych akcyzą - do budżetu trafiało mniej pieniędzy niż od oleju napędowego. A był to de facto taki sam olej, tylko inaczej się nazywał. Po drodze na stację paliwową zmieniał kilka razy właściciela. No i kod CN przy okazji. I stawał się olejem napędowym. Kierowcy na stacjach paliw płacili za niego trochę mniej niż na stacjach sieciowych Orlenu, Shella, BP czy Statoila, więc się cieszyli i kupowali, choć różnica kilkunastu groszy na litrze na jednym tankowaniu nie była znacząca.
Za to znacząca różnica na akcyzie trafiała do "pośredników", którzy po drodze z rafinerii na stacje przerabiali papiery. I jeszcze dodatkowo wyłudzali z urzędów skarbowych VAT. Bo jak ktoś zapłacił za olej opałowy/żeglugowy/technologiczny "100" + 22% VAT, to ten, od którego go kupił miał zapłacić urzędowi skarbowemu 22 zł podatku. I często płacił. A jak ten drugi sprzedał ten sam olej, ale już jako napędowy za "150" + VAT (33 zł), a sam zapłacił swojemu kontrahentowi 22 zł, to miał do zwrotu 11 zł. No to teraz zamiast "100" proszę sobie podstawić "1 000 000 000". A ten rynek wart był kilka takich "1 000 000 000".
W Ministerstwie Finansów też powinni o tym pamiętać. W końcu wielu urzędników już tam wtedy pracowało.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu prezentuje własne poglądy i opinie
Śródtytuły pochodzą od redakcji














