Póki co, stanowi go, między innymi Pani Julia Przyłębska znane "odkrycie kulinarne" Jarosława Kaczyńskiego - według słów jego samego, które to odkrycie zostało nawet Prezesem Trybunału Konstytucyjnego. W korpusie jest też Pani Sędzia Barbara Piwnik - która została ministrem sprawiedliwość w rządzie Leszka Millera w 2002 roku, zostawiając sprawę afery Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, którą wcześniej prowadziła, tak że się omal nie przedawniła. Później - już jako minister - pojawiła się przy okazji postawienia sfingowanych zarzutów ówczesnemu prezesowi Orlenu Andrzejowi Modrzejewskiemu w celu jego zatrzymania, by go odwołać ze stanowiska. Mamy wiec korpus, że hej.
"Wierzę, że wszyscy, którzy mają w sercu troskę o przyszłość Rzeczypospolitej, naszych kolejnych pokoleń, wszyscy przedstawiciele polskiego Sejmu usiądą w Pałacu Prezydenckim razem z naszym korpusem do pracy nad nową konstytucją" - powiedział Pan Prezydent. Już widzę, jak Donald Tusk albo jacyś jego nominaci zasiadający aktualnie w ławach poselskich stawią się w Pałacu "Batyra", by dyskutować o przyszłości kolejnych pokoleń. Tak samo, jak widzę Jarosława Kaczyńskiego albo jakichś jego nominatów zasiadających aktualnie w ławach poselskich dyskutujących o tym, jak uniemożliwić mu (i Tuskowi) wskazywanie nominatów, którzy będą głosowali w przyszłości w Sejmie.
"Korpus Rady każe powątpiewać w szczerość zmian"
Można oczywiście twierdzić, że Karol Nawrocki chciałby być tym, który stworzy podwaliny dla nowego, zupełnie innego ustroju politycznego niż ten, który mamy. Ale "korpus" jego Rady każe powątpiewać w szczerość zamiaru. A jeśli zamiar był szery, to należy powątpiewać w zdolność Pana Prezydenta i jego otoczenia do realizacji jego zamiarów. Nawet tych szczerych.
Pan Profesor Ryszard Piotrowski, który też znalazł się w "korpusie" i który jako jedyny chyba w tym gronie zna się na prawie konstytucyjnym, powiedział, że "nie jest nam potrzebny żaden reset, nie jest nam potrzebna żadna nowa konstytucja". Co by oznaczało, że zamiast "Rady Nowej Konstytucji" będzie raczej "Rada Naprawy Starej Konstytucji". Zaręczam więc, że naprawić się jej nie da. Jest to bubel prawniczy, o czym Centrum Adama Smitha bębniło już wówczas, gdy była ona uchwalana.
Konstytucja została "przepchnięta"
Można postawić nawet tezę, że Konstytucja 1997 roku została bardziej "przepchnięta", niż "przyjęta". Tak dla przypomnienia. Została ona uchwalona przez Zgromadzenie Narodowe 2 kwietnia 1997 roku zdecydowaną większością 451 głosów za, przy 40 przeciw i 6 wstrzymujących się i 63 nieobecnych - czyli większością ponad 90 proc. głosujących i ponad 80 proc. uprawnionych do głosowania członków Zgromadzenia Narodowego. Jednak podczas referendum konstytucyjnego, które odbyło się 25 maja 1997 roku, za jej przyjęciem opowiedziało się tylko 52,7 proc. głosujących - co pokazywało niereprezentatywność Zgromadzenia Narodowego, które Konstytucję uchwaliło. Frekwencja w referendum wyniosła 42,86 proc., co pozostawało w zgodzie z ustawą konstytucyjną z 1992 roku o trybie przygotowania i uchwalenia Konstytucji RP, ale było symbolicznie niezgodne z wymogami, jakie przewidywała ta nowa Konstytucja, która dla ważności referendum ogólnokrajowego wprowadziła próg frekwencyjny 50 proc. - czyli wyższy od frekwencji w referendum, w którym sama została przyjęta.
Twórcy Konstytucji nawet dokładnie jej nie przeczytali, bo w pierwotnym jej tekście opublikowanym w Dzienniku Ustaw Nr 78 z 1997 roku (poz. 483) znalazły się dwa błędy!!! W art. 31 w ust. 3, zamiast wyrazu "by", miał być wyraz "być", a w art. 93 w ust. 1, zamiast wyrazu "organizacyjne", miał być wyraz "organizacyjnie". Błędy te zostały sprostowane dopiero (sic !!!) po 4 latach - w dniu 26 marca 2001 roku obwieszczeniem Prezesa Rady Ministrów na podstawie art. 17 ust. 3 ustawy z dnia 20 lipca 2000 roku o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych! Taką wagę przykładano do ustawy zasadniczej, że przez prawie 4 lata akceptowano istnienie w niej błędów literowych.
Ale skoro nie przywiązywano wagi do błędów ustrojowych, to tym bardziej do literowych.
Zła konstytucja przyczyną politycznych spektakli
Prezydent Aleksander Kwaśniewski podpisał Konstytucję 16 lipca 1997 roku i tegoż dnia została ona opublikowana w Dzienniku Ustaw. Weszła w życie po trzech miesiącach od publikacji - 17 października 1997 roku, czyli już po nowych wyborach parlamentarnych, które odbyły się 21 września 1997 roku. W ich wyniku zasadniczo zmienił się układ sił w Zgromadzeniu Narodowym. Nie na tyle jednak, by móc zmienić Konstytucję, która dla swojej zmiany wprowadziła wymóg większości kwalifikowanej. W wyborach zwyciężyła opozycja pozaparlamentarna. 4.427.373 głosów (33,83 proc.) uzyskała Akcja Wyborcza Solidarność. Większość z 201 posłów AWS nie zasiadała w Sejmie poprzedniej (II) kadencji, podczas której uchwalono Konstytucję. Trudno więc mówić o reprezentatywności Zgromadzenia Narodowego, które Konstytucję uchwaliło. Ale pal sześć.
Konstytucja stworzyła ustrój mieszany - a dokładnie ujmując "wymieszany"! Ustanowiła ustrój parlamentarno-gabinetowy ze wzmocnioną pozycją premiera w stosunku do, na przykład, modelu włoskiego czy polskiego z okresu II RP, ale nie aż tak bardzo, jak to jest w modelu niemieckim z kanclerzem. Zachowała jednak bezpośrednie wybory prezydenckie - co daje Prezydentowi najsilniejszy mandat demokratyczny, ale nie dała mu realnej władzy, choć nie sprowadziła go tylko do czysto honorowej funkcji, jak to jest w modelu włoskim czy niemieckim. Prerogatywy prezydenta nie sięgały jednak aż tak daleko jak w modelu francuskim, w którym prezydent, tak samo jak w Polsce, jest wybierany w bezpośrednich wyborach powszechnych. Stworzyło to nie tylko chaos polityczny, ale także chaos prawny - przepisy konstytucji są bowiem nieprecyzyjne do tego stopnia, że nie można z nich jednoznacznie wyinterpretować kompetencji konstytucyjnych organów państwa, co musi potęgować polityczny konflikt między nimi. Uwidocznił się on nie tylko w przypadku gdy prezydent i premier są z różnych obozów politycznych - jak to miało miejsce na przykładzie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i premiera Jerzego Buzka czy prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska, a obecnie prezydenta Nawrockiego i premiera Tuska, ale także w przypadku, gdy prezydent i premier pochodzili z jednego obozu politycznego - jak to miało miejsce w przypadku prezydenta Kwaśniewskiego i premiera Leszka Millera.
To zła konstytucja była przyczyną żenujących spektakli politycznych - jak podczas uroczystości przystępowania do Unii Europejskiej, podczas której jedynie polska flaga wciągana była na maszt przez dwóch polityków (Kwaśniewskiego i Millera) czy sporów o miejsce w samolocie (Kaczyńskiego i Tuska).
Tego się nie da naprawić.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.














