Wcześniej UniCredit był właścicielem PeKaO SA. Ale go sprzedał PiS-owi. Za sporą dość sumkę, której od nikogo innego na rynku by nie uzyskał. To znaczy sprzedał PZU i PFR, ale wtedy rządził już PiS. Także w PZU.
Robienie interesów z Włochami to "taniec na linie"
Bardzo lubię Włochów. Zwłaszcza ich wina. Ale robienie z nimi interesów to taniec na linie. A czasem nawet na rurze. Więc tak dla przypomnienia.
UniCredito Italiano S.p.A. (później UniCedit S.p.A.) w 1999 roku wraz z Allianz A.G. nabył większościowy pakiet akcji banku PeKaO SA ("tego z żubrem"). Dokładniej to UniCredit nabył 50 proc. akcji, a Allianz raptem 2 proc. Pakiecik ten sprzedał zresztą w 2004 roku. W 2007 roku PeKaO przejęło większą część Banku Przemysłowo Handlowego (BPH), co było konsekwencją globalnej fuzji UniCredit (właściciela PeKaO) oraz HVB (właściciela BPH).
Z tą fuzją to było zabawnie. Bo rządził wówczas "pierwszy PiS". I Komisja Nadzoru Bankowego bardzo długo zastanawiała się, czy na taką fuzję zezwolić. Co prawda żadnych przesłanek prawnych i ekonomicznych do tego, by fuzji zakazać, nie było, ale było pole do dyskusji. Dyskusję wywołał ówczesny wiceminister finansów w rządzie PiS - Cezary Mech. Straszył monopolizacją rynku i dominacją jednej grupy bankowej. No i został odwołany. Rząd porozumiał się z Włochami. Znaczącą część BPH (80 proc. aktywów) przejęło PeKaO, a część została przejęta przez nowo powstały Alior Bank. Z BPH do PeKaO trafiło 285 oddziałów i 1,3 miliona klientów - w tym wszyscy korporacyjni.
UniCredit znalazł się na "liście Madoffa"
Ale zaraz po bankructwie Lehman Brothers we wrześniu 2008 roku, Prezes Unicredit Alessandro Profumo oświadczył w wywiadzie dla Ansa, że nadchodzi kryzys na miarę tego z 1929 roku. Straszył, bo potrzebował pomocy państwa. Czyli podatników. Nic dziwnego. Na Bloombergu pojawiła się wówczas wiadomość, że UniCredit znalazł się na "liście Madoffa". Bernard Madoff to słynny oszust, któremu różne instytucje powierzały pieniądze na budowę jego piramidy finansowej. Albo świadomi wspólnicy ewidentnego przestępstwa, albo idioci. Innej opcji nie ma.
Kilka tygodni później - w listopadzie tego roku 2008 roku - UniCredit błysnął obniżeniem rekomendowanej ceny docelowej jednej akcji Lotosu z 25 zł do… zera. "Widzimy ponad 50-proc. prawdopodobieństwo, że Lotos może nie przetrwać w obecnej strukturze, a w takiej sytuacji posiadacze akcji mogą stracić większość lub całość swoich pieniędzy" - napisał ich analityk. Aż się prosi zapytać ponownie: przestępstwo (tym razem manipulacji kursem giełdowej spółki) czy zwykła głupota?
A pamięta jeszcze ktoś, że w 2009 roku Unicredit został doradcą PKO BP w procesie sprzedaży nowych akcji i jednym z gwarantów emisji. Główny akcjonariusz, głównego konkurenta rynkowego został "underwriterem"! Taki underwriter musi dowiedzieć się przecież wszystkiego o emitencie, pakiet akcji którego zobowiązuje się objąć, na wypadek, gdyby nie znalazł innych nabywców. Ciekawe, że PKO BP akurat właściciela swojego największego konkurenta na polskim rynku wybrał sobie do tej operacji i podzielił się z nim swoimi tajemnicami.
KNF nie dopuści do transakcji?
Braki w kasie UniCredit spowodowały, że zaczęła się wyprzedaż akcji PeKaO. Oczywiście przy zachowaniu kontroli nad tym bankiem. Najpierw w styczniu 2013 roku pakiet 9,1 proc. (prawie 24 mln akcji) za 3,7 mld zł. Potem w lipcu 2016 kolejne 10 proc. za 3,3 mld zł. Aż wreszcie w czerwcu 2017 roku pozostałe 32,8 proc. za 10,6 mld zł. PZU nabyło z tego 20 proc., a PFR 12,8 proc. Włosi to potrafią w takie rzeczy.
W latach 1999-2017 zainwestowali 5 mld zł, a sprzedali swoje udziały łącznie za 18 mld zł. Przy czym kwota ta nie obejmuje pobranych dywidend. A polityka dywidendowa była bardzo agresywna. Polegała na wypłacie 80-100 proc. zysku netto. W latach 2001- 2017 ich łączna kwota to ok. 12 mld zł. Nie pozwalało to na doinwestowanie i modernizację PeKaO. W latach 2000-2006, gdy cały sektor bankowy wzrósł o 60 proc., suma bilansowa PeKaO zmniejszyła się o 2 mld zł (z 70 mld zł do 68 mld zł). A Bank tracił udziały rynkowe - z 17 proc. w 1999 roku do 10 proc. w 2006 roku.
I o ile w 2007 roku naśmiewałem się z próby blokowania przez KNB przejęcia przez PeKaO części BPH, o tyle dziś uważam, że KNF może do przejęcia przez Unicredit mBanku nie dopuścić.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.














