Na marginesie nasunęła mi się pewna uwaga. GKV jest w zasadzie odpowiednikiem polskiego NFZ. Różnica jest taka, że NFZ jest jeden, a GKV dzieli się na ponad 100 różnych kas chorych. Podobnie miało być u nas (choć nie miało być ich aż tyle) zgodnie z jedną z czterech reform przeprowadzonych przez rząd Jerzego Buzka. Niestety, kolejny rząd Leszka Millera akurat tę jedyną rozsądną (w odróżnieniu od oświatowej - gimnazja, administracyjnej - powiaty i emerytalnej - OFE) powstrzymał. Więcej można ukraść z jednego dużego funduszu niż z kilku mniejszych - ba tam to widać.
Opieka zdrowotna cierpi przez słodkie napoje? Nawet 3,5 mld euro kosztów
Ale wracając do cukru. Według raportu GKV nadmierne jego spożycie w słodzonych napojach bezalkoholowych powoduje wzrost rocznych kosztów opieki zdrowotnej o ok. 3,5 mld euro (z powodu takich chorób jak cukrzyca typu 2, niewydolność układu krążenia czy próchnica).
Za wzór służyć ma Niemcom model brytyjski. Po wprowadzeniu opłaty cukrowej roczne spożycie kalorii z napojów bezalkoholowych na osobę spadło wprawdzie na Wyspach o 6.600 kcal., ale aż 84% tego spadku wynikało ze zmian w recepturach.
Christoph Minhoff z Federalnego Stowarzyszenia Niemieckiego Przemysłu Spożywczego uważa, że "preferencje smakowe obywateli nie mogą służyć jako pretekst do łatanie dziur w budżecie". A ja uważam, że mogą. Opodatkowanie tego, co lubimy, a bez czego możemy się obejść, zwłaszcza, że nam szkodzi (jak alkohol, tytoń, czy cukier), jest zdecydowanie lepszym sposobem pozyskiwania środków finansowych przez państwo niż opodatkowanie pracy - czyli wynagrodzeń. Bo bez nich obejść się nie możemy. A jak ktoś chce te wynagrodzenia za pracę wydawać na szkodliwe przyjemności, to niech zapłaci więcej. Jak to się mówi? Przyjemność kosztuje?
Narracja uzasadniająca wprowadzenie nowej opłaty mnie jednak zadziwia. Ma ona ponoć wymusić na producentach zmianę receptur. Ale przecież słodzenie napojów takim substancjami jak aspartam czy acesulfam jest ponoć jeszcze gorsze niż cukrem. Nie dość, że źle wpływają na mikrobiom i zwiększają apetyt na słodycze, to podwyższają ryzyko wystąpienia chorób metabolicznych - tak samo jak cukier - a w dodatku jeszcze nowotworów. A skoro wzoru dostarcza Wielka Brytania, to tamtejsze Stowarzyszenie Przemysłu Cukrowniczego twierdzi, że wprowadzony podatek zmiany w procedurach rzeczywiście spowodował, ale nie osiągnięto celu, jakim miało być obniżenie wskaźnika nadwagi. Jak picie mniej kalorycznych, bo słodzonych sztucznie napojów, zwiększyło apetyt na ciastka i cukierki, to co się dziwić?
Na co idą pieniądze z opłaty cukrowej? "Rozpływały się w ogólnym budżecie NFZ"
W Polsce w 2004 roku wpływy budżetowe z wprowadzonej w 2021 roku opłaty cukrowej spadły w porównaniu z latami 2021-2023, co może świadczyć o zmianie zachowań konsumentów lub zmianie receptur przez producentów. Niezależnie od wysokość wpływów, Najwyższa Izba Kontroli zwróciła uwagę, że nie zawsze były one wydawane zgodnie z celem na edukację i profilaktykę, a w dużej mierze "rozpływały się" w ogólnym budżecie NFZ.
A gdzie rozpłynęły się te pieniądze, które do budżetu w ogóle nie wpłynęły? Jesteśmy bowiem "pawiem narodów" - jak pisał wieszcz Słowacki. Opłatę cukrową owszem, wprowadziliśmy, ale za to obniżyliśmy VAT na napoje o zawartości co najmniej 20% zagęszczonych wcześniej soków owocowych i warzywnych. Woda naturalna ma więc stawkę 23 proc., a woda posłodzona w ten sprytny sposób - 5 proc. Stawka VAT powinna być oczywiście taka sama na wszystko - jak twierdzę od 27 lat. Ale skoro Minister Finansów upiera się, nie wiedzieć czemu, że musi być zróżnicowana, to raczej powinno być na odwrót: woda naturalna 5 proc., a dosłodzona 23 proc. Zgodnie z prozdrowotną logiką. Ale zdaje się, że to nie logika jest tu najważniejsza.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.














