Z drugiej strony odezwali się zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego. Im nie przeszkadzało w Trybunale kulinarne odkrycie prezesa PiS - czyli Julia Przyłębska (która dziś zasiada zdaje się w Radzie Konstytucyjnej powołanej przez prezydenta Karola Nawrockiego jako autorytet bynajmniej nie kulinarny, tylko prawniczy) - ani nawet komunistyczny prokurator Piotrowicz. A przeszkadza doktor Berek.
Po stronie krytyków znalazły się też typowe "pięknoduchy" - jak profesor Marcin Matczak. Jemu przeszkadzała i Przyłębska z Piotrowiczem, i teraz przeszkadza Berek. Pan Profesor nie słuchał, jak mówiłem gdy rządził Kaczyński, że jak znowu będzie rządził Tusk, to będzie tak samo albo może nawet gorzej. Uchodziłem wtedy za "PiSiora". No cóż - Pan Jezus miał rację: trudno być prorokiem w swoim własnym kraju.
"Pomysł Tuska bardzo mi się podoba"
Teraz też pójdę pod prąd i napiszę, w kontrze do Profesora Matczaka, że pomysł Tuska wyboru Berka na sędziego TK bardzo mi się podoba. W 1997 roku głosiłem, że Trybunał jest nam niepotrzebny, W 2018 roku napisałem projekt nowej Konstytucji, w którym też nie było miejsca dla TK. Żeby doszło kiedyś do jakiegoś konsensusu politycznego w tej sprawie, Trybunał musi się skompromitować do reszty. Im gorzej, tym lepiej. Decyzja Tuska temu służy.
Profesor Matczak napisał na Twitterze (secundo voto Platforma X), że "Tusk łamie swoje własne zasady". Nie łamie. Tusk ma cztery zasady: 1. Zdobyć władze. 2. Utrzymać władzę. 3. Odzyskać władzę. 4. Dokopać Kaczyńskiemu. A że jest hipokrytą - to się zgadzam z Matczakiem. Różnica między nami jest taka, że ja to wiem od dawna, a Profesor doszedł do tego wniosku dopiero teraz.
"Możemy mieć Trybunał dr. Berka"
Co zrobi Nawrocki? Może od Berka przyjąć ślubowanie albo nie. Z mojego punktu widzenia ("im gorzej, tym lepiej") lepiej, żeby nie przyjął. Bo jak przyjmie, to po to, by szukać jakiegoś kompromisu w TK między starymi a nowymi sędziami. Prezes Bogdan Święczkowski może zapłacić za to głową - czyli najpierw immunitetem, a potem stanowiskiem. I wtedy kandydatem na nowego prezesa może być Berek. Mieliśmy "Trybunał mgr Przyłębskiej". Możemy mieć "Trybunał dr. Berka"
Ale obywatele pozostaną na łasce i niełasce staro-nowego Trybunału. I niewiele się zmieni. Zwłaszcza jak po nowych wyborach coś do powiedzenia będą mieli prezydent Nawrocki z byłym premierem Mateuszem Morawieckim. Może nawet wyroki TK zaczną być wówczas publikowane? Pytanie, jakie to będą wyroki?
A jak Nawrocki ślubowania od Berka nie przyjmie? Pat będzie postępował. I może wówczas Naród - który, zgodnie z art. 4 Konstytucji, sprawuje władzę zwierzchnią w Rzeczpospolitej - się w***** i w końcu rzeczywiście zacznie ją sprawować.
"Mamy to, co mamy. I mamy mieć"
Narodowi przypomnę, że postulat powołania niezawisłego Trybunału (albo też odpowiedniej Izby Sadu Najwyższego), którego zadaniem miało być orzekanie o zgodności ustaw z Konstytucją oraz zgodności aktów niższego rzędu z ustawami, był jednym z postulatów zawartych w uchwale I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ "Solidarność" z 7 października 1981. Trybunał Konstytucyjny ustanowiła jedna z pierwszych ustaw uchwalonych po ogłoszeniu stanu wojennego - ustawa z dnia 26 marca 1982 roku o zmianie Konstytucji Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Było to działanie czysto propagandowe - mające służyć uzasadnieniu tezy, że władza się reformuje i musiała jedynie zaprowadzić spokój społeczny, któremu grozić mieli "jątrzyciele" z Solidarności. Ale prace nad ustawą regulującą funkcjonowanie Trybunału trwały aż 3 lata. Opracowano 15 projektów. Ostatecznie ustawa została uchwalona 29 kwietnia 1985, a formalnie Trybunał rozpoczął działalność orzeczniczą 1 stycznia 1986.
Twórcy Konstytucji RP zdecydowali się na utrzymanie tego modelu ustrojowego, z tym, że orzeczenia TK stały się ostateczne. Ustawa o TK została uchwalona 1 sierpnia 1997 r. Utrzymano rozwiązanie, że sędziami TK nie musieli być sędziowie, mogli być nawet politycy. No wiec mamy to, co mamy. I mamy mieć.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.













