Po pierwsze okazało się, że Adam Smith miał rację, pisząc o ludzkiej empatii. O potrzebie pomagania innym. Po drugie, akcja rozzłościła zwolenników państwowego przymusu. A ich złość mnie zawsze cieszy.
Wydawało się, że mamy do czynienia z całkowitym "spontanem"
To prawda, że spontaniczne akcje charytatywne nie zastąpią działania systemowego - czyli przymusowego. Ale okazało się, że jednak istnieje wśród ludzi gotowość do pomagania obcym ludziom bez takiego przymusu. Po trzecie, jeszcze wczoraj rano (czwartek 30 kwietnia) wydawało się, że mamy do czynienia z całkowitym "spontanem". Ale wieczorem już się tak przestało wydawać. Ale jeszcze rano zacząłem pisać, że prawdziwy darczyńca, to anonimowy darczyńca - "silent donor". Zwłaszcza w dzisiejszym świecie.
Kiedyś, nawet jak ktoś, coś, komuś/na coś dał, nie ukrywając tego, to i tak mało kto się o tym dowiedział. Teraz wiedzą o tym wszyscy. Dlatego akcje charytatywne to często akcje marketingowe. Jak więc jakaś firma ogłasza, że w "pół sekundy" podjęła decyzję o "przekierowaniu budżetu marketingowego na akcję charytatywną" i wszyscy jej za to dziękują, to można być pewnym, że zmianie uległ jedynie sposób marketingu.
"Konsumenci są ewidentnie oszukiwani"
Na jeszcze skuteczniejszy. I ja to rozumiem. Ale jak robimy zbiórkę charytatywną na "walkę z rakiem" i wychwalamy głównych darczyńców, to zwrócić warto uwagę na europejski kodeks walki z rakiem. Bo w nim aż się roi od zaleceń sprzecznych z polityką sprzedażową niektórych darczyńców, którzy produkują i promują rakogenne produkty słodzone i nawet polityką podatkową państwa, która te akurat produkty wspiera preferencyjnymi stawkami podatku VAT. Czysta woda ma stawkę 23 proc., a woda posłodzona sokiem owocowym lub warzywnym ma stawkę 5 proc. VAT. I w dodatku ta posłodzona jest promowana jako "woda", a Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów tego nie widzi. Mimo że konsumenci są ewidentnie oszukiwani, a konkurencja jest zachwiana przywilejami podatkowymi.
A przecież wspomniany kodeks walki z rakiem zaleca podwyższenie podatków i cen żywności o wysokiej zawartości cukru, tłuszczu lub soli oraz zakazanie lub ograniczanie marketingu, reklamy i promocji żywności o wysokiej zawartości cukru. To reklama produktów o podwyższonej zawartości cukru i wysokim indeksie glikemicznym i ich producentów przy okazji walki z rakiem przypomina trochę kampanię na rzecz rodziny sponsorowaną przez agencje towarzyskie.
Jak to już napisałem, to się okazało, że miałem rację. Zanim to zostało opublikowane. A nawet wysłane do redakcji.
Takimi darczyńcami warto się zajmować
Była jakaś umowa sponsorska, miał być jakiś nowy produkt, pojawiło się jakieś oświadczenie sponsora i jakiegoś organizatora zbiórki. I czar prysł. Ale szkoda byłoby tysięcy darczyńców. Tych "cichych". Tuż przed zamknięciem zbiórki pojawiła się wpłata 26 zł 49 gr. Ze wzruszającym komentarzem: "Tyle mi zostało jeszcze na koncie". Pamiętacie przypowieść z ewangelii o wdowim groszu (Mk 12, 41-44)? Pan Jezus uznał, że uboga wdowa wrzucająca do skarbony dwa drobne pieniążki (lepty) dała więcej niż bogaci, gdyż oddała wszystko, co miała. To była największa ofiara, bo pochodziła z jej niedostatku, a nie z nadmiaru. I takim darczyńcami, i odruchami ich serc warto się zajmować. A nie marketingiem.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.














