Premierzy sześciu państw Unii Europejskiej, w tym Donald Tusk, zaapelowali do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen o rewizję unijnej zielonej polityki dotyczącej samochodów.
Orlen wydał niedawno oświadczenie, że cel redukcji emisji gazów cieplarnianych o 90% do 2014 roku względem poziomu z 1990 roku jest "zbyt ambitny i bardzo trudny do realizacji w obecnych realiach geopolitycznych".
Wcześniej Citigroup i Bank of America wycofały się z bankowej inicjatywy Net-Zero Banking Alliance (NZBA), a więc grupy globalnych banków, które zobowiązały się do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.
A zaczęło się od tego, że prezydent Donald Trump w swoim przemówieniu inauguracyjnym zapowiedział wycofanie Stanów Zjednoczonych z porozumienia paryskiego z 2015 roku, które zakłada ograniczenie wzrostu globalnej temperatury do 1,5 stopnia Celsjusza powyżej poziomów sprzed epoki przemysłowej. Jak można było przeczytać wówczas w różnych w mediach "decyzja ta odzwierciedla oczekiwania wielkiego biznesu, który ignoruje naukowe ostrzeżenia w imię maksymalizacji zysków". Ja bym powiedział, że chodzi już raczej o minimalizację strat.
Nie tylko Larry Fink doszedł do takiego wniosku. Pod koniec października minionego roku (tuż przed szczytem COP30) Bill Gates opublikował list do światowych przywódców by zmienili priorytety. Jego zdaniem środki przeznaczane na walkę ze zmianą klimatu powinny w większym stopniu być przesunięte na inicjatywy "mające na celu zapobieganie chorobom i głodowi". W liście ocenił, że wysiłki na rzecz osiągnięcia zerowej emisji CO2 "przyniosły realny postęp" - a jakże. Ale twierdzi, że dotychczasowe inwestycje w walkę ze zmianami klimatu były nietrafione, a zbyt wiele pieniędzy przeznaczono na kosztowne i wątpliwe przedsięwzięcia. Bo chociaż zmiana klimatu będzie miała poważne konsekwencje nie doprowadzi do zagłady ludzkości". CNN nazwał jego twierdzenia "szokującymi".
Prezes Ineos Jim Ratcliff także napisał list otwarty. Podkreślił w nim, że ze względu na koszty energii i podatki od emisji CO2 "wszyscy nasi główni konkurenci planują wycofanie się z Europy",
Komisja Europejska przygotowała nowe porozumienie na rzecz czystego przemysłu
Nawet Komisja Europejska przygotowała nowe porozumienie na rzecz czystego przemysłu, które ma na celu pogodzenie polityki klimatycznej Unii z konkurencyjnością gospodarki, zauważając, że "nasze koszty energii pozostają stosunkowo wysokie, co naraża Europę na realne ryzyko deindustrializacji".
Mnie to cieszy, że sam Bill Gates, Larry Fink, czy choćby Jim Ratcliff, podzielili w końcu moje twierdzenia, za które uznany zostałem denialistą klimatycznym.
Przypomnę tylko, że z raportu "EY Global Climate Action Barometer 2025" wynika, że 64% międzynarodowych firm wyznaczyło sobie cele zerowej emisji netto. Spośród nich 69% zobowiązało się do osiągnięcia tego celu do 2050 roku, a 30% do zrobienia tego wcześniej.
A tu taki klops.
Ale, jak stanowi jedno ze słynnych Praw Murphy'ego, "ludzie postępują rozsądnie, gdy wszystkie inne możliwości zawiodą".
Skoro jednak ci wszyscy, którzy zarobili niezłe pieniążki na walce z globalnym ociepleniem, zaczyna teraz walkę z tą walką, to może planeta nie jest jeszcze stracona?
Z raport Banku Pekao z czerwca 2025 wynika, że nadchodzi era selektywnej dekarbonizacji, subsydiowanej konkurencyjności i transformacji nastawionej na przetrwanie przemysłu, a nie tylko planety. Priorytetem staje się ochrona konkurencyjności przemysłu, nawet kosztem tempa dekarbonizacji. Inwestycje przesuwają się z OZE na magazyny energii i lokalne łańcuchy dostaw technologicznych.
Czytam jedna, że "ESG nie znika tylko przechodzi deregulacyjną transformację".
Orwellowska nowomowa musi trwać.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu prezentuje własne opinie i poglądy
Śródtytuły pochodzą od redakcji












