Wszystko tu przypomina, że wysmakowana europejska jakość nadal istnieje. I to w RPA. I to w kraju, w którym potomkowie przybyszy z Europy oraz współcześni biali imigranci stanowią zaledwie około 8 procent ludności.
Jak się żyje w Afryce? Inaczej niż to malują
A o co można zapytać Polkę, która od pięćdziesięciu lat mieszka w RPA?
"Jak się tu żyje? Wspaniale. Korzystam z życia odkąd tu jestem. Trzeba być dla siebie dobrą. Teraz lunch z koleżankami. Wieczorem w miasteczku inne spotkanie. Życie jest piękne, po prostu,"
Komplementuję Lilianę za jej polski, nie tylko nienaganny, ale w dodatku mówiony ze swadą, co zresztą jest bardziej funkcją charakteru niż sprawności językowej.
Inne spotkanie, w zupełnie innym miejscu, przy słynnej Garden Route. Podobne pytanie - bo przecież tyle się naczytałem o stanie bezpieczeństwa w RPA, pęknięciach społecznych i kryzysie ekonomicznym.
Jestem na południu Afryki po raz któryś, chyba piąty, i za każdym razem rzeczywistość wygląda lepiej niż w relacjach internetowych (dziś także w narracji AI), a nawet lepiej niż w statystykach przestępczości.
Jeśli zaś lepiej, to dlatego, że nie tylko zamożność jest bardzo nierówno rozdzielona w tym społeczeństwie. Kryminalna przestępczość też, zarówno geograficznie, jak i społecznie.
A jednak byłoby normalne usłyszeć od przedstawiciela tej uprzywilejowanej klasy, że czuje niepokój, poczucie zagrożenia i takie tam. Przygotowywałem tym razem wyjazd na południe Afryki dla kilku osób - czyżby martwienie się o bezpieczeństwo zajęło mi zbyt wiele czasu i energii?
Zatem znowu pytam, jak się tu żyje.
"Cudownie".
RPA to kraj kontrastów. A w nim polskie firmy
To odpowiedź ludzi z klasy średniej. Klasowość jest tu widoczna wprost z drogi. Nadal istnieją townships - południowoafrykański wariant faweli. Nie nazywam ich slumsami, bo to słowo brzmi pogardliwie. Ludzie żyją tam w codziennym zmaganiu się z niedostatkiem. Tu bardziej na miejscu, niż pogarda, jest szacunek.
Zatem kraj kontrastów, a jednocześnie RPA to BRICS, G20, blisko 500 mld USD PKB (lecz warto dodać, że to tylko połowa PKB Polski). I kluczowa część kontynentu przyszłości, jakim staje się Afryka.
Czytam w sieci, że na początku lipca widziano samolot z godłem Polski na lotnisku w Windhoek, stolicy Namibii. Wizytę w Namibii i w RPA właśnie składał minister Sikorski. Pod wpisem sporo komentarzy. Można się z nich dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. Między innymi tego, że w RPA są obecne, handlowo czy produkcyjnie, polskie firmy.
To mało znane w Polsce historie. Bo Afryka jest ciągle widziana jako mocno homogeniczny kontynent. I jeśli coś zaburza jednolity obraz, to dwa stereotypy, a więc nic szczególnie wartościowego. Jeden deprecjonuje Afrykę jako kontynent ubóstwa i niedorozwoju. Drugi to romantyczna sztampa. W którym pojawia się sawanna, rozdzierająco piękne zachody słońca i egzotyczni tubylcy. Oba kreują fałszywy obraz, nawet jeśli ta romantyczna wizja - to właśnie znak czasu - mniej wprowadza w błąd niż zaszufladkowanie Afryki jako obszaru biedy, korupcji i braku podstawowych usług.
Bo Afryka coraz bardziej zdecydowanie zmierza w stronę nowoczesności. To jest przypadek RPA, Namibii. Botswany, Kenii, Etiopii, Maroka i jeszcze co najmniej kilkunastu innych krajów wśród ponad 50 państw kontynentu.
Zapewne więc dobrze, że Sikorski tam był. "Dobrze" może jednak znaczyć wiele. Często kwitujemy, że dobrze, że się coś wydarzyło, tak jakby zamknęło temat, a powinno było go otworzyć. "Dobrze" może więc równie... dobrze znaczyć, że pora na ciąg dalszy. W przypadku rządowych wizyt pytanie jest o ich skuteczność. Czyli o rzeczywisty wpływ na bieg spraw, na przykład na perspektywy dla polskiej przedsiębiorczości w Afryce.
Polskie firmy w Afryce. "Dla biznesu dobrze to znaczy z efektami"
Wątpię w zaistnienie takich konkretów i korzyści. Polska jest krajem peryferyjnym i sporadyczne polityczne wizyty niczego w tym zakresie nie zmienią. Zresztą, dlaczego politycznie i strategicznie miałoby nam nagle powodzić się w Afryce, skoro zupełnie nie idzie na własnym regionalnym podwórku. Tam gdzie Polska została wypchnięta z pokoju, w którym rozmawia się o strategii. I to wypchnięta między innymi przez Ukrainę. A przecież rzekomo mamy jakieś kompetencje wschodnie. Wolne żarty, niestety.
Wracam do Afryki. Nic nie wyręczy polskich firm i ich dobrze poprowadzonej eksploracji. Znowu używam tego słowa, ale w tym przypadku semantyka jest jednoznaczna: dla biznesu "dobrze" to znaczy z efektami. Innymi niż pustosłowie.
Tyle że konieczne jest podjęcie ryzyka wyjścia poza tę część globusa, która w interpretacji geopolitycznej jest globalnym Zachodem. To się samo nie zrobi i nikt też nie będzie nas zapraszał. Gadanie, że Polska ma w Afryce większe szanse niż Francja, Niemcy czy Włochy, rzekomo dlatego, że nie byliśmy mocarstwem kolonialnym i niby z tego względu lepiej się kojarzymy, można włożyć między bajki. Z historii nie zrobi biznesu. Robią go pieniądze, które ktoś z kimś mógłby zarobić. Z dodatkiem takich zasobów, jak spryt, determinacja, wiedza i kapitał. Pocieszające, że jak dotąd nie wszystkie z tych walorów jest w stanie wygenerować AI.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.














