Tak się rzeczywiście stało, choć nie do końca. Unia Europejska mniej więcej i z grubsza zrozumiała, że musi rozpocząć działania w dziedzinach, których do tej pory nie planowała. Przede wszystkim budować przemysł zbrojeniowy. Ale nadal zabiera się za to jak pies do jeża, czyli w swoim stylu. A poza tym nie powstanie jednolita siła europejska, wzmocnią się tylko niektóre państwa. "Tylko", bo w innym scenariuszu byłaby szansa na wytworzenie potężnej synergii militarnej w ramach Unii.
Ale i tak jest lepiej, niż było. Pytanie, czy zdążymy.
Make America Great Again, czyli Unia musi się dać radę obronić sama
MAGA oznacza więc dotychczas, że Unia musi się dać radę obronić sama (co dziś brzmi już nieledwie jak truizm) i ewentualne zakończenie wojny na wschodzie nie powinno uśpić jej czujności. Bo wiele wskazuje na to, że trumpizm jest zjawiskiem niesezonowym i nie zniknie wraz z odejściem swego głównego protagonisty. Podobnie jak trwałe jest wewnątrzrosyjskie przekonanie o oblężonej twierdzy i czucie się ofiarą Zachodu, co w Rosji nieodmiennie przeradza się w agresję wobec świata zewnętrznego.
Na pewno też Trump sprawia, że kruszeje mit Ameryki jako kraju gdzie wszystko jest nie tylko największe i najsprawniejsze, ale w dodatku oparte na godnych naśladowania wartościach. Że to kraj z klasą, po prostu. To, że wszystko jest tam największe i najbardziej nowoczesne, już dawno temu obalili Chińczycy i, w nieco mniej spektakularny sposób, niektóre inne państwa azjatyckie. A jak to jest z tak zwanymi wartościami zachodniej cywilizacji, standardami polityki czy przyzwoitością, obalił sam Trump.
Ale zaraz, czy na pewno "sam" Trump?
Donald Trump jak władca absolutny. "Na tle poprzedników tak właśnie wypada"
Jak zwykle działają psychologia i system społeczny. Trump ma dwór, pochlebców, nadskakiwaczy. Tak było zawsze w historii świata - jak wiadomo, władza deprawuje i korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie. Donald Trump nie jest wprawdzie, na szczęście, władcą absolutnym w ustrojowym sensie tego określenia, ale na tle poprzedników tak właśnie wypada. A już na pewno w swojej retoryce. A przed retoryką, jeśli stoi za nią władza, kręgosłupy składają się jak domki z patyczków.
W tym sensie Donald Trump nie jest wcale fenomenem ściśle amerykańskim i epizodycznym. Jest tak naprawdę przykładem uniwersalnego mechanizmu społecznego. Jeśli ktoś nie dowierza, polecałbym obejrzeć kolejny, po "Heweliuszu", wybitny polski serial, który niedawno miał swoją premierę - "Ołowiane dzieci". Polska Gierkowska, lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, czyli czasu socjalizmu, realnego socjalizmu, komunizmu czy jak byśmy tego jeszcze nie nazwali, to także ilustracja do tego, co wiecznie żywe.
Niestety jest też tak, że politykę i polityków wymyślono kiedyś między innymi po to, by normalni ludzie mogli się poczuć lepiej. Aby zwolnić się z niepokojących myśli przy spojrzeniu w lustro. Politycy przyjęli na siebie rolę kozłów ofiarnych, odgromników i akumulatorów doładowywanych zbiorowymi fobiami, lękami, stereotypami czy, aby użyć bardziej neutralnej nazwy, emocjami. Tymczasem Gogol przestrzegał. Warto zdać sobie sprawę z tego, że to nie tylko z samych siebie się śmiejemy, ale też samych siebie powinniśmy obsztorcować.
Żadne ostrzeżenia płynące z zewnątrz, żadne regulacje prawne, żadne filtry nałożone na technologię, infekującą mózgi przez sterujących tą technologią socjo-inżynierów, nie uchronią nas przed podejmowaniem niedobrych decyzji. Uchronić nas może tylko introspekcja.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.
















