A jednak. Prawda w najczystszej postaci, wręcz prawda zakontraktowana i skodyfikowana. Taki właśnie bonus otrzyma Elon Musk, jeśli SpaceX urośnie i ta kolonia powstanie.
Dodajmy, że na biednego nie trafiło, bo jak wiadomo Elon już obecnie jest najbogatszym człowiekiem na Ziemi. Na Marsie też na pewno będzie najbogatszy.
SpaceX wchodzi w decydującą fazę największej oferty publicznej świata
Co pisząc najwidoczniej zakładam, że rakiety SpaceX dotrą na Marsa w…kiedyś się mówiło: "w dającej się przewidzieć przyszłości". Dzisiaj przyszłości nie daje się lub nie ma sensu przewidywać. Coś, co w tym tygodniu wydawało się odległą przyszłością, w następnym tygodniu może się stać teraźniejszością. A także dlatego, że technologie zmieniają nam świat tak potężnie, wielowymiarowo i tak bardzo niezależnie od nas, że przewidywanie staje się zajęciem jałowym. Lepiej oddać się rozważaniom filozoficznym. Zresztą niewykluczone, że to filozofia dostarczy prognoz o trwałości dłuższej niż parę tygodni czy parę lat.
"Technologie zmieniają" to eufemizm. Decyduje strategiczna gra wielkich korporacji i polityki. Jedni z drugimi w komitywie. Trump może się i pokłócił karczemnie z Muskiem (i vice-versa), ale do Air Force One, lecącego na spotkanie z Xi, go zabrał.
Rozmawiając o Elonie Musku, można nie używać liczb. No bo po co, skoro potrzebne są nie liczby, lecz umiejętność stopniowania przymiotników. A ściślej to używania stopnia najwyższego. A zatem, najbogatszy człowiek. Spółka SpaceX wchodzi w decydującą fazę największej oferty publicznej (IPO), nie tylko w historii Ameryki, ale świata. Dzisiaj, na chwilę przed wejściem na giełdę, SpaceX jest najwyżej wycenianą, czyli najbardziej wartościową, spółką prywatną (prywatną, co znaczy że nienotowaną na żadnej giełdzie). A Elon Musk jest jej największym akcjonariuszem. Klamra się domyka, w tym eposie o królu Elonie.
Szykuje się debiut giełdowy wszech czasów
Król dba o przyszłość swoich poddanych również w tym sensie, że nie powinni oni być niepokojeni przez ryzyko zmiany na tronie. Odwołać króla mogą tylko posiadacze akcji serii B. Akcje serii B ma głównie Elon i na wszelki wypadek są one wielokrotnie uprzywilejowane co do głosu. Na wszelki wypadek przyszłe bonusy dla Elona będą wypłacane między innymi w akcjach serii B.
Nie znaczy to, że król Elon nie ma zmartwień.
Nie, nie o to chodzi, że każde IPO jest w jakimś stopniu uzależnione od sentymentu na rynku czy bieżących wydarzeń, i w związku z tym data debiutu giełdowego może ulec zmianie. Nie chodzi również o to, czy na rynku na pewno znajdzie się wolne do zainwestowania 75 miliardów dolarów. Elon nie ma co do tych punktów żadnych wątpliwości.
Problem tkwi w tym, że Król chce, by debiut przypadł w jego urodziny (notabene, pięćdziesiąte piąte - i cóż, że ze Szwecji, teraz biznesy budują brawurowo nawet starsi), a zarazem w dniu szczególnego układu planet - gdy Jowisz będzie blisko Wenus, a zaraz potem dołączy do nich Merkury. I to, jeśli dobrze rozumiem, nie są do końca te same daty.
Jedno jest pewne, o ile na tym świecie jest coś pewnego (zdaniem Elona - jest): debiut wszech czasów wypadnie na pewno przed 250. rocznicą powstania Stanów Zjednoczonych. I przypuszczam, że zostanie zapamiętany bardziej. W końcu dwustu pięćdziesiąta rocznica i jej mnożnik zdarzają się zaledwie co dwieście pięćdziesiąt lat, a ktoś taki jak Elon Musk zdarzył się po raz pierwszy w dziejach i nie zdarzy się ponownie. Poza tym ten przypadek ma szansę na długie trwanie, bo jedna ze spółek Muska, Neuralink, bada zagadnienie nieśmiertelności.
Najbardziej zachwyceni aktorzy z drugiego, a nawet trzeciego planu?
Trzeba przyznać, i to całkiem na serio, że Elon udowodnił znaczenie opowieści w finansach. Wielu na Wall Street uważa dzisiejszą wycenę SpaceX (1,75 biliona dolarów) za całkowicie odjechaną, wręcz chorą. SpaceX na kosmosie na razie nie zarabia. Gdyby nie Starlinki, ten biznes byłby finansową katastrofą (a tak to jest raz prawie miliard zysku, a raz - jak w 2025 - strata). I być może są tacy, którzy uważają, że Elon jest owładnięty marsjańskim szaleństwem. Ale zarazem wszyscy są przekonani, że szaleństwem byłoby nie kupić akcji w zbliżającej się ofercie.
Wyczuwam, że najbardziej zachwyceni tym wszystkim są aktorzy z drugiego, a nawet trzeciego planu. Fundusze i prywatni inwestorzy, którzy włożyli pieniądze w SpaceX dwadzieścia parę czy kilkanaście lat temu (to nie jest jednak, w roku 2026, żaden start-up). Jak taki, który zainwestował wtedy 33 miliony dolarów i nigdy nie sprzedał nawet jednej akcji. W dniu debiutu giełdowego zarobi miliardy. Dla takich inwestorów najbardziej nadzwyczajny układ planet już się zdarzył - było to tego dnia, gdy postanowili wyłożyć pieniądze na ekscentryczne pomysły pewnego gościa. Jak nie kochać Króla.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.














