Zapału do aktywnego uczestniczenia w spotkaniu mi brakowało, bo średnio mnie interesowało zadawanie pytań dotyczących gospodarki czy polityki lub dzielenie się własnymi poglądami na te tematy. Uważam bowiem, że moja sprawczość jest w tej konwersacyjnej formule zerowa. A co więcej, sprawczość tego polityka jest również zerowa.
"Politycy nie próbują sprawdzić, co by było, gdyby podjąć jakieś śmielsze działania"
Natomiast niezerowa jest sprawczość rządzącej większości, aczkolwiek ma ona cechy przypadkowości, jest bojaźliwa i niestrategiczna. Bo ta sprawczość trzyma się łańcucha społecznych nastrojów i poglądów. A ponieważ decyzje zdaniem polityków nie mogą iść na czołówkę z tymi poglądami, bo zaraz jakieś kolejne wybory, to ta polityka jest mizerna jeśli chodzi o realne działania.
Sedno problemu polega na tym, że politycy nawet nie próbują sprawdzić, co by było, gdyby podjąć jakieś śmielsze działania, wykraczające poza ich wyobrażenia o tym, co ludzie myślą. Mogłoby się wtedy okazać, że ludzie myślą zupełnie inaczej niż im się na początku wydawało, a więc że odczyt był niedokładny lub wręcz oparty na błędnej interpretacji. Albo że może i ludzie myśleli w przybliżeniu tak, jak się tym politykom wydawało, lecz zmienili zdanie, widząc że wreszcie ktoś pokazuje przywództwo, wizję i brak strachu.
Wracając do spotkania: rzecz jasna, gdy ów polityk powiedział to, co powiedział, o polskiej giełdzie, pomimo całej, jeszcze sekundę wcześniej dominującej ospałości, coś mi w środku zadrgało, nozdrza się poruszyły a resztka włosów na głowie wyprostowała.
Jednakże metamorfoza giełdy wymaga zmiany rewolucyjnej, a nie zaledwie jakiejś tam deregulacji - która zresztą w warunkach polskich przybrała postać karykaturalną, to znaczy miał być ryk lwa, a jest pisk myszy (mój felieton z ubiegłego tygodnia o zmianach podatkowych i regule wahadła).
Ameryka czeka na trzy megadebiuty. SpaceX z największym IPO w historii?
Tymczasem w USA Elon Musk zastanawia się, gdzie notować SpaceX. Ubiegają się o to oczywiście dwie giełdy nowojorskie, NYSE i Nasdaq. Jest o co, bo to nie będzie po prostu wielka transakcja. Zanosi się na największe IPO w globalnej historii. The Economist pisze o 75 miliardach dolarów. Jak na razie największe jest IPO saudyjskiego Aramco z 2019 r., z blisko 30 miliardami. Ale Aramco na Marsa nie poleci, a SpaceX być może tak. Sukces transakcji Elona - gwarantowany.
W tym samym czasie do debiutu giełdowego zaczynają się przygotowywać dwie inne firmy, tym razem emblematyczne dla rewolucji sztucznej inteligencji. Mówię o OpenAI i Anthropic. I jest szansa, że te trzy megadebiuty wydarzą się jeszcze w tym roku.
To jest imponujące, ale jeszcze bardziej imponujące jest co innego. Otóż w USA narasta niezadowolenie z tego, że rynek ofert publicznych znajduje się…w kryzysie. Tak, dokładnie tak. Bo na przykład liczba spółek wchodzących na giełdę zmniejszyła się, w porównaniu do lat 90, mniej więcej o jedną trzecią. A indeksy S&P 500 i Dow Jones nie obejmują wielu firm, które znajdują się w rękach prywatnych inwestorów (zwykle funduszowych), urosły potężnie w ostatnich latach i wcale nie wybierają się na giełdę.
Bo regulacje są antyliberalne i antykapitalistyczne. Co za tym idzie, zbyt wysokie są koszty bycia spółką giełdową i, być może nawet przede wszystkim, za dużo informacji oraz zbyt często trzeba ujawniać inwestorom. Szef SEC, Paul Atkins, stwierdził niedawno, że zmniejszenie znaczenia amerykańskiego rynku akcji negatywnie wpływa na konkurencyjność gospodarki, trzyma inwestorów z daleka od atrakcyjnych ofert i zmusza przedsiębiorców do szukania kapitału gdzie indziej.
Kiedy w ubiegły weekend prowadziłem zajęcia z geoekonomii ze studentami -przedsiębiorcami w pewnej prywatnej szkole wyższej, powiedziałem, że Ameryka już przegrała wyścig z Chinami. I generalnie mówiłem o Ameryce sceptycznie. Ale zarazem przyznałem, że rynek giełdowy mają najlepszy na świecie, czyli największy i najsprawniej zorganizowany.
Wygląda na to, że już niedługo amerykański rynek equity będzie jeszcze bardziej najlepszy.
"Zdolność obronna to suwerenność. A suwerenność to wabik na inwestorów"
W Polsce natomiast można by zderegulować przynajmniej jakiś jeden czy dwa sektory, od których zależy nasze być albo nie być, jak na przykład sektor zbrojeniowy. Tak aby zaroiło się od fabryczek dronów. I żeby te fabryczki zaludniły warszawską giełdę, zasilając się kapitałem polskich i zagranicznych inwestorów.
Zdolność obronna to suwerenność. A suwerenność to wabik na inwestorów, w konsekwencji wkładających pieniądze nie tylko w prywatny sektor zbrojeniowy czy dual use. W tym sensie fabryczki dronów stają się kołem zamachowym dla większej sprawy.
To takie mrzonki, bo polska polityka polityczna i gospodarcza nigdy nie wygeneruje tego rodzaju myślenia i sprawczości. A w każdym razie nie przed wylądowaniem pierwszego statku kosmicznego na Marsie. I z marzeń można zrobić konfitury, trzeba tylko dodać owoce i cukier, jak mawiał Stanisław Jerzy Lec. Są państwa, które to rozumieją.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.













![KSeF jest rewolucją, ale z odpowiednim wsparciem do opanowania [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MNFFSCWK3PESV-C401.webp)