Mój węgierski przyjaciel jest zwykle pełen optymizmu graniczącego z euforią, gdy sprawy mają się dobrze. Ma rację, również dlatego, że dzięki temu usposobieniu będzie żył długo.
I ja się cieszę, bo jako osobnik wychowany między innymi na "Chłopcach z placu Broni" Ferenca Molnara i "Trójkolorowej Kokardzie" Jadwigi Chamiec, a w czasach późniejszych odżywiający się memuarami Sandora Márai, mam ciepłe uczucia w stosunku do Węgier. Nie mówiąc o tym, że mosty budapeszteńskie, zwłaszcza Łańcuchowy i Małgorzaty, idealnie nadają się na pocałunki z dziewczynami, co zaręczam.
Węgry jak kostka Rubika
Węgry to jednak nadal jest kostka Rubika. I dlatego kilka uwag wprowadzających tony nie tylko euforyczne.
Po pierwsze, poniedziałek w tym tygodniu był pierwszym dniem z okresu, po upływie którego Magyar straci władzę. W przypadku Orbana trwało to aż szesnaście lat, lecz myślę, że z Magyarem ten okres będzie znacznie krótszy. Orban ustanowił bowiem wyjątkowo perfidny system władzy, żerujący na niskich instynktach. Nowy system będzie bardziej uładzony, a więc zużyje się szybciej.
Bo - i to punkt drugi - to właśnie o emocjach jest sprawa. Orban mógłby jeszcze trwać i trwać. Zapobiegła temu emocja przesytu. Generalnie jest tak, że o wyniku wyborów decydują emocje. Jeśli emocja przesytu jest dostatecznie silna, to, wbrew swojej konotacji, nie sugerującej żadnego bum bum, może wyprodukować potężny wybuch. O ile ludzie dostaną narzędzie - takie jak kartka wyborcza. Narzędzie poręczne, wygodne i nie wymagające zbyt wiele pracy.
Istotą przesytu jest moim zdaniem to, że ludzie tracą chęć dyskutowania, tak bardzo zagadnienie jest jasne i oczywiste. Bo system Orbana był bardzo jednoznaczny. W ten sposób węgierski przywódca sam przygotował swoją zgubę. Czyli grunt pod głosowanie, które jest przede wszystkim protestem. Jest też oczywiście głosem poparcia. Wszak to, że Magyar podjął początkowo dość samotną walkę, budzi szacunek i wyborcy mu to oddali.
Pytanie tylko, czy Peter Magyar przyjmie teraz postawę imperatora-zwycięzcy, czy też polityka pokornego, który ma świadomość tego, że zaciągnął kredyt o wielkiej wartości. Od tego zależy przyszłość.
"Wielkie Przesilenie" na Węgrzech. "Oby zostało wykorzystane z korzyściami"
Oczywiście, błędem jest ignorowanie tego, że prawie 40 procent wyborców zagłosowało na Orbana, a wraz ze skrajną prawicą nawet ponad 40% wypowiedziało się przeciwko zmianie kursu. Odpowiedź na to, jakie są Węgry dzisiaj, nie jest monolityczna. Jest wielobarwna, jak trójkolorowa kokarda.
Koniec końców moment, który obserwujemy, a zarazem jesteśmy w Polsce w pośredni sposób jego uczestnikami, to nie gwarantowany początek dobrego roku i lat następnych u naszych bratanków. To na pewno jest natomiast Wielkie Przesilenie. Oby zostało wykorzystane z korzyściami dla Węgier i regionu, a także całej Europy. Znakiem, że tak będzie, stanie się jak dla mnie nie to, że Magyar wygra również następne wybory, lecz to, że je przegra. Z kimś, kto będzie lepszy od niego - jeszcze nowocześniejszy, jeszcze odważniejszy, jeszcze bardziej przenikliwy i jeszcze bardziej zaangażowany w sprawy publiczne niż Magyar A.D. 2026. Zresztą niewykluczone, że to sam Peter Magyar, ten z przyszłości, będzie lepszy niż Magyar 2026. Na razie wiadomo, że prawie nic nie wiadomo.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.














