Więcej niczego miłego na temat polityków w tym felietonie nie będzie.
Wszystko jest polityką, ale co to właściwie jest polityka? Gdzieś zaszła zmiana (właśnie przypomniałem sobie, że istniała taka kobieta pióra, Maria Dąbrowska). Mówi się, że chodzi tylko o władzę, żadne tam dobro wspólne. Ale to też demaskacja niepełna. Bo władza to pieniądze. Polityka to w gruncie rzeczy utwór na jedną melodię, melodię finansową.
Polityka to gra zarówno defensywna, jak i ofensywna
Utrzymanie władzy, czyli dostępu do źródeł pieniędzy, czy to w demokracji, czy to w autokracji, zależy prędzej czy później, jawnie lub w sposób zakamuflowany, pokojowo lub przewrotowo, od jakichś ludzi. Poukładanych w mniejsze czy większe grupy albo w rzesze wyborców w systemach zwanych demokratycznymi.
Zgrzyta tu zresztą po obu stronach, jeśli weźmiemy pod uwagę systemy oparte na głosowaniu powszechnym. Rządzącym zależy na podejmowaniu takich decyzji, by uratować władzę w następnych wyborach. Ale i wybierający ograniczają się do zagłosowania. A teraz to idziemy do domu i niech tamci się starają, bo wybory już za cztery lata.
W polityce chodzi o utrzymanie statusu materialnego, ale też o jego poprawę. To gra zarówno defensywna, jak i ofensywna.
Z czego wynika, że polityk nie różni się od zwyklejszego obywatela, któremu z grubsza chodzi o to samo. I odwrotnie. Tyle że ten zwyklejszy obywatel dodatkowo powołuje do życia przedstawicieli kasty dzierżącej władzę nad nim samym. Jest w tym element masochistycznej perwersji, ale trudno tu wymyślić coś innego. Prawdopodobnie to jest tło dla porzekadła, że demokracja jest najgorszą formą rządów, jeśli pominąć wszystkie inne. Przypuszczam, że Winston Churchill wcale nie żartował.
Włodarze Realu Madryt zareagowali. Kara dla piłkarzy działa na wyobraźnię
Polityka jest wszędzie. Nie żartowali włodarze Realu Madryt, gdy zareagowali na to, że Tchouaméni pobił Valverde. Czy odwrotnie, chociaż Valverde bardziej ucierpiał i wysłał się do szpitala, a Tchouaméni zagrał jak gdyby nigdy nic w El Clásico w ostatnią niedzielę.
Mówiąc ściśle, zarząd klubu zareagował mocno nie dlatego, że chłopaki się pobili w okolicznościach treningowych, tylko dlatego że to wyciekło do mediów i zrobiła się drama. No bo jak to, w królewskim klubie takie rzeczy? Przecież to zagraża wizerunkowi, tworzy problemik dla sponsorów, no i w ogóle nie wiadomo jeszcze, jakie tego mogą być reperkusje. I nawet w przypadku takiego giganta w świecie marek sportowych jak Real lepiej, żeby to się nigdy nie zdarzyło.
Toteż i kara musiała być dotkliwa. Tak, aby demonstracja, że klub się odżegnuje i potępia, była dostatecznie wyrazista i, jak to się mówi, zamknęła temat. Pięćset tysięcy euro na głowę na masową wyobraźnię działa. Zwłaszcza, że klub tak naprawdę wcale nie musiał karać obu piłkarzy finansowo, więc ruch jest tym bardziej dobitny.
Reakcja Realu pokazuje też sprawność. Niewiele zachodu i okrągły milion wpływa do kasy klubu.
Sprawiedliwość zadziałała. I Piqué, i Zaorski zapłacą
Imponująca efektywność, zwłaszcza gdy porównamy ją do innego newsa. Oto były mega gwiazdor Barcelony (i reprezentacji Hiszpanii), Gerard Piqué, (znany także jako ekspartner Shakiry) został właśnie skazany, jak donosi "Financial Times", za insider trading. Kupił akcje spółki z branży zdrowia dwa dni przed publicznym ogłoszeniem, że spółka ta będzie obiektem przejęcia przez inną firmę.
Transakcja miała miejsce około pięć lat temu. Trudno więc uznać, że postępowanie prowadzone przez CNMV (hiszpańska komisja do spraw giełd) było piorunująco szybkie, ale do finału doprowadzono. I jest kara, okrągłe 200 tysięcy euro.
Dla Piqué to zapewne drobne, ale też niewiele się wzbogacił. Kurs akcji Aspy Global Services wzrósł na koniec dnia, w którym ogłoszono przejęcie przez Atrys Health, o około 20 procent; Piqué sprzedał wszystkie swoje akcje pod koniec sesji w tym samym dniu. Coś tam więc zarobił, ale nie oszałamiająco.
To tym bardziej brzydkie. Taki facet, jak Piqué, jak kochać to naprawdę powinien księżniczki (w bardzo szerokim rozumieniu tego pojęcia, tak uważam), a jak…nie, nie skończę tego zdania. Dlatego, żeby ta kara była bardziej moralna, powinna być wyższa. To już nasza, polska kara za insider trading, też w stosunku do osoby celebryckiej, czyli Rafała Zaorskiego, bardziej zwraca uwagę. Dwieście pięćdziesiąt tysięcy złotych, czyli ciut mniej niż 60 tysięcy euro, to jest już coś, jak na polskie warunki. Tym bardziej że w przypadku Piqué te marne 20 proc. było jednak od znacznej kwoty inwestycji, a Zaorski to naprawdę zarobił, przepraszam za lekceważenie, jakieś złoty pięćdziesiąt.
Wątpię wszakże, że wyroki za wykorzystywanie poufnych informacji w obrocie giełdowym powstrzymają przed takimi praktykami. Dla masy inwestorów, tak indywidualnych, jak i tych którzy pracują dla inwestorów instytucjonalnych, jest to informacja zupełnie niewstrząsająca. To jest zbyt techniczne, dyskusyjne, oparte często na cienkich dowodach, a zdarza się, że w ogóle nie na dowodach, lecz na domniemaniach. Ostentacja w wydaniu Gerarda Piqué jest przypadkiem rzadkim.
W każdym razie, sprawiedliwość zadziałała. Teraz i Piqué, i Zaorski naprawdę zapłacą te pieniądze. Piqué przysługuje jeszcze droga sądowa i na pewno z niej skorzysta, więc zobaczymy, jak to się skończy.
Tymczasem Valverde i Tchouameni są zbyt cenni dla Realu, by tak po prostu przetrzepać im kieszenie jak przedszkolakom. Kara na pewno zostanie w jakiś sposób zrekompensowana. Ale to później. Na razie jest szybka decyzja i szybki wpływ do kasy. I żadna wojna nie została przy okazji rozpętana; wręcz przeciwnie, burzę skutecznie uciszono. I na pewno nie tylko w Madrycie zostało skutecznie przypomniane, że nie należy się bić w szatni, bo futbol to nie zabawa, tylko gra o poważne pieniądze. Czyli efekt prewencyjny jest zapewniony.
Porządny biznes, ten Real Madryt. Wkracza do akcji, szybko kończy, nie obraża nikogo, i jak ściąga kasę, to fair, bez handlu poufnymi informacjami. Donald Trump Inc. - to taka spółka rodzinna, z siedzibą na Florydzie - mogłaby się od niego uczyć.













