Jest też dyskusja, z czego to się bierze. Z natury rzeczy, bo ludzie często po jakimś czasie równoważą wcześniejszą euforię późniejszą wrogością? Nie, nie sądzę, aby tu zadziałał mechanizm społecznego wahadła. Zdania na temat wpływu AI na nasze życie od początku były zróżnicowane, ze sceptycyzmem, bagatelizowaniem lub wyśmiewaniem włącznie. Pewnie bardziej chodzi tu o młodych ludzi, czujących, niebezpodstawnie, że algorytmy wyrzucają ich z rynku pracy. Może też o to, że wielu ludzi ceni sobie sprawczość, ale w wydaniu własnym, a nie sprawczość maszyn.
"Czuję, że niby coś wiem, czego nie wiedziałem, ale zarazem coś straciłem. Tak działa alienacja"
Dobrze się coś rozumie na własnym przykładzie. Jadę metrem z południa Warszawy do centrum. Piszę z koleżanką. Jest jak zwykle o czym, bo Klara odbywa właśnie road trip: Czechy, Monachium, Szwajcaria, a na deser trekking w Alpach Francuskich. Wysyła mi zdjęcia oryginalnej konstrukcji - budowla nakryta dachem w kształcie przypominającym coś, co zakładali na głowy wojowniczy mieszkańcy Azji Środkowej. Tak mi się kojarzy. Ale co to, u licha, jest? Teoretycznie, a nawet w wysokim stopniu praktycznie też, mógłbym zadać to pytanie Klarze. Zamiast tego wrzucam jedno z kilku zdjęć do aplikacji AI i momentalnie dostaję informację: patrzę się na wieżę Ješted na szczycie góry o tej samej nazwie, w okolicach Liberca. Powstała ona w latach 60. i 70. ubiegłego stulecia według projektu czeskiego architekta. "Jej forma jest przedłużeniem kształtu góry - stąd ten futurystyczny, stożkowy profil." W dodatku okazuje się, że to jeden z symboli czeskiej architektury modernistycznej. I tak sobie stoi na tej górze.
No i przypomina mi się pytanie z dziedziny finansów: jeśli mogłeś zarobić 100, a zarobiłeś 50, to znaczy że zarobiłeś czy straciłeś 50? Tak samo czuję, że niby coś wiem, czego nie wiedziałem, ale zarazem coś straciłem. Tak działa alienacja. Piszę więc przynajmniej do Klary, powodowany mikrowyrzutem sumienia (wszak Klara zapewne zakładała, że nasza mała konwersacja jest ważna całkowicie w swoich granicach, bez potrzeby zewnętrznego wsparcia): Niepokojące, bo zapytałem się o tę fotkę AI, ale muszę ci się przynajmniej do tego przyznać.
I umawiamy się na spotkanie za kilka tygodni, bo ciągle jeszcze rozumiemy, że warto się spotykać i rozmawiać. Nawet jeśli na temat tej budowli Klara nie powie mi, że to jakiś symbol modernizmu, tylko że "wiesz, superfajną wieżę widziałam".
Polacy czasami uśmiechają się w miejscach publicznych. Do swoich telefonów
Problem więc zasadniczy z AI jest taki, że to narzędzie jest tak dobre. A jak istnieje dobre narzędzie, to trudno się powstrzymać przed korzystaniem z niego. W ten sposób relacje między ludźmi są eliminowane lub redukowane przez algorytmy. To znaczy przez nas samych. Zatem to ten mechanizm co z mediami, hm, społecznościowymi, prowadzącymi może nie tak prostą ścieżką, ale jednak konsekwentnie, do samotności.
W drodze powrotnej nie siedzę w telefonie, bo zostało dwa procent baterii, i chcę dowieźć to do mojego skutera, aby doładować telefon w drodze do domu, tak aby mieć jak odblokować alarm. Wskutek tego, chcąc nie chcąc (w zasadzie to, by pozostać uczciwym wobec Czytelników, nie chcąc), obserwuję otoczenie. I znowu mi się coś przypomina, a mianowicie pogląd, że Polacy nie uśmiechają się w miejscach publicznych. Ale to nie jest do końca prawda, bo Polacy czasami się uśmiechają. Uśmiechają się bowiem do swoich telefonów.
To jakiś męczący dzień, same reminiscencje i skojarzenia. Tym razem przypomina mi się Stanisław Jerzy Lec: czy jeśli barbarzyńca je nożem i widelcem, to jest to postęp? I nie wiem, czy to, że uśmiechamy się do swoich telefonów, to jest dobrze, niedobrze czy jeszcze coś innego.
A ta amerykańska niechęć do AI zaczyna się mi wydawać jako coś wyrastającego na podłożu wstydu, że daliśmy się tak łatwo skolonizować technologii i korporacjom. Dobrze się pewne rzeczy rozumie na własnym przykładzie.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.











