Słowo daję, że w tym gorącu przypomniał mi się baron de Montesquieu, czyli Monteskiusz. A konkretnie to "Historia doktryn politycznych i prawnych" profesora Henryka Olszewskiego; wybitny podręcznik, z którego uczyliśmy się do egzaminu na UJ.I tam właśnie wyczytałem, że zdaniem francuskiego myśliciela klimat, geografia i warunki naturalne wpływają na charakter społeczeństw, a pośrednio także na ustrój państwa.
Pamiętam, że wtedy wydało mi się to wydumanym twierdzeniem. Przecież to ludzie są autorami wszystkiego, także ustrojów państwowych, a klimat ma najwyżej taki wpływ, że ludzie kupują parasole i produkują kremy chroniące przed słońcem.
"Wiadomo było, że ZSRR będzie trwał wiecznie, a USA będą prawdziwym mocarstwem"
Wychodzi jednak na to, że francuski baron był wielkim baronem.
W czasach względnej stabilności gospodarczej i politycznej można to było uważać za wymysły. A zatem w epoce, gdy świat był podzielony na dwie części. Jedna to był Związek Radziecki, druga - Zachód. Wprawdzie istniał jeszcze Trzeci Świat, ale niespecjalnie trzeba się było z nim liczyć. Od czasu do czasu coś w ustalonym porządku prychało, zgrzytało i furczało, co najwyżej. A to Rosjanie w 1979 r. przeprawili się przez Amu-darię mostem pontonowym do Afganistanu i po dekadzie wrócili Mostem, o ironio, Przyjaźni. A to Irańczycy obalili szacha, a to Kissinger rozpoczął pingpongową dyplomację z Chinami. Ba, zdarzały się nawet takie trzęsienia ziemi, jak pokonanie ZSRR przez polskich hokeistów, 6:4, w Katowicach (nazajutrz cała moja podstawówka żyła tylko tym wydarzeniem). I co z tego. Podstawowego układu sił to nie zakłócało. Wiadomo było, że Związek Radziecki będzie trwał wiecznie, choćby jako kolos na glinianych nogach, a USA będą zawsze prawdziwym mocarstwem.
"Kataklizm, nadal nieco cichy, już nadszedł"
Dopiero teraz jest jasne, że baron miał rację. Widać to, gdy po świecie poniósł się tumult powszechny i zamieszanie. USA opierają swoje bezpieczeństwo na tym, że na wschód i na zachód od ich terytorium rozciągają się oceany. Iran dowodzi tego, że kto ma cieśninę Ormuz, ten ma władzę (a takich strategicznych szlaków jest na planecie więcej). Grenlandia przez tysiąclecia leżała sobie spokojnie pod biegunem, aż wreszcie geografia przestała być zwykłą geografią, a stała się zmilitaryzowaną geopolityką. Krym jest dlatego kością niezgody, że to półwysep Morza Czarnego. Syberia nabiera kolosalnego znaczenia gospodarczego, ponieważ się roztapia. Polska, prawie cała, jest płaska jak stół i czołgi mogą sobie po niej jeździć, nawet nie redukując biegów. Nie wiem też, czy chodzi o Wielkie Zastąpienie, czy nie, ale gdyby ktoś mieszkał przez ostatnie dwadzieścia lat pod kamieniem i wyszedł z niego, by pooglądać sobie mecze mundialu, na przykład Francji, Anglii, Holandii czy Niemiec, toby się zdziwił. A to dlatego, że taki mamy klimat, jak powiedziała pewna pani minister. Imigracja rodzi się z walki o przetrwanie lub przynajmniej o lepsze życie.
Położenie geograficzne i geologia mogą zmieniać swoje właściwości i wcale żadne płyty tektoniczne nie muszą się do tego przemieszczać. Tak jest w przypadku Grenlandii czy niektórych państw Afryki, posiadających pierwiastki, które nagle, w obliczu rewolucji technologicznej, stały się krytyczne. Da się tu jednak bardzo wiele przewidzieć, zaprognozować. Natomiast co będzie wynikać z przyspieszającej zmiany klimatu, jeszcze nie wiadomo. Raczej nic dobrego.
Kataklizm, nadal nieco cichy, już nadszedł. W ubiegłym roku rozmawiałem o tym na Svalbardzie, gdzie efekt cieplarniany jest radykalnie wyraźniejszy niż na europejskich szerokościach geograficznych. Zaś trzy lata temu jeździłem po Mauretanii - w styczniu, czyli w porze zimowej, a temperatury sięgały trzydziestu ośmiu stopni. W lecie przekraczają 40 stopni i zbliżają się do 50. Ludzi szukających ratunku nic nie zatrzyma.
Baron de Montesquieu coś o tym wszystkim wiedział. Giełda nowojorska, dzisiaj, również. W co się teraz inwestuje? W aircon stocks, czyli w spółki od klimatyzacji. Na przykład wartość rynkowa Carrier Global, dostawcy klimatyzatorów do mieszkań, wzrosła od początku roku o jedną trzecią (obecnie - 60 mld USD). Debiutant giełdowy z kwietnia tego roku, Madison Air Solutions urósł od debiutu o ponad 40 proc. Produkuje dla konsumentów, biur, szpitali, obiektów przemysłowych i rolniczych. To sektor o akronimie HVAC: heating, ventilation, air conditioning. Inne przykłady wzrostów to spółki japońskie z giełdy tokijskiej. Wybitne zyski przynoszą inwestorom ETF-y oparte na akcjach przedsiębiorstw z sektora HVAC.
Sprzęt musi być modernizowany i zastępowany lepszym, bo to, co radziło sobie z poprzednimi rekordami ciepła, jest za słabe dla rekordów nowych. Dla producentów to non-stop biznes.
I - ważna wskazówka dla inwestorów - nie mamy do czynienia ze zjawiskiem efemerycznym. Tym bardziej że sektor klimatyczny napędza rewolucja cyfrowa i AI. Cyfra przerabia ogromne ilości danych, te zaś potrzebują serwerów i całych centrów danych. A one z kolei nie mogą funkcjonować bez potężnych, wydajnych i coraz bardziej wyrafinowanych systemów chłodzenia, bo ciągną energię jak stada spragnionych smoków. Ekspansja AI podnosi więc niektóre inne łodzie, z analogowymi produktami. I to jak.
Firma produkująca urządzenia z branży HVAC to czyste złoto
Jeśli nie ma się aspiracji inwestorskich, można w tych nowych czasach zostać przedsiębiorcą z sukcesem. Firma produkująca czy dystrybuująca urządzenia z branży HVAC to czyste złoto. A i na samym instalowaniu systemów można zarobić. Robi to na przykład Comfort Systems USA. Akcje wzleciały w tym roku tak, że spółka jest warta dwukrotnie więcej niż pod koniec roku ubiegłego. To nie są małe liczby (73 mld USD). Firma zajmuje się instalowaniem urządzeń z orurowaniem (piping) oraz hydraulicznych (plumbing). No dobrze, w Polsce spółka od hydrauliki pewnie by nie mogła powstać, z braku hydraulików (przypomina się dowcip opowiadany przez Ronalda Reagana, jak to w ZSRR zawiadomiono towarzysza, że ma się zgłosić, żeby odebrać talon na samochód. Towarzysz przyszedł, towarzyszka do niego: "Gratulują wam, towarzyszu, odbiór za dziesięć lat." Towarzysz: "Ale rano czy po południu?". "Towarzyszu, nie zrozumieliście chyba, za dziesięć lat, jakie to ma znaczenie czy rano, czy po południu." "Rano przychodzi hydraulik…"). Ale może pana hydraulika da się zrobotyzować. To by dopiero był przełom.
Monteskiusz był analitykiem i filozofem, a Chińczycy nadali tematowi sarkastyczną lekkość. "Bodajbyś żył w ciekawych czasach." Co prawda moja sztuczna inteligencja twierdzi, że to powiedzenie powszechnie przypisuje się Chińczykom, a naprawdę sformułował je Anglik, Joseph Chamberlain (jego synem był Neville Chamberlain, premier Wielkiej Brytanii przed II WŚ). Czyli Francuz wymyślił, a Anglik zjadliwie skomentował. To by się nawet jakoś zgadzało.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.















