Przyczyn jest wiele. Wśród nich sprzyjający grze w piłkę klimat, kapitał płynący do tego sportu oraz systemy szkolenia. Nie wszystkie z nich brzmią całkowicie przekonująco, bo pieniędzy na piłkę nie brakuje w USA, Brazylii, Japonii czy innych jeszcze krajach.
Lawina komentarzy po słowach premiera Hiszpanii
Sedna, może nie problemu, lecz zagadnienia, dotknął były premier Hiszpanii, Mariano Rajoy, który w felietonie przed półfinałem Francja - Hiszpania napisał, że Francja ma reprezentację na bardzo wysokim poziomie, tyle że bez Francuzów ("eso sí, sin franceses").
Oczywiście wywołało to natychmiast lawinę komentarzy, w których zarzucono mu rasizm i ksenofobię.
Tymczasem Rajoy powiedział coś sensownego, a to że sformułował to dosadnie i obcesowo nie pozbawia jego stwierdzenia grubego ziarna prawdy.
Krytyka tej wypowiedzi była dość łatwa, gdyż w dwudziestosześcioosobowej kadrze Francji tylko trzech graczy urodziło się poza granicami Heksagonu. I gdyby na tym poprzestać, to faktycznie to co powiedział b. premier-felietonista można by uznać, delikatnie rzecz ujmując, za przesadę.
Wystarczy jednak popatrzeć na skład reprezentacji Francji, by powziąć myśl, że być może jest tu coś na rzeczy. Tak samo jak patrząc na reprezentację Holandii lub Niemiec.
Trudno kontynuować te dywagacje europejskiemu inteligentowi o dość liberalnych przekonaniach gospodarczych i obywatelskich, za jakiego, o ja nieszczęsny, się uważam. Bo dalej trzeba by się posłużyć wyrażeniami, które w wielu środowiskach uchodzą za wyklęte i nieprzyzwoite.
Postanowiłem jednak zgłębić temat statystycznie i zadałem sztucznej inteligencji pytanie. Niezgrabnie sformułowane, bo szczerze mówiąc to jako ten europejski wolnościowy inteligent nie za bardzo wiedziałem, jak je zadać: ilu reprezentantów Francji w piłce nożnej ma niefrancuskie pochodzenie?
Byłem przekonany, że moja ulubiona AI, czyli Claude, odpowie mi w stylu: przepraszam, ale nie mogę udzielać odpowiedzi na pytania sugerujące, że etniczność może być kryterium mającym jakiekolwiek neutralne znaczenie. I nie wolno mi udzielać informacji możliwych do wykorzystania w obszarze dyskryminacji ze względu na rasę, kolor skóry, religie, itp.
Widmo politycznej poprawności krąży nad Europą
I tu Claude zaskoczył mnie niepomiernie, gdyż uznał moje pytanie za dopuszczalne, nieksenofobiczne i nierasistowskie. Co więcej, nadał zgrabności mojemu zapytaniu, posługując się pojęciem tła migracyjnego, które zarazem zdefiniował. Według AI tło migracyjne zachodzi wtedy, gdy sam zawodnik lub przynajmniej jedno z jego rodziców urodziło się poza krajem reprezentacji narodowej.
Według tego rozróżnienia, w kadrze Francji 16 (z 26) graczy ma tło migracyjne. W reprezentacji Niemiec - 13. Szwajcarii - 16.
Oczywiście jako kibic miałem tę wiedzę na poziomie ogólnego wrażenia, ale zestawienie jej z konkretnymi liczbami to krok dalej.
A zwłaszcza krok dalej w refleksji nad burzą, wywołaną słowami byłego premiera Hiszpanii.
Widmo krąży nad Europą, widmo politycznej poprawności i kultury unieważniania.
Europa przoduje w kultywowaniu tego widma, blokującego swobodną dyskusję.
Jest oczywiste, że zachodnia Europa gra dzisiaj - i od lat, a ponadto w coraz większym stopniu - w piłkę na wysokim poziomie nogami i głowami ludzi, których w ich pokoleniu lub pokoleniach poprzednich przyjęła z Maroka, Algierii, Mali, Kamerunu, z Karaibów i wielu innych krajów pozaeuropejskich, nie mówiąc już nawet o pozaunijnych.
To zmieniło - poszerzyło, nadało wieloznaczeniowości - pojęcie narodowej reprezentacji i jej narodowego charakteru. Można oczywiście temu zaprzeczać, posługując się jak pałka słownikiem zawierającym takie wyrazy, jak rasizm, ksenofobia, wstecznictwo i zamach na wartości europejskie, ale będzie to tylko agresywna promocja błędu poznawczego, w imię określonej ideologii, fałszującej rzeczywistość społeczną.
Oczywiście akurat w przypadku Francji łatwo odrzucić to twierdzenie w oparciu o elastyczną definicję narodu. Dawniej we Francji obowiązywała szlachetna doktryna, w myśl której Francuzem czy Francuzką był ktoś, kto mówi po francusku, czytał lub przynajmniej wiedział, kim byli Albert Camus oraz Aleksander Dumas i generalnie akceptuje kulturę francuską. Nie jestem wprawdzie pewny, czy to podejście jest nadal wyznawane w mainstreamie politycznym Francji, ale nawet jeśli tak jest, to zamiast oskarżać o rasizm, warto dostrzec i docenić pojęcie różnorodności.
Może kiedyś Europa będzie potrafiła w biznes tak, jak potrafi w piłkę
Czy ideologizowanie w miejsce analizy coś kosztuje Europę w innych dziedzinach? W tych, gdzie liczą się otwarte, niepokorne, buntownicze głowy? W innowacyjności, w rywalizacji globalnej, w definiowaniu przyszłości? Może to dlatego amerykański Anthropic nie zbywa mojego pytania o etniczność obywateli Francji grających w piłkę, lecz je zręcznie trawestuje i sypie rzeczowymi informacjami.
Problemem nie jest wieloetniczność w narodowych reprezentacjach. Problemem zagrażającym spójności europejskiej nie jest felietonistka w stylu Rajoya. Albowiem to, co zbliża do prawdy, nawet jeśli samo nie jest jeszcze prawdą, jest dobre. Problemem są ci, którzy pałają z oburzeniem, bo ktoś do tej prawdy odważył się zbliżyć.
Może kiedyś Europa będzie potrafiła w biznes tak, jak potrafi w piłkę. Zależeć to będzie między innymi od tego, kto podyktuje nowe niuanse w nowej definicji wolności słowa.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.












