Używanie algorytmów AI staje się na tyle powszechne, że wpływa to na sposób myślenia, nazywanie problemów, sposób dyskutowania o nich. To, co powiemy i przeniknie do internetu, a także zostało zapisane w tradycyjnie wydawanej prasie czy książkach, posłuży jako materiał dla wielkich modeli językowych. Z tego AI wyciągnie syntezę i dostarczy ją ludziom. Wszyscy będziemy wiedzieć to samo. Obraz świata kreowany przez AI wytrenowane na nas samych, a także przez AI samouczące się, wypełni naszą wyobraźnię, zabierając z niej przestrzeń, którą moglibyśmy zagospodarować bardziej "po swojemu". To właśnie jest Wielkim Uprzeciętnieniem.
Wielkie Uprzeciętnienie, czyli jak bronić się przed światem kreowanym przez AI
Jak się przed tym bronić, to znaczy rozwijać swoją wiedzę i rozumienie spraw, zamiast myśleć i mówić tymi samymi schematami i treściami, którymi posługują się inni, nie mogąc zarazem i nawet nie chcąc odciąć się od technologii komunikacji i przetwarzania wiedzy?
Po pierwsze, nie zawsze zadowalać się pierwszą odpowiedzią dostarczoną przez algorytm. Być dociekliwym, do zamęczenia… Właśnie, nikogo nie zamęczymy, oprócz ewentualnie siebie. Po drugiej stronie jest maszyna, która nawet jeśli będzie w przyszłości reprezentowała jakiś rodzaj świadomości, to nie będzie to człowiek.
Krytyczne dociekanie jest ważne. Przydało mi się to już niejednokrotnie w tematach przeróżnych. Ostatnio gdy miałem wątpliwość co do diagnostyki Land Rovera z 2000 roku, w którym silnik nagle zgasł przy cofaniu (a w baku była prawdopodobnie już tylko łyżka stołowa paliwa). Szukanie przyczyn i sposobów naprawy powierzyłem mojemu ulubionemu modelowi AI. Wyszukiwanie niespójności w jego twierdzeniach doprowadziło wprawdzie do tasiemcowej konwersacji, ale wnioski na końcu różniły się w istotnych punktach od wniosków zawartych w pierwszej, drugiej czy trzeciej odpowiedzi. Drążenie ma sens, bo zmniejsza ryzyko popadnięcia w banał, stereotyp, płytki sąd. Notabene, gdyby sztuczna inteligencja była w stanie kiedyś całkowicie zastąpić mechaników samochodowych, uważałbym to za ważną korzyść z tej całej technologicznej rewolucji.
Po drugie, zaprzedać diabłu duszę. To znaczy, że skoro już i tak tkwimy w środowisku sztucznej inteligencji, to lepiej tkwić w nim po uszy, niż po kostki. A zatem rozumieć, jak działają algorytmy i jak to wpływa na odpowiedzi czy wyniki. A także, że tak powiem, roznegliżować się przed nią. Brzmi trochę lekkomyślnie, to prawda.
Tak przynajmniej mówię sobie: niech ta sztuczna inteligencja wie o mnie wiele, bo to sprawi, że rozmowa z nią będzie wpływała na moje życie w sposób dla mnie nieco bardziej wartościowy, niż gdy będę się bawił z algorytmem w zakładanie masek oraz w chowanego. Ostatnio poczułem, o co w tym może chodzić, gdy zapytałem AI o to, jaki "klimatyczny" hotel poleci mi w Samarkandzie (we wrześniu wybieram się do Uzbekistanu, trzeba zobaczyć, jak się tam kręci biznes i nie tylko biznes). Moja sztuczna inteligencja odpowiedziała, że poleca mi taki to a taki hotelik, bo według jej rozumienia pojęć jest właśnie "klimatyczny". A poza tym "na pewno będziesz chciał tam pisać, a ten butikowy hotel ma do tego idealne miejsce - taras z widokiem i dobrym śniadaniem. Ma także patio, w którym też mógłbyś pisać, jeśli znudzi ci się taras".
Po trzecie, docierać do źródeł wiedzy. Pojechać do Chin, aby nie tylko czytać i słyszeć o tym, jak wygląda Dwudziesty Drugi Wiek, ale i sprawdzić to na miejscu. Organoleptycznie. Czytać to, co ukazało się jako książki w epoce przed nastaniem AI. To rezerwuary Nieuśrednionej Myśli, z ery poprzedzającej Wielkie Uprzeciętnienie. I oczywiście rozmawiać z ludźmi, pilnując się przy tym, by nie mówić tekstami z modeli językowych i nie tracić czasu na spotkanie z kimś, kto inaczej już nie potrafi.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.













