Zwroty-skamieliny, które już dawno przestały nieść jakąkolwiek treść. Wszystko się zużywa, język marketingu również. I nie jest dowodem jego skuteczności to, że przeróżnych konferencji biznesowych odbywa się w Polsce cała masa i przyciągają one tłumy uczestników. Powiedziałbym, że tak się dzieje nie dzięki, lecz pomimo tego reklamiarstwa. Mówię tak, bo wolałbym wierzyć w to, że banalny przekaz jest nieskuteczny. Ale być może jest odwrotnie - to działa, bo nie odbiega od normy, z jaką obcujemy na co dzień w tzw. mediach społecznościowych?
Normalna sieczka i normalnie nie zwróciłbym na to uwagi. Ale kiedy wyłania się nieznany wcześniej kontekst, można zobaczyć w nowym świetle stare rzeczy.
Rzecz dotyczy nie tylko opisów konferencyjnych spotkań. Taki jest ten niekomfortowy paradoks: język, który miał nas przekonywać do możliwości nowoczesnej gospodarki, brzmi coraz bardziej jak automat. Tymczasem to właśnie algorytmiczny automat potrafi napisać tekst bardziej zróżnicowany, bardziej precyzyjny i, nie bójmy się tego słowa, bardziej ludzki. Jednym słowem, ciekawszy. A dwoma słowami: ciekawszy i prawdziwszy.
Testuję jakość AI w moich własnych zajęciach
Coś się tu na pierwszy rzut oka nie zgadza, bo teoretycznie duże modele językowe, czyli generatywna sztuczna inteligencja, powinny być co najwyżej zręcznymi kompilatorami. To znaczy powinny świecić światłem jedynie odbitym, bo przecież karmią się materiałem stworzonym przez ludzi i niczym poza tym.
To właśnie z racji tej, wydawałoby się, genetycznej wtórności AI, nadal sobie podrwiwamy z tego, co wyprodukują jej algorytmy. "Nadal", a zarazem chyba już coraz rzadziej.
Testuję jakość AI w moich własnych zajęciach. Właśnie zacząłem pisać drugą książkę obiecawszy sobie, że nawet jedno zdanie nie zostanie w niej stworzone przez AI. I tak będzie, bo pisanie to nawiązywanie głębokiej interakcji z samym sobą i z innymi ludźmi. I nie chciałbym tego tracić ani rozwadniać; inaczej to jest aktywność pozbawiona sensu. Jednocześnie od początku rozmawiam, najpierw z ChatGPT, teraz głównie z Claude, na temat kompozycji, konstrukcji, osi narracyjnej, narratorze, doświadczeniu i emocjach czytelnika. Tak, o doświadczeniu i emocjach także. I to, co mówi maszyna, jest dobre. Więcej, bywa znakomite, inspirujące, otwierające oczy, przestrzegające i wytykające błędy ze wskazaniem elementów konstrukcji, gdzie mogłyby one zostać zbudowane lepiej.
Nie wiem zatem jak dla Państwa, ale dla mnie sztuczna inteligencja jest coraz mniej sztuczna, a coraz bardziej inteligentna, a nawet inteligentniejsza, niż przeciętna istota żywa. A co jeszcze bardziej znamienne, jest ona dzisiaj znacznie bardzie kreatywna i inteligentna niż, powiedzmy, pół roku temu. W związku z tym właściwe pytanie nie powinno dotyczyć tego, czy AI będzie ewoluowała stając się coraz lepszą. Pytanie powinno brzmieć: do czego nas to doprowadzi?
To, co mówi maszyna, jest dobre. Więcej, bywa znakomite
Pewne konsekwencje, akurat zapewne nie te najbardziej doniosłe czy rewolucyjne, już są widoczne. Weźmy zawód finansisty, który dziś zasługuje na bardziej przyziemne określenie: pracownik finansów. To nigdy nie był światek jakoś szczególnie inspirujący dla otoczenia, choć na ogół uznawano jego wyjątkowość.
Pracownicy finansów przez dekady a właściwe to stulecia wypracowali własną nowomowę, i to ona była - i nadal jeszcze jest - narzędziem sprzedaży usługi.
Problem nie leży w samym żargonie - każda dziedzina ma swój techniczny język i jest to zrozumiałe. Problem leży w tym, że język przestał być narzędziem myślenia, a stał się jego zamiennikiem. Kiedy piszesz "tworzymy wartość dla interesariuszy", nie musisz się zastanawiać, jaką wartość, dla kogo i w jaki sposób. Zdanie samo się zamknęło, chociaż nie powiedziało nic.
Można by to nazwać efektywnością. Pewien rodzaj językowej ekonomii: maksimum dostojeństwa i powagi, minimum treści. Szybko i sprawnie, przecież te cechy są cenione. Tylko że właśnie tego rodzaju "efektywność" algorytmy replikują najłatwiej. To, co da się zamknąć w szablonie, da się zautomatyzować. I tu leży fundamentalna przyczyna zagrożenia dla całej klasy zawodowej - nie w tym, że AI jest zbyt mądra, ale w tym, że język pewnych profesjonalistów jest zbyt konwencjonalny.
Innego świata po prostu nie ma
Ale to są zarazem pierwsze koty za płoty. Bo AI już dzisiaj potrafi doskonale imitować. To zresztą jeszcze nie w pełni unieważnia potrzebę istnienia pracowników finansowych. A także innych profesji, operujących głównie językiem, żeby nie pastwić się tylko nad pracownikami finansowymi. AI potrafi już dzisiaj pracować oryginalniej, bardziej twórczo i produktywnie (pod względem efektywności mierzonej liczbami nie ma sobie równych). Owszem, nie daje kontaktu z charyzmą drugiego człowieka i z jego głębią psychologiczną. Ale, powiedzmy sobie szczerze, w realnym życiu też nie tak łatwo natrafić na uosobienie takich cech. A poza tym, jest coś za coś.
Nie twierdzę, że każdy finansista, prawnik czy doradca biznesowy myśli płytko. Twierdzę, że wielu z nich mówi i pisze tak, jakby myśleli płytko - i to jest ich własny wybór. Wybór bezpieczny, bo wszyscy wokół mówią tak samo. Ale życie nie znosi próżni i (nie)-sztuczna inteligencja to udowodni. Nie mówię, że taki świat mi się podoba. Innego po prostu nie będzie.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.













![KSeF jest rewolucją, ale z odpowiednim wsparciem do opanowania [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/000MNFFSCWK3PESV-C401.webp)
