Trochę się podśmiewano z premiera Tuska, kiedy powiedział kilka miesięcy temu o CPK, że "nie będziemy więcej używali nazwy, którą nasi poprzednicy zhańbili. Nie chcę żeby te złe skojarzenia związane z inwestycją ciągnęły się za nami także w wymiarze symbolicznym". Wielu uznało te słowa za przejaw starczej małostkowości szefa polskiego rządu albo charakterystycznej dla polityków próby zaklinania obiektywnej rzeczywistości przy pomocy słów czy nazw. Bliższa analiza pokazuje jednak, że za tą próbą rebrandingu CPK kryje się coś znacznie większego. Wygląda na to, że jest w tym szaleństwie rodzaj metody.
Metody przy pomocy której rządy uśmiechniętej koalicji próbują poradzić sobie z imponującym dorobkiem swoich poprzedników ze Zjednoczonej Prawicy na polu inwestycji strategicznych. Gdy premier Morawiecki i jego ludzie odpalali tamte inwestycje to dzisiejsi rządzący byli w totalnej opozycji i zachowywali się wedle wzorców totalnej opozycji. To znaczy byli totalnie przeciw wszystkiemu, co PiS robił. Zgodnie z tą logiką CPK, polski samochód elektryczny Izera, Port Kontenerowy w Świnoujściu, Przekop Mierzei czy wielka fabryka Polimerów w Policach to były przejawy "megalomanii", "śmiech na sali" i "jedno wielkie złodziejstwo". W zależności oczywiście od aktualnej potrzeby politycznej.
Po odzyskaniu władzy przez Tuska i jego ekipę w roku 2023 pojawiło się jednak zasadnicze pytanie, co dalej z tymi wszystkimi projektami. Były to przecież inwestycje - z natury na wieloletni charakter tego typu przedsięwzięć - aktualnie trwające albo bliskie realizacji. Ich proste porzucenie ze względu na PiS-owskie pochodzenie napotkało na opór społeczny - okazało się bowiem, że ogromna część polskiego społeczeństwa (i to nie tylko wyborcy PiS) bardzo chce takiej właśnie polityki rozwojowej. A nawet jeszcze więcej inwestycji strategicznych.
Pomysłem Tuska stała się więc właśnie owa zamrażarka gospodarcza. Rozwijane w czasach rządów Morawieckiego projekty zaczęły do niej trafiać właśnie po to, by ulec symbolicznemu oczyszczeniu z grzechu PiSizsmu. A potem? Się zobaczy. Może się te inicjatywy z lodówki wyciągnie, nazwie po swojemu i sprzeda jako własne - dowodzące geniuszu, dalekowzroczności i sprawczości Tuska i jego kamratów. A może nie.
Najnowszym, bardzo ciekawym i niesłusznie nieco mniej znanym przykładem tego typu inwestycji jest fabryka Polimerów w Policach. Obecnie jesteśmy na etapie odkupywania tego projektu przez naszego narodowego czempiona Orlen od innego państwowego podmiotu czyli Grupy Azoty. Jest to przez rząd (kontrolujący obie te firmy) nam komunikowane w kategoriach ratowania projektu z opresji "PiSowskiej megalomanii". W ten właśnie sposób o Polimerach wypowiadali się w ostatnich miesiącach zarówno nowy były jak i obecny szef Azotów - obaj już oczywiście z Tuskowego nadania. Zgodnie z taką narracją do mediów idzie więc przekaz w stylu "jak państwowy gigant utopił 18 mld?".
A jak jest naprawdę?
Aby zrozumieć o co chodzi z tym polimerowym projektem trzeba się cofnąć do czasów… pierwszego rządu PO-PSL. To wówczas (marzec 2015 roku) Grupa Azoty ogłosiła, że planuje dokonać największej inwestycji w swojej historii i zbudować najnowocześniejsza w Europie instalację do produkcji propylenu metodą PDH. Przypomnijmy, że propylen jest bardzo ważny dla gospodarki i stanowi (obok etylenu) najważniejszy surowiec dla produkcji tworzyw sztucznych przez przemysł chemiczny. Jego praktyczne zastosowania są bardzo szerokie i sięgają od farb i rozpuszczalników po rury, kontenery i zderzaki.
Po zmianie władzy w roku 2015 zwycięska Zjednoczona Prawica nie tylko nie porzuciła tamtych planów, ale przeciwnie - postawiła na ich rozbudowę. W 2017 projekt rozszerzono o instalację do produkcji polipropylenu. Ten ostatni - w warunkach szybko rosnącego światowego zapotrzebowania - miał się stać nowym polskim hitem eksportowym.
Polimery Police ruszyły w czerwcu 2023 roku - choć początkowo ledwie połową mocy wytwórczych. Oczywiście PiS-owcy też chcieli zdążyć przez wyborami jesienią 2023. Pełna produkcja ruszyć miała około roku 2024 albo 2025 w zależności od tego jak z terminów będzie się wywiązywał koreański podwykonawca.
Zamiast tego w 2025 roku nastąpiło… wstrzymanie produkcji. Oficjalnie z powodu problemów technicznych i sporów prawnych z podwykonawcą. Insiderzy zwracają też uwagę, że to wstrzymanie było zastanawiająco zgodne z intencjami nowego właściciela czyli polskiego państwa pod rządami uśmiechniętej ekipy Tuska. To na tamtym etapie rozpoczęła się także procedura zmiany właściciela Polimerów i sprzedania ich przez Azoty Orlenowi. A tego typu operacje mają to do siebie, że trwają długo a liczy się je w latach.
Obserwując zarysowany powyżej schemat działania nowej władzy godzi się postawić pytanie czy w tym szaleństwie nie ma przypadkiem owej tuskowej metody. Polimerów zamykać nie będziemy, bo to by było jednak ordynarne wygaszenie gotowego projektu. Wtrącamy go więc do zamrażarki czyli owego czyśćca, gdzie Polimery mają za zadanie się "odPiSić". I za czas jakiś - może w następnej kadencji - się je odmrozi i przedstawi jako wspaniałe dokonanie własne.
Bo czy nie dokładnie wedle tej samej zasady postąpiono wcześniej w sprawie CPK, która ma być realizowana, ale inaczej i pod inną nazwą "Port Polska"? A pamiętacie jeszcze Izerę, czyli samochód elektryczny będący pierwszą gospodarczą idee fixe - jeszcze wtedy - ministra Morawieckiego? Ostatnio pojawiła się wiadomość, że projekt będzie dalej realizowany. Ale dopiero pod koniec dekady. Żeby się nie kojarzyło. Także Port Kontenerowy w Świnoujściu ma dostać nową nazwę "Przylądek Pomerania" i powrócić kiedy tylko ludzie trochę zapomną skąd się wziął i kto wylobbowali jego budowę.
I tak to właśnie ma działać.
Z jednej strony to zawsze lepiej, że coś z tych polskich inwestycji strategicznych z lat 2015-2023 uda się jednak zachować przed kompletnym zaoraniem.
Z drugiej jednak trochę żal tych paru traconych teraz lat. Lat na ich symboliczne "odPiSowienie" w uśmiechniętej zamrażarce. Żal też utraconych zysków, których nikt nam nigdy nie zwróci.
Rafał Woś
Autor felietonu przedstawia własne poglądy i opinie.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.













