Andrea Clarke. Adaptuj się. Jak ujarzmić zmianę w czterech krokach. Przeł. Krzysztof Gajowiak. Studio Emka. Warszawa 2026
W 1997 roku Reed Hastings założył Netflixa. To był ten sam Netflix, co dziś. Ale zupełnie nie taki jak ten dzisiejszy. Bo Netflix z początku był wypożyczalnią płyt DVD. Płaciło się abonament, w jego ramach firma wysyłała ci pocztą płytkę, którą ty po obejrzeniu grzecznie odsyłałeś.
Jak radzić sobie ze zmianą, by działała na waszą korzyść?
Trzydzieści lat później Netflix robi - co do zasady - coś bardzo podobnego. Nadal płacisz mu abonament, a oni dają ci dostęp do swojej biblioteki filmów. Tyle że już nie na płytkach, ale w streamingu. Wydaje mi się jednak, że gdyby tamten Netflix z lat 90. wsiadł w maszynę czasu (ot taka jak w "Powrocie do przyszłości") i spotkał tego Netflixa z dziś, to miałby jednak spore problemy z rozpoznaniem samego siebie. Dzisiejszy Netflix jest wszak globalną korporacją działającą na wszystkich kontynentach, kontrolującą sporą część produkcji filmowej na świecie i w dużej mierze wyznaczającą trendy wojny kulturowej naszych czasów.
Zostawmy na razie na boku spór o to, czy netflixowy wokeizm jest fajny, czy raczej przerażający. Rzecz w tym, by dostrzec najpierw, jak firma kierowana przez cały ten czas przez tego samego Hastingsa (operacyjną kontrolę nad swoim dzieckiem oddał dopiero w 2023 roku) zdołała wykorzystać większość trendów cywilizacyjnych ostatniego ćwierćwiecza dla swojego rynkowego rozkwitu. Nawet największy krytyk Netflixa i jego superpoprawnych ideologicznych wyborów musi w tym sensie uchylić kapelusza przed tym niesamowitym sukcesem Kalifornijczyków z Los Gatos i ich nastoma miliardami dolarów rocznego zysku netto.
Książka Andrei Clarke, do której przejrzenia was dziś w tym miejscu namawiam, nie jest tylko o Netflixie. Przykład Reeda Hastingsa i jego biznesowego sukcesu jest tylko jednym z przykładów ekstremalnie udanej adaptacji w zmieniającym się biznesowym otoczeniu. Książka "Adaptuj się" jest właśnie o tym, jak radzić sobie ze zmianą - sprawiając, że będzie ona działała na waszą korzyść. W biznesie i w życiu. Podobnie, jak zadziałała na korzyść Netflixa w minionym ćwierćwieczu i wielu innych prymusów adaptacji, z których warto brać przykład.
"Adaptuj się" to propozycja ciekawa również dla konserwatystów
Zdaniem Clarke, dobra adaptacja opiera się więc na czterech filarach. Po pierwsze, na sygnały zmiany trzeba reagować. Po drugie, to co, się zmienia, należy zaakceptować. Po trzecie, warto rozbudzić w sobie i swoim otoczeniu optymizm wobec tego, co nowe. I wreszcie po czwarte - to, co powstrzymuje, trzeba w końcu odrzucić.
Nie są to rady bardzo łatwe. Awersja do zmiany jest głęboką potrzebą i ma poważne praktyczne uzasadnienie. Nie chodzi bowiem tylko o "życie przeszłością", którego zakaz wszelkiej maści progresywiści najchętniej by wpisali do konstytucji, eliminując jej wszystkie pozostałe paragrafy. W rzeczywistości jest przecież tak, że nie każda zmiana jest zmianą na lepsze. I nie dla każdego zmiana przynosi polepszenie sytuacji. Kto tego nie rozumie, ten nieuchronnie stanie się płytkim heroldem zmiany. Przyczynkarzem, który raczej niczego nigdy nie zbuduje - będzie bowiem zbyt zajęty gonieniem za kolejną nowinką.
Czterofilarowy system Andrei Clarke uważam za propozycję interesującą nie dlatego, że chwali zmianę. Ale raczej z tego powodu, że stara się odróżnić zmianę konieczną i przemyślaną (a co za tym idzie wartą zachodu) od zmiany dla samej zmiany. Dokąd ta ostatnia nas doprowadzi, to z grubsza wiadomo - i raczej nie będzie to miejsce, w którym chcemy się znaleźć. Uważam nawet, że "Adaptuj się" to ciekawa propozycja także dla… konserwatystów. Ta książka udowadnia bowiem, że to nie jest tak, że zmiana musi wykluczać się ze światopoglądem wyrażającym naturalny dystans wobec każdej formy tzw. postępu.
Mistrzem adaptacji nie da się być wiecznie?
Ciekawa będzie w tym kontekście przyszłość samego Netflixa. Clarke nie ciągnie tego wątku, ale ja zamierzam. Będą się pod jej wpływem uważniej przyglądał dalszemu rozwojowi tej superpotęgi światowego streamingu. Bo coś mi się wydaje, że ich ostatnie adaptacje do zmieniającej się rzeczywistości nie wyjdą im na dobre. Zwłaszcza próba płynięcia na fali ideologicznego wzmożenia, tzw. postępowego świata, co nieuchronnie skierowało ich na pierwszą linię frontu politycznej polaryzacji w zachodnich społeczeństwach. Dla przedsiębiorstwa pretendującego do dotarcia i obsłużenia masowego odbiorcy tak jednoznaczne stawanie po jednej ze stron politycznej polaryzacji nie jest dobrym pomysłem. A Netflix tak właśnie w ostatnich latach postąpił.
No ale może po prostu mistrzem adaptacji nie da się być wiecznie?
Rafał Woś
Śródtytuły pochodzą od redakcji.
Cykl "Półka Ekonomiczna" w Interii Biznes co drugi wtorek.















