Być może problemem Europy, zwłaszcza "starej" Europy, jest to, że zabezpiecza ona to, co ma. Chroni to, co zbudowane. A jeśliby miało chodzić o przebudowywanie, to uznaje za największą wartość kontynuację, zamiast burzenia aby postawić coś nowego.
Stąd umiłowanie do regulowania życia gospodarczego i społecznego. A raczej właśnie nie umiłowanie, lecz logiczna konsekwencja tego, że przyjęło się za najważniejsze istnienie określonego porządku, a nie to, że każdy porządek można podważyć lub uzupełnić.
Dlaczego turyści wciąż wybierają starą Europę
Te fundamenty dobrze rozpoznają turyści z całego świata, masowo przybywając do Europy. Chcą posmakować czegoś, co wydaje się - i jest - stosunkowo stabilnym i niezmiennym elementem rzeczywistości. Do tego stopnia, że nawet nie trzeba by do tej Europy przyjeżdżać, bo powszechne jest wyobrażenie przynajmniej kluczowych miejsc kulturowych na kontynencie. Paryż, walc wiedeński, la dolce vita, niemieckie parówki i stadion Santiago Bernabeu. Ale przyjemnie jest poczuć to bezpośrednio. Dlatego Europa zamienia się, zwłaszcza w cieplejszych porach roku, w park tematyczny. Tylko tych miejscowych, którzy zapełnialiby kawiarnie Barcelony czy Paryża i dawali turystom pełną satysfakcję obcowania z europejskim stylem życia, jest jakby mniej, bo zostali wypłoszeni przez inwazję obcych. Ale to tak na marginesie.
W każdym razie, Europa umacnia fortyfikacje swojej przeszłości, chociaż oczywiście jest świadoma zachodzącej w terytoriach zamorskich rewolucji. Dlatego też reguluje wszelkie innowacje, nawet jeśli ich sama nie wytwarza. I dlatego popada w długotrwałe procesy decyzyjne, aby dojść do uroczystych postanowień na temat wprowadzania do swojego organizmu nowych substancji - w ostrożnie dobranych ilościach - mających poprawić jej zdolność konkurowania z obszarami rewolucyjnymi. Najlepiej, bez naruszenia swojego kodu genetycznego.
Europa to osobliwość i niestety również za to ją lubimy.
Polska łączy konserwatyzm z nowoczesnym kapitalizmem
Czy można inaczej? Można. Właściwie to dobrym przykładem jest Polska. Społeczeństwo o wielowiekowej tradycji konserwatywnej, przesiąkniętej wpływem kościoła katolickiego. Zarazem kraj, który musiał - ale i chciał - unowocześnić się w duchu liberalizmu. Wiadomo, że różnie to wyszło i że mogło być lepiej, ale tak czy owak Polska to fenomen łączenia dwóch żywiołów - konserwatywnej i nacjonalistycznej schedy oraz podstaw nowoczesnego kapitalizmu w bardzo dynamicznym wydaniu. I, posługując się znów figurą turysty, to dlatego odwiedzający nasz kraj bywają nim - i coraz częściej - pozytywnie poruszeni. Bo Polska staje się powoli atrakcyjnym parkiem tematycznym, w którym nadal wyrabiany jest sękacz, a jednocześnie stanowi przykład eksplozywnego dostosowania się do rewolucji cyfrowej i do kosmopolitycznego stylu życia.
Co łączy Polskę, RPA i amerykański Teksas
Nasuwa mi to skojarzenie z innym zakątkiem świata. Będąc w lipcu w RPA publikuję zdjęcie z Clarens, wykonane o świcie, z malowniczym budyneczkiem jak z amerykańskiego Dzikiego Zachodu i metalowym wiatrakiem do pompowania wody. Bardzo romantyczny obrazek. Kolega z Polski pisze do mnie po kilku godzinach: "wygląda zupełnie jak centralny Teksas!".
Wygląda, bo i RPA, i Teksas powstały jako efekt buntowniczej, awanturniczej ale i odpowiedzialnej odwagi przybywających na te ziemie osadników z innego świata. Nacechowanej ultrakonserwatywnie, bo przecież chodziło o to, by "ziemię uczynić sobie poddaną."
Zwłaszcza Teksas jest dzisiaj zdumiewającym przykładem łączenia tradycji z nowoczesnością. Królestwo ropy i gazu oraz stan, w którym niedawno na listę lektur szkolnych trafiła, jako opcja, Biblia. Trzydziestomilionowy kraj, w którym nadal można spotkać ślady kultury kowbojskiej. A zarazem stan, w którym pieniądze płyną coraz szybciej i w coraz większych ilościach. Teksańska giełda finansowa rozpoczęła działalność w lipcu, rzucając rękawicę giełdzie nowojorskiej. Teksas to nowa amerykańska Dolina Krzemowa i miejsce gdzie Musk wystrzeliwuje swoje rakiety, a także ekosystem, gdzie oprócz normalnych kopalin wydobywa się bitcoina i przetwarza dane w gigantycznych centrach. Czyli kowboje, szyb naftowy, Biblia, farma fotowoltaiczna i SpaceX nie są tam kolejnymi etapami rozwoju, lecz istnieją jednocześnie.
A jeśli jest w tym jakieś ziarno sprzeczności, to może właśnie dlatego biznes przenosi się do Teksasu, a liczba mieszkańców stanu rośnie. Pięć najdynamiczniej rosnących pod względem ludności miast w USA znajduje się właśnie w Teksasie. Od roku 2020 prawie dwieście wielkich form przeniosło swe siedziby do tego stanu, w tym takie potęgi jak Tesla czy Caterpillar, a ostatnio ExxonMobil.
Teksas obalił także tezę, niezwykle przecież amerykańską, że pewne są tylko śmierć i podatki. Stanowego podatku dochodowego od osób fizycznych nie ma wcale, a firmy płacą dopiero po przekroczenie progu, który wynosi 2.65 miliona dolarów przychodu.
Jestem pewien, że wkrótce Teksas weźmie się za pierwszy człon tego powiedzonka. Nie przejmując się tym, że będzie to eschatologicznym wyzwaniem.
A zarazem jest rodeo, kowboje i Biblia. Dzięki tej mieszance soft power Teksasu się umacnia. Być może nadejdzie czas na polską soft power. Podobieństwa istnieją a fundamenty zostały położone.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.












