Weźmy ciszę. Tak, ciszę. Na czym ona polega, każdy czuje, a raczej nie czuje i nie słyszy, bo cisza uderza grzmotem tylko w poezji. Korzystanie z ciszy naturalną koleją rzeczy powinno być bezpłatne.
W realiach wolnego rynku jest dokładnie przeciwnie. Cisza stała się dobrem, za które trzeba płacić.
Na ciszy można zarabiać
Kiedyś nie płaciło się za brak reklam; jak nie było reklamy, to po prostu jej nie było. Dziś płacimy za serwis "premium", czyli za treści w internecie nieprzerywane reklamami. Kupujemy spokój i komfort.
Hotele też się zorientowały, że na ciszy można zarabiać. Stąd obiekty "adults only". Teoretycznie nie powinien nam w nich zakłócać spokoju tupot małych stópek, jak wyraził się Hugh Grant w "Czterech Weselach i Pogrzebie".
Cisza to także brak szumów i ingerencji. Bo i hałas niejedną ma postać.
W nocy nie widzimy nieba takiego, jakim go widzieli nasi przodkowie. Stąd koncepcja parków czystego nieba, czyli obszarów, gdzie nie wolno dymić, kopcić czy świecić. Tak aby widoczne na nim były gwiazdy. Te parki akurat bardzo mi się podobają. Byłem w takim w Bieszczadach i bardzo polecam. To jeden z niewielu przykładów, gdzie na widoku nieskażonego nocnego nieba się nie zarabia. To nawet dziwne, bo obcowanie z majestatem i tajemnicą powinno kosztować. Pardon - wprawdzie nie ma biletów wstępu do takich parków, ale zarabia hotelarstwo i powiązane z nim usługi.
Kolega wrócił niedawno z terapii, w ramach której skoszarowani uczestnicy oddają na początku do depozytu telefony. Mówiąc ściśle, wrócił przed końcem tego obozu, bo nie był w stanie wytrzymać cyfrowej abstynencji. I to nie z powodu trywialnego łaknienia skrolowania czy odbierania wiadomości, lecz głębokiego niepokoju wywołanego przez nagłą zmianę paradygmatów zachowania, myślenia i przeżywania emocji.
Coś podobnego zastosowano w luksusowym wczasowisku w "Białym Lotosie" (druga część, ta z akcją w Tajlandii). W każdym razie, tu jaskrawo widać ten socjalizm w kapitalizmie: najpierw wynalazł on internet, następnie sprzedał do niego dostęp, a następnie zaczął sprzedawać brak internetu jako wyższy poziom luksusu. Wszystko dla dobra klientów.
A tak wiele jeszcze przed nami.
Prorokuję, że wraz z zapanowaniem na świecie sztucznej inteligencji będą uruchamiane wysokomarżowe usługi, dzisiaj nieznane. Ogólnie polegałoby to na tym, że kontakt z człowiekiem będzie wysoko wyceniany. Bo luksus kosztuje.
Na przykład:
Zadzwonisz na infolinię i to będzie nadal bezpłatne lub niskokosztowe. Ale jeśli zechcesz porozmawiać z człowiekiem? Proszę bardzo, ale tylko kupując usługę premium.
Powstanie rynek na usługę premium executive. Gdy złożysz online dokument, wniosek czy cokolwiek w tym stylu (wszystko napisane przez algorytm, oczywiście), premium executive da ci gwarancję, że na pewno przeczyta to człowiek. Ale to będzie naprawdę słono kosztować.
Nadchodzi też transhumanizm. Mogą stać się modne, wśród zamożniejszej klienteli, usługi świadczone przez ludzi z dominującym elementem biologicznym. Czyli że człowieka będzie więcej w człowieku.
I, w tym wachlarzu usług, coś naprawdę ekstra: oferowana na godziny relacja z człowiekiem, który ustanowił i przestrzega (zapewne pod nadzorem) auto-ograniczeń w delegowaniu swoich funkcji poznawczych i analitycznych na algorytm. I jest czysty, czyli nie ma wszczepu (zdaje się, że to polski neologizm zamiast czipa). Będzie się to nazywało Super Pakiet VIP: "Własne Zdanie". Dla zamożnych koneserów.
Popyt? Klienci pamiętający XX wiek. Albo przynajmniej czasy sprzed AI. Albo znacznie młodsze generacje, chcące spróbować czegoś innego i świeżego. Kontaktu z człowiekiem. Wow.
Żarty żartami, ale podobnie będzie w sprawach o największym ciężarze gatunkowym. W psychologii, psychoterapii, doradztwie osobistym, finansowym, być może nawet prawnym. "Być może" w tym sensie, że istnieje szansa na to, że dyskusja z żywym prawnikiem czy analitykiem będzie nadal ceniona, o ile ekspert spełni zreformowane oczekiwania. Prawnik, na przykład, nie będzie musiał być lepszy niż algorytm (taka Legora podobno za chwilę wymiecie z rynku ludzkich profesjonalistów), bo to wprost niemożliwe. Będzie musiał udowodnić, że ma to "coś".
I nie będzie to wynikało z zachcianki lub kaprysu, lecz z potrzeby znacznie głębszej, uwarunkowanej psychicznie. Postrzegania samego siebie jako źródła decyzji i sprawczości. Badania dowodzą, że utrata poczucia sprawczości - wskutek oddania tego atrybutu maszynie - pociąga za sobą lęki, depresje, frustracje. A przecież nawet w tym nowym świecie raczej wszyscy będą w taki czy inny sposób dążyć do szczęścia, prawda?
Wychodzi mi więc na to, że pakiet VIP "Własne Zdanie" niekoniecznie jest tylko żarcikiem.
Zapowiada się, że ta nowa lekkość bytu może być nieco nieznośna i niełatwa w operowaniu.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.














