Zadanie jest trudne, bo trzeba odwrócić logikę, która wbijana była do polskich głów przez minione trzy dekady. A wokół narzuconej nam dekarbonizacji wyrosły w międzyczasie gęste sieci powiązań oraz interesów. Łatwo więc nie będzie.
Największy rywal węgla był traktowany po królewsku
Przez całe lata wmawiano nam (niestety skutecznie), że węgiel jest technologią schyłkową. To znaczy drogą, nierentowną oraz szkodliwą. Na logikę brutalnej dekarbonizacji Polski składał się cały system zazębiających się trybów i trybików. Wydobycie węgla było stale zmniejszane, a kopalnie zamykano w taki sposób, by nie dało się w nich nigdy wznowić produkcji. Jednocześnie polski węgiel obkładano kolejnymi domiarami, które sprawiały, że stawał się droższy od surowca importowanego. To służyło z kolei za argument, że polski urobek jest trwale nierentowny, złoża się kończą i trzeba wyjść z tego zupełnie. Do tego doszły na pewnym etapie unijne polityki klimatyczne. Taki na przykład mechanizm ETS nakładający na te gałęzie przemysłu, które z węgla korzystają, obowiązek zakupu uprawnień do emisji CO2. Te uprawnienia były z biegiem lat coraz droższe, co wymuszało coraz szybszą dekarbonizację. Jednocześnie największy rywal węgla, czyli odnawialne źródła energii, traktowany był po królewsku. Tu nie było żadnych domiarów i żadnych utrudnień. Przeciwnie - technologie te mogły liczyć na przychylność opinii publicznej oraz klasy politycznej. Subwencje, przywileje podatkowe i dopłaty od państwa sypały się jak z rogu obfitości.
Tak to się przez ostatnie trzydzieści lat w kółko kręciło. I właśnie to wszystko musimy teraz odrzucić i przewartościować. Bez tego nie zrobimy kroku naprzód. Bez tego utkniemy w pułapce drogiej energii i wymuszonej deindustrializacji, która przyniesie spadek poziomu zamożności. Nie od razu. Ale niechybnie.
"Węgiel ma tę niekwestionowaną zaletę, że już jest"
Aby wyjść z tej pułapki, trzeba otworzyć oczy na fakt, że węgiel jest nam potrzebny. A nawet konieczny. I to z dwóch powodów. Pierwszy powód jest dość oczywisty i dobrze opisany. Węgiel pozostaje fundamentem naszego bezpieczeństwa energetycznego. Możemy wpakować w OZE kolejne zyliardy i rozbudować potencjał wiatrowy czy solarny dwu-, trzy- albo i czterokrotnie. Ale to nigdy nie zapewni nam stabilności energetycznej. Jej bez węgla mieć nie będziemy. Atom? Kiedyś może będzie. I dobrze. Ale węgiel ma tę niekwestionowaną zaletę, że już jest.
Ale jest jeszcze jeden powód dla pilnej rekarbonizacji. My węgla potrzebujemy także do rozwoju wielu dziedzin gospodarki. Nie tylko produkcji wyrobów stalowych będących fundamentem wszystkiego od budownictwa po produkcję maszyn. Ale węgiel to także karbochemia. Pod tą nazwą kryje się wykorzystywanie paliw kopalnych w przemyśle chemicznym oraz farmaceutycznym. Metanol, olefiny, amoniak i nawozy, tworzywa sztuczne i polimery, paliwa syntetyczne, rozpuszczalniki czy wreszcie… leki. Takie jak środki przeciwbólowe, antybiotyki albo witaminy. Do produkcji wszystkich tych towarów używa się węgla w stopniu znacznym albo bardzo znacznym.
Przykładem kraju, który robi takie rzeczy (i to na potęgę) są oczywiście Chiny. Bardzo do nas pod względem charakterystyki energetycznej podobne. Chiny i Polska są gospodarkami pozbawionymi naturalnych zasobów ropy i gazu. Ale za to bardzo obficie obdarzonymi węglem. Różnica jest jednak taka, że my się od trzech dekad dajemy dekarbonizować. A Chińczycy swoją gospodarkę karbnonizują. Nie muszą jej nawet REkarbonizować, bo oni nigdy od węgla nie odeszli. Tylko na potrzeby karbochemii Chiny zużywają dziś 400 mln ton węgla rocznie. Siedem razy więcej niż wynosi całe polskie zużycie.
"Musimy mieć solidną mocną i konkretną strategię polityki rekarbonizacyjnej"
Zaczynają pojawiać się w Polsce środowiska, które dostrzegają, że to nie są żarty. Niedawno raport o potrzebie rekarbonizacji opublikowało Polskie Towarzystwo Gospodarcze - jeden z reprezentatywnych związków pracodawców. Ich rekomendacja to otwieranie nowych kopalń na Lubelszczyźnie, na Śląsku i w rezerwowym złożu kopalni Bełchatów czyli w Złoczewie. Do tego trzeba budować nowe bloki energetyczne i rozwijać opartą na węglu chemię. Podobnie uważa największy polski związek zawodowy Solidarność, który argumentuje, że takie inwestycje oznaczałyby wiele nowych, pewnych i stabilnych miejsc pracy.
Aby tak się stało, temat musi zacząć się jednak przeciskać do szerszej publiczności. I do polityki. Dziś już nie wystarczy krytykować unijnych polityk klimatycznych i pokazywać, jak bardzo nas przez lata złupiły. To już jest za mało. To już wiemy. My teraz musimy mieć solidną, mocną i konkretną strategię polityki rekarbonizacyjnej. Oraz zaplanowane na rozwój tego celu miliardy.
Polska jej pilnie potrzebuje. ASAP i na cito. A jeszcze lepiej na wczoraj.
Bez niej Polska nie zrobi kolejnego kroku naprzód. Pewnie nawet zacznie się cofać.
Rafał Woś
Autor felietonu przedstawia własne poglądy i opinie.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.














